PODSUMOWANIE MIESIĄCA GRUDZIEŃ 2025

Czas nieubłaganie pędzi w swoim tempie, co oznacza, że ledwo świętowaliśmy Nowy Rok, a tu grudzień i czas – najpierw świętowania, zaraz potem podsumowań i (ewentualnego) snucia planów na przyszłość. Piszę ten tekst tuż przed początkiem 2026 roku i przy tej okazji życzę sobie, aby kolejne dwanaście miesięcy nie były gorsze od tych, które już za mną i oczywiście zakładam, że nic się nie stanie jeśli będą lepsze. Także czytelniczo, bo na blogu skupiam się na tym aspekcie życia.

Od dawna wiem, że chęć do czytania zmienia się u mnie w zależności od pór roku, temperatury i długości dnia (albo wieczoru – tu ukłon w stronę jesieni i zimy), wreszcie tej całej masy czynników, które sprawiają, że mam ochotę na lekturę, albo wręcz przeciwnie. W ryzach trzyma mnie trochę coroczne wyzwanie Goodreads, na które trochę narzekam, ale bez niego (a raczej magicznej liczby 100 książek do przeczytania) chyba częściej bym sobie odpuszczał czytanie na rzecz innych przyjemności, najczęściej serialowo – filmowych.

Wciąż uczę się równowagi w świadomym uczestniczeniu w popkulturze i (nadal nie lubię tego określenia, ale w dzisiejszych czasach jest ono bardzo adekwatne) konsumpcji treści. Dlatego 2025 rok kończę z liczbą 102 przeczytanych książek, z czego 12 z nich w grudniu. Zrecenzowałem 8 pozycji, 4 czekają na napisanie opinii, a 2 kolejne książki pewnie doczytam po Nowym Roku.

Lista książek zrecenzowanych w grudniu wygląda następująco:

  1. Rzeka lodu Ariel Lawhon – zaskakująco udana powieść na faktach, sprawnie łącząca wątki historyczne, kryminalne i herstorię, przenosząc czytelnika w skute lodem odstępy Maine pod koniec XVIII wieku;
  2. Nic nie rośnie w blasku księżyca Toborg Nedreaas – klasyka współczesnej literatury norweskiej, powieść niezwykle aktualna, splatająca motywy psychologiczne z bezkompromisowym feminizmem – mocna, ale bardzo potrzebna;
  3. Noc w bibliotece Agatha Christie – kontynuuję ponowną lekturę powieści Królowej Kryminału i mimo nieco staroświeckiego przekładu znakomicie się bawię, bo to jest klasyka w najlepszym wydaniu;
  4. Goście weselni Alison Espach – w tym przypadku dałem się skusić wszechobecnej reklamie tej powieści i choć jej fanem nie zostałem, książkę amerykańskiej autorki czytało mi się całkiem nieźle; pytanie tylko, czy za jakiś czas będę pamiętał fabułę tej powieści – wątpię;
  5. Zbrodnia i rubin Helena Dixon – miałem ochotę na lekki kryminał retro, dlatego wybrałem powieść Dixon, pierwszą część ponad dwudziestotomowej serii; to nie jest literatura wysokich lotów, ale idealnie sprawdza się jako rozrywka do przeczytania i do zapomnienia;
  6. Usta-usta Antoine Wilson – całkiem sprawnie napisany thriller psychologiczny o tym, że jedna decyzja może wywołać całą lawinę nieprzewidywanych zdarzeń plus ironiczny opis światka marszandów i satyra na mechanizmy rządzące rynkiem sztuki;
  7. Szaleństwo i śmierć spłyną z gór Maryla Szymiczkowa – na żaden kryminał nie czekam z taką niecierpliwością, co na kolejną zagadkę kryminalną profesorowej Szczupaczyńskiej i jak zwykle nie zawiodłem się, choć nad wątki kryminalne przedkładam całą resztę;
  8. Morderstwo na polu golfowym Agatha Christie – i kolejna powieść, tym razem z Herkulesem Poirot za mną; to oczywiście ponowna lektura oraz nadal wspaniała literacka zabawa w Kto zabił?

Filmowo i serialowo grudzień okazał się udanym miesiącem. Obejrzałem ponownie urocze Holiday z Kate Winslet i Cameron Diaz (Netflix) oraz Na noże: Żywy albo martwy (Netflix). Ten drugi film okazał się być pozytywnym zaskoczeniem, bo poprzedni tytuł z tej serii mnie zmęczył, ale najnowszy z klimatem rodem z powieści Agathy Christie i całą plejadą dobrych aktorów przypadł mi do gustu i przywrócił wiarę w możliwości największego serwisu streamingowego.

Obejrzałem do końca Heweliusza – w mojej ocenie serial zasługuje na te wszystkie zachwyty, a także Emily w Paryżu (i nie tylko tam). Tutaj też się zgadzam z większością odbiorców, którzy oceniają V sezon jako najgorszy z możliwych. Faktycznie, ta produkcja nigdy nie miała żadnych ambicji, ale przynajmniej była lekka i zabawna. W najnowszej odsłonie jest nudno, momentami wręcz żenująco i tylko od czasu do czasu po prostu fajnie. Jedynie wizualnie jest tak, jak zawsze – czyli cukierkowo, ale stabilnie.

Kontynuuję oglądanie Palm Royal i Kasy (Apple TV) i w przypadku tych produkcji jest w porządku, ale akurat produkująca oba seriale platforma zdążyła mnie przyzwyczaić do tego, że potrafi trzymać poziom, a złe seriale bezlitośnie kasuje. Tak trzymać. Czekam na finał Stranger Things i zastanawiam się czy Kocham LA (HBO Max) dostanie drugi sezon (edit: dostało!).

I to by było na tyle. Dziękuję za odwiedziny. Widzimy się na Literackim podsumowaniu roku (lada moment) oraz za miesiąc – stycznia 2026!