
Tegoroczny czerwiec okazał się niezwykle jałowy, jeśli chodzi o czytanie i prowadzenie bloga. W tym miesiącu pochłonęło mnie życie i każdą wolną chwilę spędzałem w marketach budowlanych w ramach remontu mieszkania. Nie bardzo chciałem zmieniać cokolwiek wokół siebie, ale prawda jest taka, że o malowanie aż się prosiło. Przy okazji też mocno przewietrzyłem domową biblioteczkę, najczęściej z żalem, czasem z poczuciem ulgi dałem wielu książkom nowe życie. Nie powiem, wielu tytułów będzie mi z pewnością brakować, ale mieszkanie nie jest z gumy, a regały nie są rozciągliwe, więc nie ma innego sposobu na wygospodarowanie miejsca na nowości jak usunięcie licznych półkowników. Ciekawe tylko, kiedy zdarzy mi się szukać książki, o której właśnie sobie przypomniałem, a ona zasiliła właśnie czyjąś półkę w nowej domowej biblioteczce?

W czerwcu przeczytałem i zrecenzowałem sześć tytułów i jak tak dalej pójdzie, nie zrealizuję wyzwania Goodreads na 2025 rok, czyli nie przeczytam 100 książek. I może faktycznie nie trzeba było ustawiać sobie tak optymistycznie licznika, szczególnie, że chcę wrócić do bardziej świadomego czytania, a nie zaliczać w szybkim tempie kolejne tytuły, o których za chwilę nie będę pamiętał.
A tak oto prezentuje się czytelniczy czerwiec:
- Mary Shelley Narodziny Frankensteina Anne Eekhout – książka, której nie miałem w planach, a która okazała się ciekawym spojrzeniem na genezę najsłynniejszej powieści grozy w historii literatury;
- Nie jesteśmy tu dla przyjemności Nina Lykke – kolejna warta uwagi powieść z Pauzy, tym razem wiwisekcja środowiska pisarzy i wydawców w odmianie norweskiej, zabawny i momentami gorzki obraz współczesnej literatury;
- Fundacja Donna Leon – z przyjemnością przypominam sobie, albo jak w tym przypadku – poznaję kolejne powieści z komisarzem Brunettim na czele; pogodziłem się już z faktem, że nie uda mi się odświeżyć i uzupełnić tej serii w porządku chronologicznym, ale i tak znakomicie się bawię;
- Morderstwo u kresu świata Stuart Turton – bardzo czekałem na nową książkę tego autora i niestety, bardzo się się rozczarowałem; wszelkie dystopie to nie moja bajka i to jestem w stanie przeboleć, ale ta fabuła w kontekście kryminału mocno mnie wymęczyła i pozytywnego zaskoczenia nie było;
- Colette Vàlerie Perrin – kolejna powieść francuskiej autorki, która specjalizuje się w historiach obyczajowych splatających kilka planów czasowych oraz eksponująca wątek kryminalny; jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, ale do Życia Violette nowej książce trochę brakuje;
- Ziemianie Sayaka Murata – nowa książka autorki Dziewczyny z konbini; podobne wątki i trafna diagnoza społeczna, ale to wszystko w mocno groteskowej, celowo przerysowanej formie – nie dla wszystkich i nie dla każdego, ale na pewno warto mieć tę powieść na uwadze.

Tak literacko prezentował się czerwiec – miesiąc może słaby pod kątem liczby przeczytanych książek, ale za to przyzwoity w kwestii ich jakości. W lipcu szykuje mi się urlop, zakładam więc, że lektur będzie więcej, ale czy na pewno – czas pokaże.

I to by było na tyle. Dziękuję za odwiedziny. Widzimy się na podsumowaniu lipca!

