PODSUMOWANIE MIESIĄCA WRZESIEŃ 2025

No i doczekałem się! Nadszedł wrzesień a z nim moja ulubiona pora roku. Uwielbiam jesień za całokształt: coraz dłuższe wieczory sprzyjające czytaniu, oglądaniu, słuchaniu i … kokonwaniu się (chyba można tak mówić?) w domu. Lubię babie lato za nostalgię końca lata, chłodne poranki i ciepłe popołudnia, miękkie pastelowe światło. I choć dopada mnie Summertime Saddnes (o którym tak pięknie śpiewa Lana Del Rey) to wrzesień traktuję jak nowy początek – kolejny sezon czytelniczo – filmowo – serialowo – podkastowy, dlatego z zaciekawieniem przeglądam wydawnicze nowości i zapowiedzi, czekam na nowe płyty oraz testuję serialowe świeżynki. A także wracam do jesiennej klasyki komedii romantycznych. Lubię jesień i tylko martwi mnie, że wrzesień mignął niespodziewanie. Ale jeszcze październik i listopad, zatem nie ma się co martwić, że czas ucieka. Prawda?

We wrześniu przeczytałem i zrecenzowałem osiem książek i coraz częściej myślę o tym, że to będzie rok, w którym nie uda mi się przeczytać zaplanowanej setki. A to oznacza, że moje wyzwanie Goodreads nie zostanie zrealizowane. A

Tak prezentuje się wrześniowa lista lektur:

  1. Piękna brzydota Alice Feeney – kolejny, zupełnie udany thriller psychologiczny angielskiej autorki, której twórczość z powodzeniem przygarnęło Wydawnictwo Czwarta Strona;
  2. Zbieracze borówek Amanda Peters – niestety, spore rozczarowanie: wiele obiecywałem sobie po tej powieści, ale po raz kolejny przekonałem się, że wszechobecne zachwyty nie muszą pokrywać się z moim odbiorem – tym razem było podobnie;
  3. Plac zabaw Michelle Frances – dawno niewidziana na polskim rynku wydawniczym autorka powraca z nowym thrillerem psychologicznym i powieścią obyczajową w jednym – mimo że podjęta przez pisarkę tematyka nie jest oryginalna, to książka trzyma poziom, do którego Frances zdążyła już przyzwyczaić swoich czytelników;
  4. Błąd w tłumaczeniu Katarzyna Kowalewska – bardzo rzadko sięgam po polską literaturę, ale dla Kasi zrobiłem wyjątek; jej powieść to ciepła komedia romantyczno-obyczajowa o tym, że każdy błąd da się naprawić, potrzeba tylko … odrobinę szczęścia;
  5. Te brutalne rozkosze Micah Nemerever – kolejne rozczarowanie, tym boleśniejsze, że powieść zapowiadała się na hit; niestety dobry pomysł na fabułę w klimacie dark academia nie dźwignął warsztat debiutanta, co widać im bardziej czytelnik zagłębia się w tę lekturę;
  6. Nie wpuszczaj go Lisa Jewell – kolejny udany thriller psychologiczny mojej ulubionej autorki; tej książce można, co prawda, zarzucić tematyczną wtórność, co nie zmienia faktu, że jako lektura rozrywkowa sprawdza się idealnie;
  7. Mordercza pani Shim Jiyyoung Kang – koreański kryminał z socjologicznym zacięciem – ciekawe i co oczywiste – nieco egzotyczne spojrzenie na problemy nękające koreańskie społeczeństwo, które w wielu aspektach boryka się z kwestiami o charakterze uniwersalnym;
  8. Atmosfera Taylor Jenkins Reid – nowa książka poczytnej autorki udowadnia, że nie bez powodu jej powieści okupują szczyty list bestsellerów; historia miłości z wyprawą kosmiczną w tle potwierdza status pisarki jako gwiazdy prozy gatunkowej.

We wrześniu obejrzałem raz jeszcze, niedokończony w okolicy premiery, serial 1670 (Netflix). Za pierwszym razem nie kupiłem ani konwencji, ani humoru, ale drugie podejście okazało się strzałem, może nie w 10, ale w mocne 7 jak najbardziej. Teraz czas na II sezon – podobno jeszcze lepszy i nakręcony z większym rozmachem. Kontynuuję także rewatching Seksu w wielkim mieście (HBO Max) – kończę właśnie III sezon i na pewno będę oglądał dalej, szczególnie, że kocówka serialu umknęła mi w czasie polskiej premiery, a potem dłuuugo nie mogłem się zdecydować na ponowny seans. Nadal wracam do Stars Hollow za sprawą Kochanych kłopotów (Netflix) – mam słabość go Gilmore Girls i nic tego nie zmieni. Bo i po co? Z nowości podglądam Tę dziewczynę (Prime) całkiem udaną adaptację powieści Michelle Frances, autorki, której thrillery psychologiczne bardzo sobie cenię. Filmowo? Słabo: obejrzałem nową wersję Nosferatu (SkyShowtime), ale mocno się rozczarowałem, choć momentami wizualnie i w kwestii klimatu nie można było się przyczepić. Szkoda jednak, że cała reszta okazała się – według mnie – nużąca i przeciętna.

Jak zwykle planów było więcej, ale życie je zweryfikowało tradycyjnie w dół. Ale i tak uważam, że wrzesień był całkiem udanym miesiącem. Na resztę jesieni mam oczywiście nowe pomysły, ale z ich realizacją może być różnie. Grunt, aby do przodu!

I to by było na tyle. Dziękuję za odwiedziny. Widzimy się na podsumowaniu października!