STUART TURTON „MORDERSTWO U KRESU ŚWIATA”

Na twórczość Stuarta Turtona zwróciłem uwagę przy okazji polskiej premiery Siedmiu śmierci Evelyn Hardcastle (tutaj) nietypowej powieści kryminalnej łączącej klasyczne motywy z nowoczesnym spojrzeniem na gatunek. Tuż przed wydaniem drugiej książki Demon i mroczna toń (tutaj) przeczytałem wywiad z autorem, który za cel postawił sobie, żeby każda kolejna powieść reprezentowała inny gatunek. I jak do tej pory danego słowa dotrzymał – za drugim razem serwując czytelnikowi fabułę z pogranicza literatury awanturniczo-przygodowej podrasowanej elementami powieści grozy. Zasadniczo kupiłem tę konwencję, a nazwisko Turton wpadło na moją prywatną listę autorów i autorek wartych uwagi.

Z niecierpliwością wypatrywałem premiery kolejnej powieści spod pióra brytyjskiego autora. I doczekałem się. Morderstwo u kresu świata to powrót do kryminału, ale jak w przypadku poprzednich tytułów – przepuszczonego przez literackie filtry i zachęcającego czytelnika do nowej zabawy konwencją gatunkową. Tym razem Turton proponuje połączenie wspomnianego już kryminału z powieścią dystopijną, rysującą postapokaliptyczną wizję niedalekiej przyszłości z elementami thrillera science fiction.

Podejrzewam, że jak w przypadku dwóch pierwszych książek, tak i teraz jednych czytelników taki mariaż gatunkowy zachęci do lektury, innym zapali w głowie czerwoną lampkę. No cóż, tym razem zaliczę się do tej drugiej grupy, bo choć doceniam pomysł na fabułę Morderstwa u kresu świata, przeczytałem ją z rosnącym znużeniem oraz dojmującym brakiem większego zainteresowania. Nie czytam dystopii, rzadko sięgam po prozę postapokaliptyczną i chyba dlatego, tym razem, przyjemność z lektury była, co najwyżej, połowiczna.

Jest niedaleka przyszłość. Toksyczna chmura zniszczyła świat, jaki znamy i doprowadziła do śmierci nieomal całej ludzkości. Gdzieś na tytułowej wyspie u kresu świata uchowało się nieco ponad sto dwadzieścia osób, którymi zarządza trójka Nestorów – naukowców. Ostatni bastion cywilizacji jawi się jako idylliczna enklawa, w której każdy ma swoje miejsce. Wszystko do czasu. Utopijne szczęście mieszkańców przerywa brutalne morderstwo, którego ofiarą pada jedna ze Nestorek. Na domiar złego mechanizmy broniące wyspy przed śmiercionośną chmurą zaczynają zawodzić. Do zagłady zostało 107 godzin, w czasie których trzeba odnaleźć sprawcę, poznać jego motywy oraz uratować życie ostatnich ludzi na świecie. Ale nowoczesna technologia, którą dysponują wyspiarze, paradoksalnie nie ułatwi im tego zadania.

Mając w pamięci lekturę poprzednich książek Stuarta Turtona wiedziałem, że sięgając po Morderstwo u kresu świata mogę liczyć na inteligentny mariaż gatunków. I nie pomyliłem się; dominujący wątek kryminalny został ujęty w ramy powieści dystopijnej, garściami czerpiącej także z thrillera, prozy fantastycznej oraz odważnie rysującej postapokaliptyczną wizję świata zniszczonego przez bezmyślną działalność człowieka. Fabuła jest skonstruowana z typową dla autora precyzją; umiejętnie podrzucane przez niego mylne tropy oraz kolejne odkrycia skutecznie wodzą czytelnika za nos.

Duża w tym zasługa także pewnych chwytów literackich będących naturalną konsekwencją wykorzystania prozy gatunkowej, ale także wątków pobocznych dotyczących natury człowieczeństwa, granic stawianych przez nowoczesne technologie, zagrożeń związanych z nieumiejętnym ich wykorzystaniem, czy wreszcie kwestii moralności. Wyspa i jej Nestorzy skrywają szereg tajemnic – niektóre z nich są bardziej mroczne, inne wynikają ze zwykłej ludzkiej ułomności, a postapokaliptyczny krajobraz, choć z pozoru utopijnie idylliczny, tylko wzmaga wrażenie śmiertelnej nieuchronności sekwencji zdarzeń zapoczątkowanych przez brutalne morderstwo.

Skoro jest tak intrygująco, to dlaczego tym razem lekturę nowej książki zakończyłem z poczuciem sporego rozczarowania, żeby nie napisać – ulgi? Początek wydał mi się nad wyraz interesujący i choć współczesna dystopia nie leży w kręgu moich czytelniczych zainteresowań, bez jakiegokolwiek uprzedzeń rozpocząłem poznawanie fabuły. Szybko jednak okazało się, że chemii między nami nie będzie: postaci wydały mi się zbyt płaskie i sztampowe, a na pewno na tyle mało zajmujące, że niedługo straciłem nimi zainteresowanie; wygłaszane przez nie teorie i tezy, w zamyśle wzniosłe i filozoficzne, raziły uproszczeniami i banałem. Z nikim nie udało mi się nawiązać tej charakterystycznej więzi, która sprawa, że z przyjemnością wraca się do lektury.

Z przykrością odnotowałem także, że fabularnie tym razem jest co najwyżej przeciętnie; odniosłem wrażenie, że autorowi zabrakło pomysłu na jej rozwinięcie. W efekcie czego bohaterki i bohaterowie gonią własny ogon, dominuje nużąca stagnacja, a suspens, faktor kryminału, ulata bezpowrotnie podczas lektury, która mozolnie brnie w stronę niespecjalnie spektakularnego finału. Przyjemności z czytania Morderstwa u kresu świata nie uratowało tym razem brawurowe (i jak się okazało – bardzo ryzykowne) połączenie gatunków, dodatkowo zabrakło mi, dostrzeganego wcześniej, subtelnego humoru, czy nieco ironicznego dystansu autora wobec postaci, wydarzeń i gatunków literackich. Trzecia powieść okazała się, w mojej ocenie, najsłabszą w dorobku Turtona, a fabuła rozczarowująca w myśl powiedzenia, że z dużej chmury, mały deszcz. Niestety, czasem bywa i tak. Ale optymistycznie liczę, że następna książka skutecznie zatrze moje złe wrażenia po trzeciej. Podobno już się pisze.

Informacje o książce

autor Stuart Turton

tytuł Morderstwo u kresu świata (The Last Murder At The End Of The World)

przekład Jacek Żuławnik

Wydawnictwo Albatros 2025

ocena 3/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem