
Freida McFadden z automatu wskoczyła na moją długą listę autorek i autorów, na powieści których czekam z zainteresowaniem, przede wszystkim dlatego, że sprawnie porusza się w lubianym przeze mnie gatunku. Sprawnie, co nie znaczy jednak, że każdy thriller psychologiczny spod jej pióra oceniam wysoko. Akurat tak się składa, że choć mam za sobą lekturę wszystkich książek McFadden wydanych po polsku, to nie mogę napisać, że jej fabuły kupuję w ciemno i bez zastrzeżeń. Tych ostatnich mam zresztą kilka, czego wyraz dałem w recenzjach. Teraz napiszę jedynie, że liczne zwroty akcji, serwowane przez autorkę lekką ręką, nie zawsze pozytywnie wpływają na wydarzenia nawet wtedy, kiedy z racji specyfiki gatunku, na jego logikę patrzy się z dużym przymrużeniem oka.
Doceniam jednak McFadden za pisarski warsztat, wyobraźnię i przede wszystkim za zrozumienie definicji gatunku, który rządzi się własnymi prawami. Pisanie thrillerów psychologicznych to trudne zadanie, zważywszy na jego niestającą popularność sprawiającą, że na półkach księgarni coraz trudniej znaleźć oryginalną fabułę z pogranicza powieści psychologicznej i kryminału, mocno podrasowaną odpowiednio dawkowanym suspensem. Amerykańskiej autorce raz wychodzi ta sztuka lepiej, raz gorzej. Niestety, Pomoc domowa. Z ukrycia należy zdecydowanie do grupy mniej udanych. Szkoda.
Od ostatniego spotkania z Millie mija jedenaście lat. Właśnie, wraz z mężem i dwojgiem dzieci, przeprowadza się do wymarzonego domu na Long Island. Wydaje się, że ona i Enzo wreszcie odetną się od burzliwej przeszłości, ale chyba jednak nie na długo. Szybko okazuje się bowiem, że wokół ich domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy; wścibscy sąsiedzi wspominają o tajemniczym porwaniu małego chłopca, właścicielka rezydencji z naprzeciwka zdecydowanie zbyt intensywnie interesuje się przystojnym mężem Millie – a to tylko początek coraz bardziej niepokojących sygnałów świadczących o tym, że spokój nobliwej okolicy to tylko niebezpieczna ułuda.

Książki o Millie Calloway przyniosły jej autorce zasłużony rozgłos oraz pokazały talent McFadden do pisania wciągających, pełnych twistów i tajemnic historii w tak lubianej konwencji thrillera psychologicznego w odmianie amerykańskiej, czyli podrasowanej sporą dawką sensacji. Bohaterka Pomocy domowej i Pomocy domowej. Sekretu zaskarbiła sobie sympatię czytelników i chyba dlatego powstała trzecia część cyklu, którego akcję autorka przeniosła o ponad dekadę, dzięki czemu Millie i Enzo zyskali stabilizację, choć oboje wciąż uciekają przed konsekwencjami decyzji podjętych lata temu. W Pomocy domowej. Z ukrycia autorka ostatecznie (chyba, bo McFadden cierpi na syndrom Mroza, który nie potrafi definitywnie zakończyć serii) wyjawia tajemnice, przede wszystkim Enzo, ale tłumaczy także pewne decyzje jego żony.
Nie mam nic przeciwko książkowym kontynuacjom pod warunkiem, że mają jaką wartość dodaną: zajmująco rozwijają wcześniej wprowadzone wątki, uzupełniają wiedzę na temat bohaterów i wydarzeń, albo dają szansę na ponowne spotkanie z ulubionymi bohaterami. I zasadniczo Pomoc domowa. Z ukrycia spełnia te oczekiwania. Sęk w tym, że autorka chyba do końca nie mogła się zdecydować w jakim kierunku rozwinie się ta opowieść, która w trzech czwartych jest coraz bardziej nużącą powieścią obyczajową dopiero pod koniec przyspieszającą tempo oraz pokazującą możliwości McFadden jako autorki thrillerów. Dwie pierwsze powieści z cyklu, nawet jeśli miały jakieś mankamenty (a miały), są zdecydowanie bardziej warte uwagi niż trzecia część, w której pomysł na fabułę wystarczył raczej na opowiadanie niż na pełnowymiarową fabułę.
Mimo że wyraźnie dostrzegam słabsze strony książek Freidy McFadden, to lubię jej twórczość, przede wszystkim dlatego, że thrillery psychologiczne amerykańskiej autorki to czysta rozrywka – lekka i niespecjalnie wymagająca – w sam raz na jedno dłuższe popołudnie. Podobnie zresztą mam z pisarstwem Rileya Sagera, którego też chętnie czytam, ale nie bez zastrzeżeń. Oboje poruszają się w ramach prozy gatunkowej: sprawnie żonglują kliszami, bawią się ogranymi motywami i serwują liczne nieoczekiwane zwroty akcji, które są moją słabością. Uwielbiam, kiedy kolejna tajemnica zmienia radykalnie losy bohaterów, nawet wtedy, kiedy takie rozwiązanie fabularne przeczy logice. Byleby nie było ich za dużo, a i McFadden, i Sagerowi zdarza się w tej kwestii mocno zaszaleć. Być może Pomoc domowa. Z ukrycia to nie jest, w mojej ocenie, najlepsza powieść autorki, co jednak nie znaczy, że nie będę wypatrywał kolejnych. Będę, bo ja tak szybko się nie poddaję!
Informacje o książce
autorka Freida McFadden
tytuł Pomoc domowa. Z ukrycia (The Housemaid is Watching)
przekład Elżbieta Pawlik
Wydawnictwo Czwarta Strona 2025
ocena 3+/6
recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem
