
Denis Johnson w swojej mikropowieści Sny o pociągach dokonuje rzeczy niezwykłej – na nieco ponad stu stronach zamyka całe życie człowieka, a wraz z nim odchodzący w niepamięć świat amerykańskiego pogranicza. To proza gęsta, surowa i przesiąknięta specyficznym rodzajem melancholii, która towarzyszy wielkim przemianom cywilizacyjnym. Autor, znany z portretowania ludzi z marginesu i bolesnego realizmu, tym razem cofa się do początków XX wieku, by stworzyć niemal biblijną w swojej prostocie przypowieść o stracie, przetrwaniu i nieuchronnym upływie czasu.
Sny o pociągach opowiadają losach Roberta Grainiera, robotnika fizycznego, który na przełomie wieków przybywa do Idaho, by pracować przy budowie linii kolejowych i mostów. Jego życie, choć ciężkie, wydaje się ułożone do momentu, gdy pod jego nieobecność gigantyczny pożar lasu trawi dolinę, niszcząc dom i zabierając życie jego żonie Gladys, oraz córeczce Kate. Pozostała część książki to kronika samotnej egzystencji Grainiera, który osiada na pogorzelisku i próbuje zrozumieć nową rzeczywistość. Bohater staje się świadkiem stopniowego zanikania dzikiej przyrody na rzecz postępującej cywilizacji, mierząc się jednocześnie z własnymi wspomnieniami i duchami przeszłości, które nawiedzają go w narzuconym sobie odosobnieniu.
Styl Denisa Johnsona bardzo mnie ujął, przede wszystkim umiejętnością łączenia ze sobą brutalnego konkretu z onirycznym, wręcz halucynacyjnym klimatem. Autor nie upiększa rzeczywistości, a każde zdanie zdaje się być wyciosane z niezwykłą precyzją godną rzemieślnika, co doskonale koresponduje z profesją głównego bohatera. Mimo tej oszczędności, tekst emanuje niezwykłą siłą obrazowania – czytelnik niemal czuje zapach dymu, chłód górskich nocy i drżenie ziemi pod kołami nadjeżdżających parowozów. To właśnie owa senność tytułu sprawia, że granica między twardą rzeczywistością a motywami rodem z lokalnego folkloru i wewnętrznymi wizjami Grainiera ulega zatarciu.

Kluczowym motywem Snów o pociągach jest dla mnie zmiana, uosobiona przez tytułowe pociągi, które niosą ze sobą obietnicę postępu, ale i wyrok śmierci dla dawnego stylu życia. Grainier, człowiek starej daty, żyje w rozkroku między epoką pionierów a nowoczesnością reprezentowaną przez samoloty i radio, które pod koniec życia budzą w nim szczere zdumienie. Johnson pokazuje, że cena za oswojenie dziczy jest wysoka – nie tylko w sensie ekologicznym, ale i duchowym. Natura w tej książce nie jest tłem, lecz potężną, często wrogą siłą, która domaga się szacunku i o której zapomnienie prowadzi do emocjonalnego wyjałowienia.
Wątek żałoby i samotności, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie, został poprowadzony z niezwykłym wyczuciem, unikając taniego sentymentalizmu. Robert Grainier nie jest bohaterem tragicznym w klasycznym sensie; to raczej człowiek, który z pokorą przyjmuje to, co przynosi los, nie próbując walczyć z nieuniknionym. Jego spotkania z postaciami z pogranicza wierzeń czy lokalnych mitów, nadają opowieści charakteru ludowej przypowieści. Johnson sugeruje, że w świecie, który staje się coraz bardziej racjonalny i uporządkowany, wciąż pozostają enklawy tajemnicy, do których dostęp mają tylko ci, którzy potrafią znieść absolutną ciszę lasu.
Sny o pociągach to arcydzieło zwięzłości, które dowodzi, że do opowiedzenia wielkiej, egzystencjalnej historii nie potrzeba setek stron. Denis Johnson stworzył elegię na cześć Ameryki, której już nie ma i człowieka, który potrafił w niej trwać mimo niewyobrażalnego i bardzo osobistego bólu. To lektura hipnotyzująca, zostająca w pamięci na długo po przeczytaniu ostatniego zdania i przede wszystkim przypominająca o kruchości człowieka w zderzeniu z potęgą natury i czasu. Mikropowieść Johnsona w swej skromnej formie mieści ciężar całego wszechświata, a jej zamierzona prostota pozwala jeszcze mocniej wybrzmieć uniwersalnemu wydźwiękowi opowieści o zwykłym człowieku.
Informacje o książce
autor Denis Johnson
tytuł Sny o pociągach (Train Dreams)
przekład Tomasz S. Gałązka
Wydawnictwo Czarne 2025
ocena 5/6
egzemplarz biblioteczny
