FREIDA McFADDEN „NIE KŁAM”

Nie każda jej książka podoba mi się tak samo, ale na kolejną czekam z zainteresowaniem, zastanawiając się, co tym razem wymyśli Freida McFadden, amerykańska autorka pisząca thrillery psychologiczne. Ma ich na koncie blisko trzydzieści (!), a od pewnego czasu zyskuje coraz większą popularność, także na polskim rynku wydawniczym, gdzie nie tylko szybko znalazła swoje miejsce, ale i zaskarbiła sobie sympatię czytelniczek i czytelników. Podobnie jak moja ulubiona pisarka Rachel Abbott, także McFaden debiutowała powieścią wydaną własnym sumptem, wykorzystując możliwości pewnej platformy sprzedażowej, ale na prawdziwy sukces musiała poczekać kilka lat.

Popularność McFadden nie powinna dziwić – autorka specjalizuje się w thrillerze psychologicznym, którego definicję traktuje dość umownie; serwuje liczne nieoczekiwane zwroty akcji, albo wplata w fabułę elementy kryminału i sensacji, oferując tym samym lekturę od której nie sposób się oderwać. Nie jest to proza w żadnym razie dla gatunku odkrywcza; McFadden jednak zgrabnie żongluje kliszami, tu i ówdzie fabularnie szarżuje ze świadomością, że jej książki mają typowo rozrywkowy charakter, zatem ich realizm jest mocno umowny. I ta recepta sprawdza się znakomicie także w przypadku Nie kłam – jej nowej powieści.

Ticia i Ethan pobrali się po kilku miesiącach znajomości, a teraz decydują, że czas znaleźć swoje miejsce na ziemi, stąd decyzja kupnie domu. Może tego, w oczach męża idealnego, położonego na odludziu, ale dobrze skomunikowanego z Nowym Jorkiem. Okazała posiadłość ma jeden zasadniczy feler: należała do znanej doktor psychiatrii, która w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła trzy lata wcześniej. Tricia ma więc wątpliwości, a kilka nocy spędzonych w domu odciętym przez śnieżycę od świata utwierdza ją w przekonaniu, że coś jest bardzo nie tak. Kiedy odkrywa sekretny pokój, w którym zaginiona przechowywała nagrania sesji terapeutycznych, skrzętnie ukrywana prawda wychodzi na jaw, a świat Trici, zbudowany z kłamstw, rozpada się niczym domek z kart.

Freida McFadden konstruuje fabuły swoich thrillerów w oparciu o sprawdzony schemat. Sięga po znane motywy, ale nie kopiuje ich bezrefleksyjnie, tylko traktuje jak punkt wyjścia dla własnych interpretacji wątków typowych dla prozy gatunkowej. W Nie kłam dzieje się podobnie: niedawno poślubieni Tricia i Ethan zostają odcięci od świata przez śnieżycę w opustoszałym, ale imponującym domu. Szybko orientują się, że posiadłość zaginionej doktor psychiatrii skrywa wiele mrocznych sekretów, które w uśpieniu czekają, aż ktoś wyciągnie je na światło dzienne.

Dziwne odgłosy, poczucie, że małżonkowie nie są w domu sami, wreszcie trudno wytłumaczalne wydarzenia podczas ich krótkiego pobytu w posiadłości skutecznie budują klimat napięcia i niepokoju, a czytelnika skutecznie przykuwają do lektury. Swoje robi także niejednoznaczna postawa obojga bohaterów; trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że każde z nich coś ukrywa, albo przynajmniej mija się z prawdą. Celowo nie wspominam o rozdziałach prezentujących niektóre z sesji terapeutycznych, napiszę jedynie, że gdzieś w tych dźwiękowych zapisach można dostrzec prawdę o wydarzeniach sprzed trzech lat.

Przeczytałem wszystkie dotychczas wydane po polsku książki McFadden i paradoksalnie – choć mam do nich sporo zastrzeżeń, z niekłamaną przyjemnością sięgam po kolejne. Nie inaczej było w przypadku Nie kłam, klasycznego thrillera psychologicznego, pełnego nieoczekiwanych zwrotów akcji, która może nie pędziła na złamanie karku, ale skutecznie przekonała mnie do lektury. Z racjonalnego punktu widzenia ta fabuła jest grubymi nićmi szyta, a wydarzenia w niej opisane mają tyle wspólnego z rzeczywistością co scenariusz pierwszej lepszej opery mydlanej, ale przecież w prozie gatunkowej chodzi o zabawę i lekturę służącą odskoczni od prawdziwego życia. I proza McFadden spełnia te oczekiwania z nawiązką.

Nie kłam to książka na jedno posiedzenie: sprawnie napisana, a może lepiej napisać – przełożona, z niewielką grupą bohaterek i bohaterów, których pokręcona przeszłość rzutuje na teraźniejszość. Skutecznie budowany klimat, przewrotne zakończenie (typowe dla tej autorki), wreszcie sporo absurdów podanych przez nią bez mrugnięcia okiem i charakterystyczne dla jej fabuł przerysowanie – pewnie dla innych to przepis na literacką katastrofę, ale nie dla Freidy McFadden. Warto pamiętać o tych elementach stylu (a może wadach książki) sięgając po Nie kłam, a wtedy zabawa gwarantowana. Bo komu, jak komu, ale tej autorce wiele można wybaczyć.

Informacje o książce

autorka Freida McFadden

tytuł Nie kłam (Never Lie)

przekład Elżbieta Pawlik

Wydawnictwo Czwarta Strona 2025

ocena 4+/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem