
O fenomenie debiutanckiej powieści Virginii Evans czytałem i słuchałem na długo przed polską premierą. I chyba z wrodzonej przekory nie sięgnąłem po Korespondentkę zaraz po tym, jak pojawiła się na rodzimym rynku wydawniczym. Z ostrożnością bowiem, nabytą przez lata obecności w blogosferze, podchodzę do wychwalanych zewsząd książek. I wygląda na to, że znów czytelnicze przeczucie nie zawiodło, ponieważ w moim odczuciu powieść Evans ani nie jest tak znakomita, jak chcą jedni, ani tak słaba, jak piszą o niej drudzy. Ma swoje niezaprzeczalne plusy, ale i słabsze momenty, a wykorzystanie przez autorkę formy listów uwypukliło mankamenty jej pisarskiego warsztatu.
Współczesna literatura obyczajowa rzadko kiedy potrafi zaskoczyć czytelnika swoją strukturą, często powielając bezpieczne, sprawdzone schematy. Tymczasem debiutancka powieść Virginii Evans Korespondentka przypomina, że klasyczne formy literackie wciąż mają ogromną siłę rażenia pod warunkiem odpowiednich umiejętności warsztatowych. Autorka sięga po nieco zapomniany format powieści epistolarnej, budując z listów oraz wiadomości e-mail intymny, a zarazem na swój sposób uniwersalny portret dojrzałej kobiety. To książka, która potrafi bez problemu wnikać głęboko pod skórę i zmusza czytelnika do refleksji nad własnym życiem.
Tytułowa korespondentka to Sybil Van Antwerp, siedemdziesięciotrzyletnia, emerytowana prawniczka mieszkająca samotnie w Annapolis. Dzięki dziesięcioletniemu zapisowi jej korespondencji z lat 2012–2022 czytelnik poznaje nie tylko codzienność starszej pani, ale przede wszystkim jej skomplikowaną przeszłość. Sybil, będąc dzieckiem adoptowanym, mierzy się z pytaniami o własne korzenie, przeżywa żałobę po stracie syna, a także pisze pełne pasji listy do znanych pisarek (Ann Patchett!) i pisarzy (Kazuo Ishiguro!) czy instytucji. Całość fabuły rozpisanej w formie listów i korespondencji elektronicznej spaja stopniowa utrata wzroku oraz wątek tajemniczego adresata z przeszłości, który zmusza bohaterkę do bolesnego rozliczenia się z dawnym sekretem.
Debiutancka powieść Virginii Evans ma kilka niezaprzeczalnych plusów. Do największych zalet książki należy bez wątpienia kreacja głównej bohaterki. Sybil nie jest serdeczną staruszką rodem ze starych reklam; bywa uparta, nadmiernie moralizatorska, a czasem wręcz irytująca, co czyni ją postacią niezwykle autentyczną i wielowymiarową, ale i taką, którą trudno polubić. Autorka z zaskakującą lekkością balansuje w swojej prozie między humorem a głębokim smutkiem, tworząc przy tym opowieść pełną literackiego uroku i empatii. Forma epistolarna – w zamierzeniu – zamiast ograniczać, staje się tu intrygującą łamigłówką, w której czytelnik sam musi składać elementy biografii bohaterki z porozrzucanych fragmentów wspomnień. W zamierzeniu, bowiem to właśnie forma literacka Korespondentki jest, w mojej ocenie, mocno dyskusyjnym elementem.
Specyfika powieści w listach narzuca naturalne ograniczenia: fabuła Korespondentki rozwija się bardzo niespiesznie, a brak tradycyjnej, dynamicznej akcji może nużyć osoby oczekujące wyrazistych punktów zwrotnych. Dodatkowo, niektóre z listów adresowanych do znanych osób czy administracji uczelnianej, choć bywają dowcipne, momentami sprawiają wrażenie dygresji odciągających uwagę od głównego, najbardziej poruszającego dramatu życiowego Sybil. Autorce nie udało się także zniuansować stylu listów pisanych przez różne osoby, wszystkie brzmią tak, jakby wyszły spod ręki jednej osoby, co sprawia, że w naturalny rytm korespondencji skrada się chaos prowadzący do nieco irytującej czytelniczej dezorientacji. O rozwiązaniach fabularnych, typowych dla prozy gatunkowej nie wspomnę, bo to oczywiste, że rządzi się ona własnymi prawami.
Mimo tych drobnych potknięć, bilans plusów i minusów przemawia (mimo wszystko) na korzyść amerykańskiej debiutantki. Z jednej strony czytelnik otrzymuje pogłębione studium psychologiczne, zaskakująco ironiczny styl oraz nieszablonowe podejście do tematu przemijania i wybaczenia. Z drugiej – musi zaakceptować powolne tempo oraz fragmentaryczność narracji, która wymaga pełnego skupienia i pewnej dozy cierpliwości – szczególnie na początku lektury. Oraz sporej odporności na wkradający się w tok fabuły, tu i ówdzie, banał. Mam jednak wrażenie, że szum wokół tej powieści niekoniecznie się jej przysłużył. Trudno bowiem nie zauważyć, że Korespondentka to przyzwoita proza obyczajowa, ale z pretensjami do literatury pięknej. Książka z gatunku tych, o których jeśli się pamięta, to ze względu na intensywny marketing i szum medialny, niż z powodu niezaprzeczalnych walorów literackich. Zatem: lektura na własną odpowiedzialność.
Informacje o książce
autorka Virginia Evans
tytuł Korespondentka (The Correspondent)
przekład Katarzyna Bażyńska-Chojnacka
Wydawnictwo Filia/Filia Literacka 2026
ocena 4-/6
egzemplarz własny
