ELIZABETH ARNOTT „KLUB ŻON SERYJNYCH MORDERCÓW”

Kiedy sięgam po kryminał lub thriller ze słowem morderca w tytule, zazwyczaj spodziewam się i dobrej rozrywki (którą serwuje proza gatunkowa), i utartych schematów: sarkastycznego detektywa po przejściach, brutalnego złoczyńcy, czy wyścigu z czasem. Elizabeth Arnott w powieści Klub żon seryjnych morderców zmienia jednak perspektywę i punkt widzenia zaglądając tam, gdzie tradycyjny kryminał rzadko się zapuszcza – przygląda się codzienności kobiet, których partnerzy okazali się potworami. Przyznam, że ten psychologiczny nawias wokół zbrodni intrygował mnie od pierwszej strony. Ciekawiło mnie, czy za wiele mówiącym tytułem kryje się coś więcej, niż jeszcze jeden kryminał z elementami thrillera i czy nowej dla mnie autorce uda się zaskoczyć czymś czytelnika często sięgającego po popularny gatunek prozy rozrywkowej. Odpowiedź nie jest znów taka oczywista.

Klub żon seryjnych morderców opowiada o grupie kobiet związanych wspólnym, traumatycznym doświadczeniem – ich mężowie zostali skazani za najcięższe zbrodnie. Bohaterki postanawiają stworzyć sekretną grupę wsparcia, w której bez oceniania i lęku przed ostracyzmem społecznym mogą dzielić się tymi wszystkimi emocjami, które towarzyszą im od chwili, gdy prawda o ich mężach ujrzała światło dzienne. Szybko tracą jednak względny spokój i poczucie bezpieczeństwa, gdy na jaw wychodzą nowe fakty dotyczące jednej z całkiem świeżych spraw kryminalnych. Gdy w ich otoczeniu pojawia się realne zagrożenie Beverly, Elsie i Margot muszą zapytać same siebie, jak dobrze znają nie tylko swoich dawnych partnerów, ale również kobiety, z którymi dzielą najmroczniejsze sekrety.

Muszę przyznać, że powieść Elizabeth Arnott wciągnęła mnie od pierwszych stron, zarówno dzięki perspektywie bohaterek, jak i scenerii retro – akcja powieści rozgrywa się w Kalifornii pod koniec lat 60. XX wieku. Brytyjska autorka nie epatuje brutalnymi opisami samych zbrodni (ale ich nie unika), przesuwając ciężar fabuły na gęstniejącą atmosferę i pogłębiający się psychologiczny terror. Z wprawą buduje napięcie poprzez niepokojące drobiazgi w codzienności bohaterek; skrzypienie podłogi, nieodebrany telefon czy znikające notatki. Kobiety, angażując się w śledztwo dotyczące śmierci kolejnych młodych dziewcząt, stają w obliczu konfrontacji tak samo z własną przeszłością, co z coraz bardziej rozochoconym swoimi czynami przeciwnikiem. Jak na klasyczny kryminał przystało, czytelnik zmuszony jest weryfikować swoje domysły dotyczące mordercy i wraz z bohaterkami raz po raz układać na nowo elementy zbrodniczej układanki.

W mojej ocenie największym plusem Klubu żon seryjnych morderców jest bez wątpienia coraz bardziej klaustrofobiczny klimat i psychologiczna wiarygodność postaci, w tym sam pomysł na ukazanie drugiej strony zbrodni. Elizabeth Arnott z wyczuciem pokazuje mechanizmy wyparcia, wstyd i izolację społeczną, z jakimi mierzą się bliscy przestępców. Jednak same bohaterki też nie są kryształowe; bywają irytujące, podejrzliwe, czasem podejmują skrajnie nierozsądne decyzje, ale dzięki temu nabierają cech prawdziwych kobiet, którym (na szczęście) daleko po mało interesujących, papierowych postaci. Na wyróżnienie zasługuje też umiejętne mylenie tropów w drugiej połowie książki, kiedy zaufanie między bohaterkami zaczyna topnieć w zastraszającym tempie, a morderca coraz śmielej radzi sobie w nieco sennym do tej pory Berryview.

Nie ma powieści idealnych i Klub żon seryjnych morderców nie uniknął słabszych momentów. Przede wszystkim środkową część historii charakteryzuje zauważalny spadek tempa akcji: dynamika relacji między kobietami utknęła na dobrą chwilę w dyskusjach o tym samym (a momentami trochę o niczym), co średnio przysłużyło się fabule. Niektóre zwroty akcji w finale, choć efektowne, mogą wydać się czytelnikom sięgającym często po prozę gatunkową nieco naciągane i skrojone pod specjalnie pod fabularny efekt rodem z hollywoodzkich filmów, tracąc odrobinę z tego subtelnego realizmu, który tak zachwycił mnie na początku lektury.

Mając na uwadze przewagę plusów nad minusami, mogę napisać, że ostatecznie Klub żon seryjnych morderców to angażujący i na swój niewymuszony sposób także elegancki, a na świeży przykład dobrze napisanego kryminału z pogranicza thrillera i powieści obyczajowej. Historia trzech kobiet z dramatyczną przeszłością, których okoliczności zmuszają do podjęcia co najmniej kilku ryzykownych decyzji, trzyma w napięciu dzięki ciągłemu podważanie zaufania do bohaterek. Na tle innych powieści kryminalnych, książkę Elizabeth Arnott wyróżnia nietypowa perspektywa, klimat retro (ale w nieco bliższym współczesnemu czytelnikowi wydaniu) oraz sprawne pióro autorki. Z czystym sumieniem mogę polecić tę powieść na letnie wieczory.

Informacje o książce

autorka Elizabeth Arnott

tytuł Klub żon seryjnych morderców (The Secret Lifes of Murderer’s Wives)

przekład Marek Cieślik

Wydawnictwo Poznańskie 2026

ocena 4+/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *