AGATHA CHRISTIE „HOTEL BERTRAM” (JANE MARPLE #10)

Powoli zbliżam się do końca powtórnej lektury wszystkich powieści Agathy Christie z panną Marple. Trzymając się chronologii, czas na Hotel Bertram z 1965 roku. To przykład fabuły, która kupuje czytelnika nie tyle skomplikowaną intrygą kryminalną, ile charakterystycznym, gęstym klimatem. Książka zabiera fanów panny Marple w sentymentalną podróż do serca Londynu, który zdaje się skutecznie stawiać opór nieuchronnemu upływowi czasu. Tytułowy hotel to miejsce specyficzne, wręcz anachroniczne – oaza edwardiańskiego spokoju, w której czas zatrzymał się na początku XX wieku. Pytanie brzmi jednak, czy ta idealna, wręcz nierealna fasada nie skrywa czegoś znacznie bardziej mrocznego niż tylko zamiłowanie do tradycji i idealnie zaparzonej herbaty?

Panna Jane Marple spędza czas w Londynie, meldując się w luksusowym hotelu Bertram, w którym pobyt ufundowała jej życzliwa siostrzenica. Miejsce to słynie z nienagannych manier personelu, doskonałych angielskich śniadań i gości z wyższych sfer, którzy szukają tu wspomnień z młodości. Spokojna sielanka pęka jak bańka mydlana, gdy w tajemniczych okolicznościach znika jeden z rezydentów – roztargniony kanonik Pennyfather, a w okolicy dochodzi do serii zuchwałych napadów. Panna Marple, swoim zwyczajem ukryta za maską starszej, niegroźnej pani, zaczyna dostrzegać, że ten cały staroświecki sznyt jest zbyt idealny, by mógł być prawdziwy, a sieć powiązań między ekscentrycznymi gośćmi skrywa śmiertelnie niebezpieczną tajemnicę.

W napisanych po II wojnie światowej powieściach Agatha Christie niejednokrotnie przywołuje kontrast między dawnym światem a nowoczesnością lat 50. i 60. XX wieku. Hotel Bertram nie jest jedynie eleganckim budynkiem; to wręcz żywy organizm, teatr, w którym każdy pracownik i gość odgrywa z góry rozpisaną rolę. Królowa Kryminału z właściwym sobie sprytem pokazuje, jak ludzie łatwo ulegają czarowi nostalgii i jak chętnie dają się zwieść pozorom, szukając schronienia przed pędzącym światem. W ten sposób autorka, po raz kolejny, przemyca w powieści kryminalnej gorzką refleksję nad powojenną Anglią, która na siłę próbuje utrzymać status quo, podczas gdy wokół zachodzą nieodwracalne zmiany – zarówno społeczne, jak i obyczajowe.

Po raz kolejny także panna Jane Marple nie gra roli typowej śledczej, która od początku intrygi biega za dowodami. Przez długi czas pozostaje w cieniu, obserwatorką chłonącą detale – od idealnych maślanych babeczek z dżemem po subtelne napięcia między poszczególnymi gośćmi i pracownikami. Jej siłą jest intuicja i głębokie zrozumienie ludzkiej natury, co pozwala zauważyć rysy na tym perfekcyjnie odmalowanym obrazku. Gdy na scenę wkracza policja w osobie inspektora Campbella, to właśnie spostrzeżenia starszej damy stają się kluczem do rozwikłania zagadki, która okazuje się mieć znacznie większą skalę, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Od zawsze deklaruję ogromne przywiązanie do całej twórczości mojej ulubionej powieściopisarki, ale dostrzegam także mankamenty jej prozy. Dlatego czytając Hotel Bertram trzeba uczciwie napisać, że fani czystej, matematycznej dedukcji w stylu Herkulesa Poirot mogą poczuć lekki niedosyt. Tempo akcji w pierwszej połowie książki jest bardziej niż niespieszne, a sama intryga kryminalna ustępuje miejsca drobiazgowym opisom hotelowej codzienności i obyczajowym portretom gości. Agatha Christie bardziej niż na sakramentalnym pytaniu Kto zabił? skupia się na rozpadzie hotelowej iluzji. Finał przynosi oczywiście satysfakcję i zgrabnie wiąże wszystkie porozrzucane w toku fabuły wątki, ale to nie ono zostaje w pamięci na najdłużej po odłożeniu książki na półkę. I warto mieć ten fakt na uwadze sięgając po dziesiątą powieść z panną Jane Marple.

Informacje o książce

autorka Agatha Christie

tytuł Hotel Bertram (At Bertram’s Hotel)

przekład Krystyna Bockenheim

Wydawnictwo Dolnośląskie 2024

ocena 4/6

egzemplarz własny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *