
Powrót M.L. Stedman na literacką scenę po czternastu latach od wielkiego sukcesu Światła między oceanami (recenzja tutaj) to wydarzenie, które niesie ze sobą ogromny ciężar oczekiwań. W swojej drugiej powieści, zatytułowanej Odległe życie, australijska autorka udowadnia, że jej talent do kreowania intymnych dramatów na tle monumentalnej przyrody nie był jednorazowym literackim wydarzeniem. Stedman ponownie zabiera czytelnika do Australii, jednak tym razem porzuca samotną latarnię morską na rzecz spieczonych słońcem bezdroży Zachodniej Australii końca lat 50. XX wieku. W swojej drugiej książce pisarka kreuje prozę gęstą od emocji, w której echa jednego błędu wybrzmiewają przez dziesięciolecia, przypominając, że przeszłość nigdy nie daje o sobie zapomnieć – ona jedynie czeka na odpowiedni moment, by o upomnieć się o swoje. Bezwględnie i za wszelką cenę.
Odległe życie opowiada o losach rodziny MacBride’ów, zamieszkującej rozległą stację hodowli owiec Meredith Downs. Punktem zwrotnym powieści jest rok 1958, kiedy to chwila nieuwagi – gwałtowny skręt kierownicą, by uniknąć zderzenia z kangurem – doprowadza do tragicznego wypadku. Ginie w nim głowa rodziny, Phil, oraz najstarszy syn, a młodszy, Matt, zostaje ciężko ranny. To zdarzenie staje się katalizatorem serii dramatycznych wydarzeń, a w ich konsekwencji także decyzji, podejmowanych przez pogrążoną w żałobie matkę, Lornę. Kolejne lata to misterna układanka kłamstw i poświęceń, w wyniku których dorastający Matt zostaje odcięty od prawdy o rodzinnej tragedii, żyjąc w przekonaniu, że świat, który zna, jest jedynym możliwym, podczas gdy w jego tle tyka bomba zegarowa skrywanych tajemnic.
Odległe życie to – już po lekturze całości – przenikliwe studium izolacji – nie tylko geograficznej, ale przede wszystkim emocjonalnej. M.L. Stedman analizuje, w jaki sposób surowy, nieprzyjazny krajobraz australijskich ziem kształtuje mentalność bohaterów, zmuszając ich do hardości, która z czasem staje się ich przekleństwem. Autorka stawia fundamentalne pytanie o granice ochrony najbliższych: czy odebranie komuś prawdy w imię jego ochrony przed faktami ostatecznymi jest aktem miłości, czy najwyższą formą egoizmu? Podobnie jak we wspaniałym debiucie, także w drugiej książce moralność nie jest czarno-biała; to raczej spektrum szarości, w którym dobre intencje stają się fundamentem dla autentycznego cierpienia przyszłych pokoleń.

Dostrzegłem tu już w Świetle między oceanami, widzę także w drugiej powieści – postaci u Stedman ponownie są nakreślone z chirurgiczną precyzją, a ich ból jest niemal namacalny. Lorna MacBride to postać tragiczna, uwięziona między lojalnością wobec zmarłych a strachem o żywych. Jej determinacja, by chronić syna przed brzemieniem winy, prowadzi do paradoksu – buduje wokół niego twierdzę, która z czasem staje się więzieniem. Z kolei Matt, poszukujący swojej tożsamości bez mapy i przewodnika, uosabia uniwersalne ludzkie pragnienie poznania własnych korzeni. Australijska powieściopisarka po mistrzowsku ukazuje proces erozji wzajemnego zaufania; czytelnik obserwuje, jak drobne pęknięcia w rodzinnej narracji zamieniają się w głębokie rysy, których nie sposób skleić, a każda próba naprawy tego, co złe rodzi kolejne komplikacje.
Powieść zachwyciła mnie swoim surowym pięknem. Autorka operuje językiem, który jest jednocześnie oszczędny i niezwykle sugestywny – opisy Meredith Downs, czy elementów australijskiej przyrody budują klaustrofobiczną atmosferę mimo bezkresu otaczającej przestrzeni. Natura w Odległym życiu pełni rolę jeszcze jednego bohatera przywołującego na myśl zbiorowość antycznego chóru, komentującego ludzkie poczynania; jest kapryśnym bóstwem, które nie wybacza błędów. Tempo narracji, początkowo niespieszne, nabiera dynamiki w miarę, jak kolejne warstwy kłamstw wychodzą na jaw, prowadząc do finału, który zamiast łatwego ukojenia przynosi gorzkie zrozumienie natury ludzkich błędów, ale niepozbawiając czytelnika iskierki nadziei.
Odległe życie okazało się dojrzała, bolesną i niezwykle potrzebną lekcja empatii. M.L. Stedman pisze o tym, że bycie dobrym człowiekiem to nieustanna walka z własnymi słabościami, a cena za spokój ducha bywa często niebotycznie wysoka. Jej bohaterkom i bohaterom łatwo zgubić drogę, gdy jedynym kompasem są własne lęki, a przebaczenie – sobie i innym – jest jedynym sposobem, by w końcu wrócić do domu. Choć książka mocno igra z emocjami, robi to w sposób oczyszczający, zostawiając czytelnika z refleksją, która towarzyszy mu jeszcze długo po odłożeniu tomu na półkę. Na szczęście Stedman nie dopadła klątwa drugiej książki, a Odległe życie mogę z czystym sumieniem uznać za triumfalny powrót autorki, która udowodniła, że potrafi zaglądać w najmroczniejsze zakamarki ludzkiej duszy i wydobywać z nich światło przynoszące nadzieję.
Informacje o książce
autorka M.L. Stedman
tytuł Odległe życie (A Far-Flung Life)
przekład Janusz Ochab
Wydawnictwo Albatros 2026
ocena 5/6
recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem
