Skip to content
NOWALIJKI

NOWALIJKI

TOMASZ RADOCHOŃSKI PISZE O KSIĄŻKACH
piątek, 07 sierpnia, 2026
NOWALIJKI
  • STRONA GŁÓWNA
  • LITERATURA PIĘKNA
  • KRYMINAŁ
    • C.J. SANSOM
    • MARYLA SZYMICZKOWA
    • SIMON BECKETT
    • JØRN LIER HORST
  • THRILLER
    • B.A.PARIS
    • FREIDA McFADDEN
    • C.L. TAYLOR
    • RUTH WARE
  • AGATHA CHRISTIE
    • HERKULES POIROT
    • JANE MARPLE
  • PODSUMOWANIE MIESIĄCA
  • KONTAKT
  • O MNIE

Tag: Maggie Shipstead

MAGGIE SHIPSTEAD „ZASKOCZ MNIE”

Pisanie o codzienności na pozór wydaje się być łatwym zadaniem. Wystarczy przecież skupić się na wybranym aspekcie życia, skoncentrować na skrajnych doświadczeniach i powieść gotowa.…

CZYTAJ DALEJ MAGGIE SHIPSTEAD „ZASKOCZ MNIE”

MAGGIE SHIPSTEAD „WIELKI KRĄG”

Pesymista zauważy, że literaturze już dawno skończyły się tematy i wciąż na nowo reinterpretuje to wszystko, co już kiedyś napisano. Optymista natomiast stwierdzi, że powieści…

CZYTAJ DALEJ MAGGIE SHIPSTEAD „WIELKI KRĄG”

SZUKAJ NA BLOGU

ARCHIWUM BLOGA

SZCZEGÓLNIE POLECAM

nowalijki

• polonista • bibliotekarz • bloger
📚 🎧📀 🎞️ ☕️

Literatura obyczajowa i psychologiczna chętnie eks Literatura obyczajowa i psychologiczna chętnie eksploruje temat traumy, a Tara Menon w swoim debiucie Pod wodą spata ze sobą wątek prywatnej żałoby z potęgą żywiołów. To niespieszna, kameralna historia o stracie, zawodności pamięci i nierównej relacji człowieka z naturą, w której katastrofa ekologiczna przeplata się z osobistym dramatem bohaterki.

Fabuł została osadzona na dwóch płaszczyznach czasowych, usytuowanych tuż przed autentycznymi katastrofami naturalnymi. W pierwszym wątku pięcioletnia Marissa trafia do Phuket w Tajlandii pod opiekę ojca. Tam zaprzyjaźnia się z Arielle, spędzając czas na nurkowaniu i badaniu raf koralowych, aż do tragicznego tsunami z 2004 roku, które bezpowrotnie je rozdziela. Drugi wątek przenosi nas do 2012 roku – dorosła Marissa szuka ucieczki w przypadkowych relacjach w Nowym Jorku, który szykuje się na nadejście huraganu Sandy.

Siłą powieści jest plastyczność opisów przyrody i podwodnego świata. Ocean oraz obumierające ekosystemy nie stanowią tu jedynie tła, lecz stają się równoprawnym bohaterem i metaforą stanu psychicznego dziewczyny. Menon przekonująco przedstawia relację dziecięcej przyjaźni i niszczycielski wpływ człowieka na naturę, pokazując go przez pryzmat drobnych, powszednich zmian, a nie apokaliptycznych schematów.

Powieść ma jednak swoje słabości. Wątek nowojorski z 2012 roku ustępuje tętniącej życiem części tajskiej – portret samotnej, złamanej życiem kobiety bywa wtórny i literacko ograny. Oczekiwanie na zapowiedziane kataklizmy sprawia ponadto, że w środku książki narracja wyraźnie zwalnia.
Językowo proza Menon jest poprawna i estetyczna, ale brakuje jej formalnej odwagi oraz emocjonalnego pazura. 

Dystans, z jakim autorka prowadzi bohaterów, sprawia, że momenty kluczowe wywołują raczej chłodną obserwację niż głębokie poruszenie. W konsekwencji Pod wodą okazuje się lekturą przyzwoitą i sprawnie łączącą motywy ekologiczne z traumą, lecz jednocześnie pozycją, która obiecuje więcej, niż ostatecznie daje czytelnikowi.

Tara Menon/Pod wodą/recenzja/Wydawnictwo Poznańskie 2026/przekład Aleksandra Weksej/barter
[recenzja] Franziska Gänsler/Lato bez końca/przekł [recenzja] Franziska Gänsler/Lato bez końca/przekład Agata Teperek/Wydawnictwo Pauza 2026/barter

Lato bez końca – debiutancka powieść Franziski Gänsler wydana nakładem Wydawnictwa Pauza – to daleka od wakacyjnej sielanki, duszna i klaustrofobiczna opowieść o intymnej apokalipsie. Akcja rozgrywa się w opustoszałym, niegdyś tętniącym życiem uzdrowisku Bad Heim, spowitym gryzącym dymem z płonących lasów. W świecie wyciętym z normalności przez nieustanny upał mieszkańcy egzystują w cieniu nieuchronnego zagrożenia, a krajobraz ten staje się tłem dla historii pełnej psychologicznego napięcia i niedomówień.

Główna bohaterka, Iris, prowadzi rodzinny hotel, w którym zjawia się młoda kobieta, Dori, z małą córeczką. Jej przybycie burzy dotychczasową rutynę. Drobne pęknięcia w opowieściach rzekomej matki oraz wieści o zaginionym dziecku sprawiają, że hotel przeobraża się w miejsce naznaczone nieufnością. W obliczu zbliżających się płomieni Iris musi rozstrzygnąć, czy ma do czynienia ze skrzywdzoną kobietą szukającą schronienia, czy ze świetnie manipulującą uciekinierką.

Rdzeniem fabuły jest skomplikowana relacja obu kobiet. Autorka unika prostych podziałów na dobro i zło, zmuszając do ciągłego przewartościowywania ocen. Zmagające się z własnymi traumami bohaterki tworzą intymny dramat oparty na badaniu granic, niepewności oraz powoli rodzącej się empatii, co angażuje silniej niż zawiłe intrygi.

Gänsler posługuje się oszczędnym, precyzyjnym językiem. Napięcie budują pauzy w dialogach, subtelna gra emocji oraz narastająca paranoja spotęgowana katastrofą klimatyczną. Upał i pożary nie są jedynie sensacyjnym tłem, lecz działają jak milczący bohater – stanowią pułapkę oraz ujawniają mechanizmy wyparcia i adaptacji ludzi żyjących na skraju kryzysu.

Lato bez końca to niepokojąca, kameralna proza zderzająca wątki psychologiczne z obyczajowymi. Gänsler trafnie diagnozuje współczesne lęki, stawiając nieoczywiste pytanie o możliwość zaufania drugiemu człowiekowi w momencie, gdy znany nam świat rozpada się na naszych oczach.
Lipiec już za nami, zatem czas na tradycyjne książ Lipiec już za nami, zatem czas na tradycyjne książkowe  podsumowanie połowy wakacji.

W tym miesiącu przeczytałem czternaście książek, co dało 4702 stron, a ten wynik to efekt dwutygodniowego urlopu. Podejrzewam, że taka liczba szybko się nie powtórzy, bo … wiadomo, życie i cała reszta.

Sięgnąłem w końcu po Korespondentkę i Lázára, przeczytałem ostatnią (jak na razie, bo jesienią czeka nas premiera nowego tomu) część cyklu z antropologiem sądowym Davidem Hunterem i … zachwyciłem się Piranesim Susanny Clarke. 

Czytelniczo to był dość przeciętny miesiąc, a uratowały go nie nowości, a książka z domowej biblioteczki. Z niej pochodzą także kolejne powieści Agathy Christie, której twórczość sukcesywnie sobie przypominam. Po szczegóły zapraszam na www.nowalijki.com. 

A jak tam Wasz czytelniczy lipiec? 

• podsumowanie miesiąca • czytelnicze podsumowanie miesiąca • lipiec 2026
[recenzja] Susanna Clarke/Piranesi/przekład Wojcie [recenzja] Susanna Clarke/Piranesi/przekład Wojciech Szypulski/Wydawnictwo MAG 2020/egzemplarz własny

Piranesi autorstwa Susanny Clarke to książka, która po latach oczekiwania zachwyciła czytelników i krytyków swoją niezwykłą głębią, poetyckim rozmachem oraz niełatwą klasyfikacją gatunkową. Autorka powróciła z dziełem skromniejszym objętościowo od jej słynnego debiutu Jonathan Strange i pan Norrell, lecz stworzyła historię hipnotyzującą, wciągającą i głęboko poruszającą, łączącą w sobie elementy literatury pięknej, fantastyki, realizmu magicznego oraz filozofii.

Tytułowy bohater zamieszkuje niesamowity, bezkresny budynek zwany Domem, składający się z tysięcy sal wypełnionych posągami, w których dolne poziomy zalewają oceany, a górne sięgają chmur. Piranesi spędza dni na skrupulatnej eksploracji i opisywaniu otoczenia, wierząc, że oprócz niego i zmarłych w budynku przebywa jedynie tajemniczy Ten Drugi. Jego spokojna rutyna oparta na wdzięczności i harmonii zaczyna jednak ulegać erozji, gdy pojawiają się ślady obecności trzeciej osoby oraz wzmianki o zapomnianej wiedzy.

Jaka dziwna i wspaniała jednocześnie była ta powieść! Już od pierwszych stron zachwycił mnie kunsztowny język i misternie skonstruowany świat. Forma dziennika pozwala spojrzeć na rzeczywistość oczami bohatera dobrodusznie naiwnego, ale niezwykle empatycznego i spostrzegawczego. Język Clarke, nawiązujący do dawnej literatury naukowej, nadaje zapiskom posmak autentycznego świadectwa, łącząc chłodny format notatek z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Świat Domu, dzięki plastycznym, działającym na zmysły opisom, staje się wręcz samodzielnym bohaterem historii.

