C.J. SANSOM „INWAZJA” (MATTHEW SHARDLAKE #5)

Właściwe z automatu seria kryminałów historycznych C.J. Sansoma z komisarzem Matthew Shardlake’m zyskała moją sympatię, choć zasadniczo rzadko sięgam po gatunek wykorzystujący takie właśnie składowe fabuły. A jednak warto było wyjść z czytelniczej strefy komfortu, ponieważ książki angielskiego pisarza to przykład solidnej literatury rozrywkowej, sprawnie łączącej fikcyjne wątki kryminalne z elementami prawdy historycznej. To angażująca i napisana z epickim rozmachem proza, w której oddane z dbałością o szczegóły tło historyczno-obyczajowe współgra z zaskakującymi wydarzeniami, w epicentrum których niezmiennie stoi londyński jurysta oraz niewielka grupa oddanych mu przyjaciół. I to właśnie postać Matthew Shardlake’a jest tym elementem cyklu, który odpowiada za jego niezaprzeczalny sukces.

Seria o komisarzu Shardlake’u liczy siedem tomów i jak każdy cykl, ma odsłony lepsze oraz nieco słabsze. Ale nawet wtedy, gdy intryga kryminalna nie okazuje się specjalnie zagmatwana, C.J. Sansom udanie nadrabia całą resztą: rozbudowaną psychologią swoich bohaterów, oddaniem w szczegółach tła historycznego, ukazaniem skomplikowanych relacji na dworze Henryka VIII, którego kontrowersyjne decyzje rzutują na losy całego państwa. Schyłek dynastii Tudorów, oglądany oczami Matthew Shardlake’a, pozwala współuczestniczyć w intrygach, które nie zawsze kończą się po myśli ich inicjatorów. W piątym tomie uwaga czytelnika skupiona jest na inwazji wojsk francuskich zbliżających się do wybrzeża Anglii, demaskującej strategiczne błędy króla, które doprowadziły do bezsensownej śmierci tysięcy żołnierzy.

Od wydarzeń opisanych w poprzednim tomie mijają dwa lata. Jest rok 1545 i wydaje się, że Matthew Shardlake doczekał się upragnionej stabilizacji. Barak czeka na narodziny pierwszego dziecka i tylko pogłoski o nieuchronnej inwazji Francji spędzają sen z powiek mieszkańcom Londynu. Do czasu jednak, gdy królowa Katarzyna Parr prosi komisarza o pomoc w rozwikłaniu, niejasnej w sensie prawnym, kwestii dotyczącej szlacheckiej rodziny w Portsmouth. W tym samym czasie Matthew postanawia poznać prawdę o przeszłości kobiety ubezwłasnowolnionej w londyńskim domu dla obłąkanych. Niespodziewanie tropy obu spraw prowadzą na południowe wybrzeże Anglii, gdzie z niepokojem oczekiwana jest francuska inwazja. Wbrew sobie, Matthew i towarzyszący mu Barak, znajdą się bliżej wojny, niżby tego chcieli.

Inwazja to piąta odsłona cyklu C.J. Sansoma, któremu udało się sprawnie połączyć wielowątkowy kryminał z solidną powieścią historyczną. Dawkuję sobie tę serię mając świadomość, że do jej finału pozostały mi tylko dwa tomy, a niedawna śmierć ich autora naturalnie przekreśliła szansę na kolejne. Wspomniałem już, że ta seria, jak każda inna, ma momenty lepsze i gorsze; jednak w przypadku kryminałów historycznych z londyńskim adwokatem większą uwagę przykuwa zmienność równowagi między kryminałem a powieścią historyczną. W Inwazji przeważa ta druga – owszem, wątek kryminalny jest intrygujący, choć może niepotrzebnie rozwleczony, ale uwagę czytelnika mocniej przykuwają wątki historyczne. Matthew i jego wierny pomocnik Barak zostali wciągnięci, wbrew sobie, w niszczycielską machinę wojenną, którą C.J. Sansom opisuje w szczegółach, dzięki niezwykle starannej kwerendzie – znaku firmowym swojej prozy.

Być może dla jednych czytelników to wada, ale dla mnie zaleta – C.J. Sansom wypracował własną receptę na powieść rozrywkową łączącą historię z kryminałem i zasadniczo trzyma się jej w kolejnych tomach. Jeśli wprowadza drobne zmiany, to dotyczą one raczej punktów ciężkości – raz eksponuje intrygę kryminalną, innym razem, jak w przypadku Inwazji, skupia się bardziej na wydarzeniach historycznych. Francuska inwazja, wykorzystująca słabość coraz gorzej radzącego sobie z zarządzaniem państwem Henryka VIII, stała się pretekstem do rozważań Matthew na temat sensu wojny; dzięki temu, że w wyniku splotu różnych okoliczności znalazł się bliski niej, poznał wielu żołnierzy i dowódców (w tym jednego ze swojej prawniczej przeszłości), uczestniczył w ich codzienności w drodze na południowe wybrzeże – tym mocniej przeżył śmierć większości z nich. C.J. Sansom nie odkrywa wprawdzie żadnej nowej prawdy na temat wojny i jej ofiar, ale to wcale nie przeszkadza w snuciu refleksji na temat zgubnych skutków realizacji chorych ambicji rządzących kosztem swoich poddanych. A literatura z gruntu rozrywkowa wcale nie musi jedynie ślizgać się po temacie, co wydźwięk Inwazji dobitnie udowadnia.

Mimo mocniej wyeksponowanej w Inwazji warstwy historycznej, warto pamiętać, że piąta część cyklu o Matthew Shardlake’u to przede wszystkim powieść kryminalna o rozrywkowym charakterze. Intryga rozwija się nieoczekiwanym kierunku, dwa różne wątki nieoczekiwanie splatają się w jedną historię, a kolorytowi całości wciąż nadaje nietypowa relacja między w gorącej wodzie kąpanym Jackiem Barakiem a statecznym londyńskim jurystą. Literatura zna wiele duetów, które swoją energią napędzają fabułę i ten, spod pióra Sansoma nie jest wyjątkiem. Bardzo lubię energię Baraka oraz melancholię Shardlake’a, którego stateczna powaga nie chroni przed czyhającym zewsząd niebezpieczeństwem, ale jednocześnie wrodzone poczucie sprawiedliwości nie pozwala odwrócić się od potrzebujących pomocy. Szczególnie, że z racji wykonywanego zawodu Matthew znajduje się blisko władzy, a ta bywa bezwględna w swoich oczekiwaniach wobec współpracowników. Doceniam także charakterystyczny klimat powieści z tej serii, widoczny nawet przez pryzmat stylu kolejnych tłumaczy oraz nawiązania do poprzednich tomów. Na tyle subtelne jednak, że zupełnie nie przeszkadzają w odbiorze nowej książki bez znajomości wcześniejszej. Mam świadomość, że w Inwazji nie wszystko gra na odpowiednich tonach, że finał jest nieco zbyt … oczywisty, ale to tylko drobiazgi. Grunt, że całość wypada znakomicie!

Informacje o książce

autor C.J. Sansom

tytuł Inwazja (Heartstone)

przekład Teresa Tyszowiecka-Tarkowska

Wydawnictwo Albatros 2024

ocena 5/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem