FREIDA McFADDEN „ODDZIAŁ D”

Freida McFadden przebojem wdarła się na listy bestsellerów, specjalizując się w thrillerach psychologicznych, które czyta się szybko i … równie szybko zapomina o ich treści. Jej recepta na prozę rozrywkową to fabularna szarża, a pewnie nawet jazda bez trzymanki, podkręcona licznymi nieoczekiwanymi oraz średnio korespondującymi z jakimkolwiek realizmem zwrotami akcji. Dla części odbiorców z pewnością jej książki są nie do przyjęcia, dla mnie, choć dostrzegam ich mankamenty oraz narzekam na fabularne mielizny, to czytelnicze guilty pleasure po które sięgam z niekłamaną przyjemnością. Szczególnie wtedy, kiedy potrzebuję niezobowiązującej książkowej odskoczni od codzienności.

Powieść Oddział D idealnie wpisuje się w tę formułę, oferując czytelnikowi intensywną i klaustrofobiczną podróż po zakamarkach ludzkiej psychiki oraz mrocznych szpitalnych korytarzach. Autorka, co zawsze podkreślam, że potrafi manipulować uwagą odbiorcy od pierwszych stron, rzucając go w wir wydarzeń, w których granica między zdrowiem psychicznym a szaleństwem bywa niezwykle cienka. Choć schematyczność jej stylu bywa czytelna i przy tym irytująca, to zamknięta przestrzeń oddziału psychiatrycznego generuje autentyczne napięcie, mimo że McFadden sięga po zgrane do bólu karty.

Amy Brenner, młoda studentka medycyny, z ogromnym oporem rozpoczyna obowiązkowy, dwunastogodzinny nocny dyżur na tytułowym Oddziale D – strzeżonej jednostce psychiatrycznej dla pacjentów wymagających izolacji. Dziewczyna panicznie boi się tego miejsca z powodów osobistych, skrywając głęboko sekret z przeszłości związany z jej dawną przyjaciółką Jade, która niespodziewanie okazuje się być jedną z osób zamkniętych na tym oddziale. Gdy zapada noc, rutynowa zmiana szybko przeradza się w makabryczną walkę o przetrwanie: personel oraz pacjenci zaczynają znikać bez śladu, telefony tracą zasięg, a systemy bezpieczeństwa odcinają drogę ucieczki. Amy zostaje uwięziona w śmiertelnej pułapce, próbując odkryć, kto stoi za narastającym horrorem, zanim sama stanie się kolejną ofiarą.

Oddział D to typowa fabuła spod pióra Freidy McFadden, której styl charakteryzuje rozpoznawalne, szybkie tempo akcji sprawiające, że książkę czyta się dosłownie w jeden wieczór. Autorka sprawnie buduje atmosferę izolacji i klaustrofobii, sprawiając, że czytelnik niemal fizycznie odczuwa niepokój zaryglowanych drzwi i gasnących w środku nocy świateł. Sporym atutem jest również umiejętnie dawkowane napięcie oraz dynamiczne dialogi, które nie pozwalają na nudę, a wprowadzenie retrospekcji z młodości Amy dodaje historii czegoś na kształt głębi emocjonalnej. Postacie pacjentów, choć momentami przerysowane, budzą ciekawość i świetnie podsycają atmosferę paranoi, w której nikt nie jest tym, za kogo się podaje.

Mc Fadden nie byłaby sobą, gdyby nie jej skłonność autorki do przesady, która w finale ociera się o kompletną niedorzeczność. Główny zwrot akcji, choć spektakularny i trudny do przewidzenia, wymaga od czytelnika zgody na to, że misterny spisek oraz podszywanie się pod personel medyczny brzmią wysoce nierealistycznie w realiach nowoczesnego szpitala. Dodatkowo, co warto podkreślić, pisarka ponownie sięga po dość krzywdzące i przestarzałe przekonanie, bezrefleksyjnie łącząc ciężkie zaburzenia psychiczne z naturalną skłonnością do makabrycznej przemocy. Główna bohaterka natomiast momentami irytuje swoją naiwnością oraz nielogicznymi decyzjami, co nieco osłabia dramatyzm jej walki o życie.

Oddział D nie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła nas autorka Pomocy domowej, co dla jednych będzie zaletą, dla innych zaś wadą świadczącą o powtarzalności. Prosty, wręcz surowy język pozbawiony jest głębszych walorów literackich, ale spełnia swoje zadanie jako idealne narzędzie do opowiadania dynamicznej, blockbusterowej historii. McFadden sprawnie żongluje podejrzeniami, podrzucając fałszywe tropy, przez co do samego końca trudno jednoznacznie wskazać, kto w tej grze rozdaje karty, a kto jest tylko pionkiem. Ta literacka gra z czytelnikiem udowadnia, że pisarka doskonale zna reguły rządzące thrillerami i potrafi je sprawnie zaadaptować do nowego otoczenia.

Kolejna książka Freidy McFadden to sprawnie skrojony, angażujący thriller, który z pewnością dostarczy potężnej dawki czystej rozrywki wszystkim miłośnikom gatunku. Choć logiczne dziury w fabule i absurdalne rozwiązanie akcji mogą wywołać lekki uśmiech pobłażania u bardziej wymagającego czytelnika, książka nadrabia te braki mrocznym klimatem i dynamiczną narracją. To idealna pozycja na niezobowiązujący wieczór z książką, pod warunkiem, że przymknie się oko na brak realizmu i po prostu da się porwać szalonej karuzeli wydarzeń. Nie jest to najlepsza powieść amerykańskiej autorki, ale zakładając, że służy przede wszystkim rozrywce, może się spodobać.

Informacje o książce

autorka Freida McFadden

tytuł Oddział D (Ward D)

przekład Elżbieta Pawlik

Wydawnictwo Czwarta Strona 2026

ocena 3+/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem