
Doceniam książki, w których najważniejsze okazują się nie same wydarzenia, lecz ludzie zmuszeni do zmierzenia się z sytuacjami, na które nie byli przygotowani. Lubię takie opowieści, zwłaszcza gdy autor nie dzieli bohaterów na bezwględnie dobrych i jednoznacznie złych, ale pokazuje, jak wiele zależy od okoliczności, przeżywanych emocji i osobistych wyborów. Jean-Baptiste Andrea w Diabłach i świętych opowiada o utracie, przemocy i dojrzewaniu w świecie pozbawionym poczucia bezpieczeństwa. Punktem wyjścia jest historia starszego mężczyzny grającego utwory Beethovena na fortepianach ustawionych w miejscach publicznych. Joe nie występuje dla pieniędzy ani oklasków. Jego muzyka ma konkretnego adresata, a za pozornie prostym gestem kryje się historia, która zaczęła się kilkadziesiąt lat wcześniej.
W 1969 roku szesnastoletni Joseph traci rodziców i młodszą siostrę w katastrofie lotniczej. Osamotniony chłopak trafia do sierocińca w Pirenejach, nazywanego Kresami. Zamiast opieki i pomocy znajduje tam surowe reguły, upokorzenia oraz przemoc ze strony ludzi, którzy powinni odpowiadać za bezpieczeństwo podopiecznych. Opat Senac i wychowawca zwany Żabą reprezentują władzę, wobec której chłopcy mają niewielkie możliwości obrony. Joseph nie zamierza jednak bezwarunkowo podporządkować się narzuconemu porządkowi. Zawiera przyjaźnie, poznaje smak solidarności, a w końcu spotyka Rose, dziewczynę, która zmienia jego spojrzenie na przyszłość. Marzenie o wyrwaniu się z Kresów przestaje być jedynie fantazją. Staje się planem, dla którego warto zaryzykować więcej, niż ktokolwiek z nich początkowo przypuszczał.
Najbardziej przekonującym bohaterem Diabłów i świętych wydał mi się sam Joseph. Nie jest bohaterem, który dzięki talentowi czy wyjątkowej sile charakteru bez trudu pokonuje przeciwności. To chłopak po stracie najbliższych, próbujący odnaleźć się w miejscu, gdzie nawet drobne oznaki niezależności mogą okazać się źródłem kłopotów. Muzyka Beethovena daje mu namiastkę dawnego życia, ale nie usuwa ani żałoby, ani poczucia osamotnienia. Fortepian pozwala mu zachować coś, czego nie mogą odebrać mu opiekunowie: własny świat i wrażliwość. Z zainteresowaniem śledziłem też jego relacje z Kuną, Momo, Edisonem i pozostałymi chłopcami tworzącymi nietypowy krąg zaufania. Nie łączy ich wyłącznie wspólny los, a lojalność może oznaczać realne ryzyko, dlatego ich przyjaźń sprawdza się przede wszystkim w działaniu. Chłopcy muszą decydować, komu zaufać, kiedy się zbuntować i ile są gotowi poświęcić, by nie zostawić jednego ze swoich na pastwę dorosłych. Nie zawsze postępują rozsądnie, ale ich zachowanie ma w sobie żarliwość młodzieńczego buntu.
Ważną postacią w powieści jest Rose, ponieważ jej obecność zmienia charakter historii Josepha. Uczucie, które pojawia się w świecie zdominowanym przez strach, nie zostaje przedstawione jako cudowne lekarstwo na wszystkie problemy młodego chłopaka. Rose daje mu jednak powód, by wyobraził sobie życie poza murami sierocińca, a wspólne marzenie o wolności nabiera dzięki niej bardziej osobistego wymiaru. Z kolei Senac i Żaba pokazują dwa oblicza przemocy usankcjonowanej autorytetem instytucji. Niepokoi szczególnie rozdźwięk między religijnym charakterem placówki a sposobem traktowania dzieci. Modlitwy i deklaracje moralności nie chronią chłopców przed krzywdą. Przeciwnie, posłuszeństwo staje się narzędziem kontroli, a sprzeciw można łatwo uznać za przewinienie. Jean-Baptiste Andrea nie ogranicza się jedynie do przedstawienia kilku okrutnych dorosłych, ale pokazuje również mechanizm, w którym władza pozwala sprawcom usprawiedliwiać własne postępowanie, a ofiarom odbiera głos.
Podoba mi się konstrukcja powieści, w której historia młodego Josepha przeplata się z obrazem starszego Joego grającego w miejscach publicznych. Początkowo trudno zrozumieć, dlaczego mężczyzna przemierza dworce i lotniska, poświęcając czas na występy dla przypadkowych przechodniów. Z czasem muzyka Beethovena przestaje być jedynie oznaką talentu bohatera. Staje się sposobem na podtrzymywanie więzi z przeszłością i próbą odnalezienia kogoś, kto pozostaje dla niego ważny. To jeden z najlepiej pomyślanych elementów książki. Mam jednak zastrzeżenia do sposobu prowadzenia niektórych wątków. Nagromadzenie dramatycznych wydarzeń sprawia momentami, że los Josepha wydaje się zbyt mocno podporządkowany potrzebie wzruszenia czytelnika. Chciałbym też otrzymać więcej przestrzeni na poznanie poszczególnych chłopców, ich odmiennych charakterów i tego, jak radzą sobie z życiem po opuszczeniu Kresów. Część z nich zapada w pamięć, ale nie wszystkie wątki zostają równie dobrze rozwinięte.
Diabły i święci to miejscami bardzo przejmująca powieść o dzieciństwie odebranym przez zbiegi okoliczności, ale i przemoc, o przyjaźni wystawianej na próbę i o miłości, która pozwala wyobrazić sobie przyszłość mimo bolesnych doświadczeń. W pamięci czytelnika pozostaje przede wszystkim kontrast między chłopcem, który próbuje ocalić siebie w murach Kresów, a starszym mężczyzną, który wciąż siada przy fortepianie i gra, nie rezygnując z nadziei na spotkanie. Nie wszystkie rozwiązania fabularne przekonały mnie w równym stopniu, a niektóre emocje autor podkreśla nieco zbyt mocno. Mimo to doceniam sposób, w jaki połączył opowieść o przemocy instytucjonalnej z historią konkretnych ludzi, ich przyjaźni, słabości i pragnienia wolności. Bohaterowie nie pozostają jedynie ofiarami okoliczności; próbują podejmować własne decyzje, nawet jeśli nie zawsze wiedzą, dokąd je one zaprowadzą. Do powieści warto zajrzeć, choćby po to, by przekonać się, jak długo człowiek może nosić w sobie dawną stratę i jak wiele znaczą drobne gesty, które pomagają mu nie utracić nadziei.
Informacje o książce
autor Jean-Baptiste Andrea
tytuł Diabły i święci (Des diables et des saints)
przekład Beata Geppert
Wydawnictwo Znak Koncept 2025
ocena 4+/6
egzemplarz biblioteczny
