
Oczy są najsmaczniejsze Moniki Kim to książka, podczas lektury której bardzo szybko przestałem się zastanawiać, czy autorka jeszcze mnie czymś obrzydzi, a zacząłem sprawdzać, jak daleko główna bohaterka Ji-won jest w stanie posunąć się w swojej złości. I właśnie złość jest tutaj najważniejsza. Nie horror, nie morderstwa, nawet nie tytułowe oczy, choć wszystkie te elementy tworzą tę historię. Kim bierze na tapet gniew młodej kobiety, dokłada do niego rozczarowanie rodziną i doświadczenie bycia Koreanką w amerykańskiej rzeczywistości. Dorzuca mizoginię, rasowe stereotypy i poczucie, że mężczyźni nieustannie próbują urządzać kobietom życie, a całość zaprawia dużą ilością makabry. Efekt końcowy jest momentami obrzydliwy, momentami zabawny, a przede wszystkim niepokojący w swej trafnej ocenie rzeczywistości.
Główna bohaterka powieści Ji-won mieszka z młodszą siostrą Ji-hyun oraz matką, Ummą. Rodzina właśnie rozpada się po odejściu ojca, który zostawił żonę dla innej kobiety. Dziewczyna nie dostała się do wymarzonej uczelni razem ze swoimi szkolnymi przyjaciółmi, ma problemy z nauką i coraz bardziej się izoluje. Wtedy Umma poznaje George’a – białego Amerykanina z niebieskimi oczami, który bardzo szybko zaczyna urządzać sobie życie w ich domu. Ji-won od początku go nie znosi, zwłaszcza że mężczyzna otwarcie fetyszyzuje Azjatki, komentuje ich wygląd, patrzy na kobiety jak na egzotyczny towar i traktuje rodzinę swojej partnerki z protekcjonalną wyższością. W tym samym czasie Ji-won zaczyna śnić o oczach: niebieskich, soczystych i … apetycznych. Odkrywa smak rybiego oka, które wcześniej znała tylko z rodzinnych posiłków i jej fascynacja przestaje być wyłącznie snem. Kiedy w okolicy zaczyna grasować seryjny morderca, granica między tym, co dzieje się w głowie Ji-won, a rzeczywistością robi się coraz cieńsza.
Bardzo szybko podczas lektury powieści Moniki Kim czytelnik zauważa, że autorka nie robi z Ji-won niewinnej ofiary, ponieważ jej bohaterkę trudno uznać za jednowymiarową postać. Dziewczyna jest pogubiona, wściekła, zazdrosna, czasem zwyczajnie trudna i potrafi być okrutna. Bardzo mocno czuje odpowiedzialność matkę i młodszą siostrę, a jednocześnie ma do nich pretensje, że to ona musi być silna, kiedy jej własne życie się rozpada. Młodsza siostra widzi więcej, niż Ji-won chciałaby przyznać, i jako pierwsza zaczyna naprawdę niepokoić się jej zachowaniem. Obie dziewczyny kochają matkę, ale jednocześnie mają jej za złe, że wpuszcza George’a do ich życia i nie dostrzega tego, co dla nich jest oczywiste. Umma z kolei jest kobietą uwięzioną pomiędzy samotnością, potrzebą bliskości i kulturowymi oczekiwaniami dotyczącymi tego, jak powinna wyglądać rodzina. Koreańskość nie jest w tej powieści jedynie dekoracją, a jedzenie, język, relacje rodzinne i sposób postrzegania kobiet są częścią kulturowego doświadczenia, które Ji-won nosi w sobie.
Najbardziej irytującym bohaterem powieści jest bez wątpienia George. Mężczyzna jest przekonany, że skoro był w Azji, zna koreańską kulturę, a nawet mówi trochę po koreańsku, daje mu pełne prawo wypowiadać się na temat azjatyckiej kultury czy obyczajowości. Patrzy na kobiety w sposób, który trudno pomylić z zainteresowaniem, a jego zachowanie wobec sióstr jest coraz bardziej obrzydliwe. Szczególnie mocne jest zestawienie George’a z Geoffreyem. Ten drugi na początku wygląda jak jego przeciwieństwo: student zainteresowany feminizmem i prezentujący się jako świadomy sojusznik kobiet. Tyle że bardzo szybko wychodzi na jaw, że jego rozumienie praw kobiet kończy się w tym momencie, w którym Ji-won mówi nie. Zaczyna być zaborczy, przekracza jej granice, jest zazdrosny o najlepszą przyjaciółkę i próbuje kontrolować każdą relację dziewczy. George i Geoffrey reprezentują dwa różne sposoby traktowania kobiet, ale ostatecznie okazują się zaskakująco podobni – obaj bardziej interesują się własnym uczuciami niż interesującą ich kobietą.
Nie może być koreańskiej powieści bez motywu jedzenia i Oczy są najsmaczniejsze nie są w tej kwestii wyjątkiem. Wszystko zaczyna się od sceny, w której Umma wyciąga oko z ugotowanej ryby i je je z ogromną przyjemnością. Dla niej to część jedzenia, rodzinnego rytuału i przekazywanej tradycji. Dla Ji-won staje się początkiem obsesji. Niebieskie oczy George’a zaczynają wyglądać jak coś, co można wyjąć, przeżuć i połknąć. I tutaj Monika Kim robi coś naprawdę ciekawego: zamienia głód w język gniewu. Ji-won nie tylko chce zemsty. Ona chce dosłownie pochłonąć tych, którzy ją skrzywdzili albo uprzedmiotowili. Im bardziej rzeczywistość ją przygniata, tym bardziej jej apetyt wymyka się spod kontroli. Makabra w tej powieści nie służy zatem jedynie (obrzydliwej) stylizacji, ale jest konsekwencją emocji, które przez długi czas nie mają innego ujścia.
Oczy są najsmaczniejsze zapamiętam nie jako historię o dziewczynie, która zjada ludzkie oczy, chociaż trudno ten element fabuły pominąć. To przede wszystkim zaskakująco dobra książka o kobiecie, która przez długi czas próbuje żyć w zgodzie z narzucanymi przez społeczeństwo konwenansami, aż w końcu coś w niej pęka. Podoba mi się jej bezczelność, cielesność i to, że Monika Kim nie próbuje złagodzić wydźwięku swojej fabuły, a te jej aspekty, które mają być nieprzyjemne, takimi pozostają. Nie wszystko w tej książce mnie przekonuje; choćby przemiana Ji-won momentami może wydawać się zbyt gwałtowna, ale właśnie nieprzewidywalność, zarówno bohaterki, jak i wydarzeń sprawia, że trudno odłożyć tę opowieść. To odmiana horroru, w którym najbardziej przeraża nie to, że można komuś wydłubać oczy. Bardziej przerażające jest świadomość, ile złości można w sobie pomieścić, zanim człowiek zacznie ją traktować jako źródło głodu. A kiedy ten już się pojawi, naprawdę trudno go zaspokoić.
Informacje o książce
autorka Monika Kim
tytuł Oczy są najsmaczniejsze (The Eyes Are The Best Part)
przekład Natalia Laprus
Wydawnictwo Poznańskie 2026
ocena 4+/6
recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem
