ABBY CORSON „KONSJERŻ”

Kto jak kto, ale Anglicy mogą poszczycić się długą tradycją w pisaniu powieści kryminalnych i mają w tej dziedzinie niezaprzeczalne sukcesy. Wystarczy choćby przypomnieć sobie dokonania autorek i autorów tworzących w latach 20. i 30. XX wieku, w okresie nazywanym The Golden Age of Detective Fiction, z Agathą Christie na czele. Wymyślone wtedy i wprowadzone do obiegu wytyczne dla prozy gatunkowej sprawdzają się także współcześnie, bo połączenie kryminału, powieści obyczajowej i psychologicznej brzmi znajomo, a uwidacznia się nierzadko, w niezmiennie popularnym gatunku, jakim jest thriller psychologiczny – tak na marginesie.

Konsjerż Abby Corson, urodzonej w Anglii, a mieszkającej obecnie w Australii dziennikarki, to przykład klasycznego kryminału, którego akcja rozgrywa się na niewielkiej przestrzeni luksusowego hotelu ulokowanego w urokliwym Yorkshire Dales. Wydawca książki, nieco na wyrost przypisuje powieść do nurtu cosy crime – jeśli już, to w bardzo współczesnej odmianie, bo choć fabuła spełnia w kilku aspektach warunki formalne, to jednak brakuje jej przede wszystkim specyficznego małomiasteczkowego (czy nawet wiejskiego) klimatu tak charakterystycznego dla powieści choćby z panną Marple w roli głównej.

Narratorem powieści jest sędziwy konsjerż pracujący w Hotelu Cavengreen, na wskroś brytyjski Hector Harrow. Na prośbę zaprzyjaźnionej redaktorki nagrywa na dyktafon opowieść o morderstwie, do którego doszło w jego miejscu pracy. Jak na wzorowego konsjerża przystało, bacznie obserwuje kolejnych gości hotelu, z uwagą przygląda się ich zachowaniu i wyciąga daleko idące wnioski, ale sam pozostaje w cieniu, skrywając za maską usłużnego pracownika swoje mroczne sekrety. Na tyle udanie, że prowadzący śledztwo detektyw Raj również Hectora wpisuje na listę podejrzanych. Frustracja hotelowych gości narasta, czas ucieka, a policji wciąż nie udaje się rozwiązać zagadki śmierci w luksusowym hotelu.

Angielski kryminał lubię tak samo, jak jego skandynawską odmianę, choć mam świadomość, że różni je sposób pokazania zbrodni wokół której zbudowana jest fabuła. Konsjerż Abby Corson podąża drogą wytyczoną nieomal sto lat temu, kiedy na półkach księgarni królowały powieści Dorothy L. Sayers, Margery Allingham, czy Georgette Heyer, że wspomnę jedynie kilka najbardziej znanych nazwisk swoich czasów. W książce Corson nie brakuje elementów charakterystycznych dla prozy gatunkowej: jest więc zbrodnia, są następni podejrzani i podejrzane, co i raz ktoś podrzuca mylny trop, albo na światło dzienne wychodzą kolejne sekrety gości, którzy mają do ukrycia więcej niżby mogło się wydawać. Jest także niezwykle spostrzegawczy narrator, którego celne uwagi oraz doświadczenie zawodowe pozwalają przyjrzeć się wydarzeniom w Hotelu Cavengreen z innej perspektywy. To z pewnością wartość dodana powieści.

Konsjerż łączy w jednej fabule kryminał z powieścią obyczajową i psychologiczną. Inaczej niż w klasycznych cosy crime, autorka rozbudowuje postać narratora – czytelnik poznaje przeszłość Hectora Harrowa, przede wszystkim przez pryzmat przemocowej relacji z ojcem, którego długi cień kładzie się na dorosłym życiu sędziwego pracownika hotelu. Corson uderza tym samym w mocniejsze, żeby nie napisać mroczniejsze tony, które wybrzmiewają głośniej nawet niż nieco operetkowo (a na pewno mało oryginalnie) potraktowany wątek kryminalny. Powstały w ten sposób dysonans trochę mnie uwierał, a z pewnością słabo korespondował z definicją cosy crime, jaką ukształtowałem sobie na podstawie licznych lektur klasyków gatunku. Ale żeby oddać autorce Konsjerża honor – jej powieść porusza ważkie tematy, choć ujęte w lżejszą formę kryminału z zauważalnym z drugim dnem.

Sięgnąłem po Konsjerża z ciekawością, ale zakończyłem lekturę z mieszanymi odczuciami. Przede wszystkim nie kupił mnie główny narrator powieści. To, co miało być jego charakterystyczną cechą, czyli dygresyjność i specyficzny (bo angielski, chciałoby się napisać!) humor z czasem zacząły mnie nużyć, a momentami także irytować. Niemrawo prowadzone śledztwo przestało angażować do lektury, a pozbawieni animuszu bohaterowie nie zachęcali do poznawania ich dalszych losów. W pewnym momencie tempo akcji siadło i dopiero pod koniec nabrało werwy za sprawą nieoczekiwanego zwrotu akcji, którego raczej spodziewałbym się po rasowym thrillerze psychologicznym niż po klasycznym (w założeniu) kryminale. W mojej ocenie końcówka Konsjerża, przemyślana i inteligentna, ratuje honor tej książki, a na pewno wpływa na jej końcową ocenę. Nie zaliczę, mimo pozytywnego nastawienia, powieści Abby Corson do kategorii ulubionych; całość oceniam jako co najwyżej poprawną prozę rozrywkową, której zabrakło ikry i przede wszystkim klimatu. Szkoda, bo potencjał był i to całkiem spory.

Informacje o książce

autorka Abby Corson

tytuł Konsjerż (The Consierge)

przekład Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik

Wydawnictwo Kobiece 2025

ocena 4/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem