JAN KARON „W MOIM MITFORD” (OJCIEC TIMOTHY KAVANAGH #1)

Nie napiszę dokładnie, ile lat ta książka przeleżała na półce domowej biblioteczki. Na tyle jednak długo, że nie pamiętam, kiedy i w jakich okolicznościach ją kupiłem. I pewnie czekałaby nadal na swoją kolej (a może wcale by się jej nie doczekała), gdyby nie wywiad z autorką, na który natrafiłem w internecie. Jan Karon, po latach milczenia, opublikowała właśnie następny tom cyklu, którego W moim Mitford jest początkiem.

To proza obyczajowa z jednej strony nieco dziś staroświecka, nacechowana dobrotliwą naiwnością, ale z drugiej zaś – idealna propozycja dla każdego, kto pragnie zanurzyć się w opowieści pełnej ciepła, życzliwości i autentycznego spokoju. Rozpoczynając serię o mieszkańcach urokliwego miasteczka w Karolinie Północnej, autorka zaprasza czytelnika do świata, w którym czas płynie wolniej, a największymi problemami są te, które można rozwiązać przy wspólnej herbacie lub dzięki sąsiedzkiej pomocy. To lektura, która od pierwszej strony otula czytelnika niczym miękki koc w chłodny wieczór.

Głównym bohaterem powieści jest ojciec Tim Kavanagh, zbliżający się do sześćdziesiątki pastor episkopalny, który po latach oddanej służby w parafii Mitford zaczyna odczuwać lekkie znużenie rutyną swojego życia. Jego spokojna egzystencja zostaje jednak wywrócona do góry nogami przez serię nieoczekiwanych zdarzeń: pod jego opiekę trafia ogromny, choć niezwykle łagodny pies Barnaba oraz Dooley – zbuntowany chłopiec z trudną przeszłością, potrzebujący miłości i przewodnika. W tym samym czasie w sąsiedztwie pojawia się czarująca Cynthia, autorka książek dla dzieci, która wnosi w życie pastora powiew nowej energii. Fabuła koncentruje się na codziennych wyzwaniach Tima, budowaniu relacji z nowymi domownikami oraz odkrywaniu tajemnic, które skrywają pozornie spokojne uliczki miasteczka.

Siłą W moim Mitford są przede wszystkim sprawnie nakreślone postaci, które mimo swoich słabości i wad, budzą natychmiastową sympatię. Ojciec Tim nie jest posągowym ideałem; to człowiek borykający się z cukrzycą, zmęczeniem i wątpliwościami, co czyni go niezwykle bliskim czytelnikowi. Jego pokora i poczucie humoru sprawiają, że każda rozmowa prowadzona na kartach książki ma w sobie głębię i autentyczność. Towarzyszą mu barwni mieszkańcy Mitford – od ekscentrycznych właścicieli lokalnych sklepików po oddanych parafian – tworząc mozaikę charakterów, która udowadnia, że prawdziwe bogactwo tkwi w międzyludzkich więziach.

Samo Mitford staje się w oczach czytelnika pełnoprawnym bohaterem opowieści. Jan Karon z niezwykłą plastycznością opisuje urokliwe krajobrazy, zapachy domowych wypieków i przytulne wnętrza plebanii, co buduje niesamowitą atmosferę bezpieczeństwa i stabilności. To miejsce, gdzie każdy zna każdego, a bezinteresowna pomoc jest czymś naturalnym. Lektura pozwala czytelnikowi przenieść się do rzeczywistości, w której wartości takie jak uczciwość, wiara i wzajemny szacunek stanowią fundament codziennego funkcjonowania, co stanowi ożywczą odmianę dla literatury epatującej konfliktem i cynizmem.

Pod warstwą prostej, historii obyczajowej kryje się głębokie przesłanie o nadziei i możliwościach nowego początku, niezależnie od wieku czy bagażu doświadczeń. W moim Mitford to książka przynosząca prawdziwe ukojenie, ponieważ przypomina o pięknie tkwiącym w małych gestach i radościach płynących z prostego życia. Optymizm płynący z tej lektury jest chwilami naiwny, ale i bardzo potrzebny; autorka pokazuje, że choć życie bywa trudne, wiara w dobro i wsparcie wspólnoty potrafią zdziałać cuda. To literacka terapia, która leczy duszę i pozwala z większą życzliwością spojrzeć na otaczający nas świat i drugiego człowieka.

W mojej ocenie pierwsza część serii o Mitford to książka, która spodoba się czytelnikom powieści Fannie Flagg – mojej ulubionej pisarki, którą jednak czytam ze sporym krytycyzmem, dostrzegając zarówno plusy, jak i minusy jej fabuł. Wygląda na to, że z Jan Karon będzie podobnie. Autorka napisała piętnastotomową (!) serię z gatunku literatury przynoszącej ukojenie, do której chce się wracać w trudniejszych chwilach, by odzyskać wewnętrzną równowagę. Kończąc lekturę W moim Mitford nie sposób nie poczuć się, jakbyśmy właśnie wrócili z długich wakacji u najlepszych przyjaciół – wypoczęci, podniesieni na duchu i pełni wiary w to, że dobro zawsze znajduje drogę do ludzkiego serca. To prosta, ale przy tym mądra i niezwykle budująca opowieść, która zostaje w pamięci na bardzo długo po przeczytaniu ostatniego zdania – pod warunkiem, że czytelnik ma świadomość, że literacko jest tutaj co najwyżej przeciętnie.

Informacje o książce

autorka Jan Karon

tytuł W moim Mitford (At Home in Mitford)

przekład Mira Czarnecka

Wydawnictwo Zysk i S-ka 2001

ocena 4/6

egzemplarz własny