MARY SHELLEY „FRANKENSTEIN”

Zaplanowałem sobie, że jesienią w końcu przypomnę sobie trzy klasyczne powieści, które właśnie o tej porze roku przeżywają swój renesans, przede wszystkim za sprawą bookmediów. Mam na myśli Portret Doriana Graya, Draculę oraz Frankesteina. W przypadku tej ostatniej dodatkowym impulsem okazała się, dostępna w streamingu, najnowsza ekranizacja powieści Mary Shelley, tym razem w wizjonerskiej i wizualnie wysmakowanej wersji Guillermo del Toro. O tym, że chyba najwyższa pora odświeżyć sobie klasyczny utwór angielskiej pisarki, zdecydowała także lektura powieści Anne Eekhout Marry Shelley Narodziny Frankensteina (tutaj) przybliżająca genezę powstania najsłynniejszej być może powieści grozy, ujęta w formę onirycznej prozy obyczajowej.

Podobnie jak w przypadku Draculi Brama Stokera (tutaj), tak i lektura Frankensteina jednym przypomina, innym uświadamia, jak mocno popularne adaptacje filmowe uprościły wydźwięk powieści Mary Shelley, redukując jej bohatera do ożywionego w spektakularny sposób monstrum. W rzeczywistości bowiem to tylko niewielki, ale oczywiście istotny epizod w życiu genialnego uczonego i jego dzieła; Frankenstein zaś to głęboki dramat psychologiczny i filozoficzna refleksja o granicach nauki, etyce twórcy i naturze człowieczeństwa, a nie tylko gotycka powieść grozy, choć paradoksalnie także – stylowy horror. Napisana w 1818 roku historia często uznawana jest nie tylko za modelowy przykład powieści grozy, ale określa się ją także jako prekursorkę science fiction. Wystarczy jednak uważnie wczytać się w tę fabułę, aby dostrzec jej drugie dno, docenić głębię przekazu oraz zauważyć nurtujące pytania o granice możliwości twórczych człowieka oraz ich konsekwencje.

Mary Shelley, inaczej niż twórcy popularnych adaptacji (tutaj na korzyść wyłamuje się z pewnością wspomniany już del Toro), czyni centralnym motywem Frankensteina kwestię odpowiedzialności twórcy za swoje dzieło. Wiktor Frankenstein, młody naukowiec opętany pragnieniem odkrycia pierwiastka życia, dokonuje makabrycznego aktu kreacji, ale nieomal natychmiast, przerażony wyglądem swojego dzieła, oraz możliwymi konsekwencjami własnego czynu, porzuca monstrum. Ten bolesny akt odrzucenia staje się katalizatorem tragedii, której doświadczy zarówno uczony, jak i jego dzieło. Źródłem nadchodzącej katastrofy okazuje się nauka pozbawiona empatii i moralności; jej potęga jest niczym wobec braku odpowiedzialności za stwórcy za swoje czyny. W założeniu potworem jest dzieło Wiktora, ale czy aby na pewno, w momencie jego odrzucenia, role się nie zmieniły?

Filmowy Frankestein to pozbawione głębszych uczuć monstrum, ale ten, wymyślony przez Shelley, jest istotą rozumną, wrażliwą i inteligentną, a przy tym okazuje się być elokwentnym narratorem, z punktu widzenia którego czytelnik poznaje tragiczną historię odrzucenia oraz pogłębiającej się alienacji. Wyrzucony przez ludzi na margines życia jedynie za swój odrażający wygląd, zostaje zmuszony do zemsty, w wyniku której naprawdę staje się tym, którego się obawiano. Shelley podkreśla tym samym, że zło rodzi się w wyniku braku miłości i akceptacji, zarówno ze strony Wiktora, jak i całego społeczeństwa, nie jest zatem bezpośrednio związane z naturą monstrum. Jego powolna degrengolada jest efektem zaniedbań Wiktora, ale i pochodną odziedziczonego przez naukowca obciążenia emocjonalnego w postaci traumy zgotowanej przez własnego ojca.

Na pomysł napisania Frankensteina Mary Shelly wpadła, gdy miała dziewiętnaście lat, kolejne dwa zajęły jej redakcje tekstu. W efekcie włożonej pracy powieść zachwyca mrocznym klimatem oraz szkatułkową budową narracji, dzięki której do głosu dochodzą różni bohaterowie, a to potęguje narastający dramatyzm opowieści. Dzięki wielu perspektywom autorka może swobodnie odwoływać się do różnych doświadczeń oraz zaoferować czytelnikowi przestrzeń do własnych przemyśleń, nierzadko w konfrontacji z poszczególnymi bohaterami. Swoje robi także ujęcie fabuły w modne na początku XIX wieku ramy powieści gotyckiej; obok opisów ponurych krajobrazów, śmierci czy spektakularnych wizji naukowych Wiktora pojawiają się intensywne, pełne romantycznej egzaltacji, ale i filozoficznej głębi, przemyślenia. Zgodne z romantyczną manierą są także, obecne w powieści, opisy przyrody, pełne majestatu i grozy – odzwierciedlają wewnętrzne rozterki bohaterów.

Nie jest przesadą napisanie, że Frankenstein Mary Shelly to utwór znakomity i ponadczasowy. Zbyt dużym uproszczeniem jest traktowanie go jedynie jako horroru o owładniętym obsesją naukowcu i jego dziele, bowiem powieść angielskiej pisarki to przede wszystkim moralna przestroga przed ucieczką od odpowiedzialności i megalomanią. Historia o Wiktorze Frankensteinie zmusza do refleksji nad istotą człowieczeństwa oraz jego definicją; jest także opowieścią o granicach ludzkiego rozumu, ale i przyzwoitości. To uniwersalny dramat o samotności, braku zrozumienia i odrzuceniu, studium odpowiedzialności za własne czyny i głęboko filozoficzna refleksja nad istotą humanizmu. Zdecydowanie bardziej zniuansowana niż najlepsza nawet kinowa adaptacja. Jedna z tych powieści, które naprawdę warto przeczytać.

Informacje o książce

autor Mary Shelly

tytuł Frankenstein

przekład Henryk Goldmann

Wydawnictwo Świat Książki 2025

ocena 5/6

egzemplarz własny