Siłą tej książki jest także interpretacyjna wieloznaczność fabuły. Autorka podejmuje rozważania na temat samotności, natury pamięci oraz relacji człowieka z otoczeniem. Powieść przeciwstawia postawę Piranesiego, pełną zachwytu i szacunku dla świata, z bezwzględnym pragnieniem kontroli i megalomanią innych postaci. Rzadko sięgam po ten gatunek i być może dlatego Piranesi tak bardzo przypadł mi do gustu.
[recenzja] Agatha Christie/Śmierć w chmurach/przek [recenzja] Agatha Christie/Śmierć w chmurach/przekład Jan S. Zaus/egzemplarz własny

Śmierć w chmurach Agathy Christie z 1935 roku to znakomity przykład klasycznego kryminału typu „zamknięty pokój”, w którym motyw zbrodni w ograniczonej przestrzeni zyskał niezwykle nowoczesne jak na owe czasy tło. Brytyjska autorka przenosi sprawdzony schemat do ciasnej kabiny pasażerskiego samolotu Prometeusz, lecącego z Paryża do Croydon. Niewielkie wnętrze maszyny staje się sceną morderstwa, które na pierwszy rzut oka przeczy zdrowemu rozsądkowi, a obecność wśród podróżnych samego Herkulesa Poirota nadaje historii wyjątkowego charakteru.

Podczas lotu nad kanałem La Manche steward odkrywa śmierć francuskiej lichwiarki, Madame Giselle. Początkowa hipoteza o użądleniu przez pszczołę szybko ustępuje przerażającej prawdzie – kobietę zabito strzałką zatrutą jadem, wystrzeloną prawdopodobnie z dmuchawki. Wszyscy pasażerowie oraz załoga trafiają na listę podejrzanych, a podejrzewany o czyn Poirot podejmuje wyzwanie, by odkryć sposób działania sprawcy i jego motyw.

Fabuła prezentuje bogaty przekrój społeczeństwa lat 30. XX wieku. Wśród pasażerów znajdują się m.in. mający problemy finansowe arystokrata, pracownica salonu piękności, pisarz kryminałów i francuscy archeolodzy. Autorka mistrzowsko buduje napięcie, ujawniając wstydliwe sekrety bohaterów i podsuwając fałszywe tropy. Clou śledztwa stanowi zmaganie Poirota z cyniczną manipulacją mordercy – podrzucenie dmuchawki staje się dla detektywa wyzwaniem intelektualnym, w którym analiza psychologiczna i obserwacja detali wygrywają z rutynowym zbieraniem śladów przez policję.

Powieść trzyma równy poziom od pierwszej do ostatniej strony, sprawnie zmieniając miejsca akcji i oferując elegancką, misternie skonstruowaną łamigłówkę. Nawet po dekadach od premiery Śmierć w chmurach pozostaje godnym podziwu przykładem kryminału, pokazującym, jak na ograniczonej powierzchni wycisnąć maksimum napięcia.

[www.nowalijki.com]
[recenzja] Nelio Biedermann/Lázár/przekład Danuta [recenzja] Nelio Biedermann/Lázár/przekład Danuta Fryzowska/Wydawnictwo Marginesy 2016/egzemplarz własny

Machina marketingowa wytoczyła ciężkie działa, pompując balon zachwytów wokół debiutu Nelio Biedermanna. Ulegając tej presji, sięgnąłem po Lázára, choć nie miałem go w najbliższych planach. Na szczęście porzuciłem rozdmuchane oczekiwania wobec sagi rodzinnej zamkniętej na zaledwie trzystu stronach. I dobrze, bo to frapujący, choć niepozbawiony wad debiut.

Biedermann z zaskakującą swobodą wkracza w przestrzeń trudnej gatunkowo prozy, poruszając wątki tożsamości, winy i piętna przeszłości. Powieść od pierwszych stron uwodzi gęstą, niemal baśniową atmosferą i elementem niepokoju. Autor tworzy oszczędny, lecz przemyślany kompozycyjnie świat, w którym śledzimy losy Lázára – bohatera uwikłanego w sieć rodzinnych tajemnic, próbującego odnaleźć się w ulegającej rozpadowi rzeczywistości. Akcja toczy się niespiesznie; autor powoli odsłania karty i zmusza tym samym czytelnika do składania tej emocjonalnej układanki.

Niezaprzeczalnym plusem książki jest udane nawiązanie do klimatu gotyckiej powieści grozy oraz przejmujący motyw pamięci jako siły niszczącej i wyzwalającej zarazem. Biedermann urzeka też plastycznym językiem oraz dojrzałą dyscypliną słowa. Niestety, w drugiej połowie powieść traci na dynamice. 

Oczekiwany rozmach sagi i tło historyczne zderzają się z niewielką objętością tekstu: wątki poboczne bywają porzucane bez słowa, a postaci drugoplanowe traktowane są po macoszemu, stając się jedynie nieistotnymi rekwizytami. Co więcej, dbałość o psychologię czasem ustępuje miejsca sztucznemu, wręcz podręcznikowemu filozofowaniu w dialogach.

Mimo tych niedociągnięć Lázár broni się jako całkiem udany debiut. Biedermann udowadnia, że posiada niezwykły potencjał literacki i wyrazisty głos. To pozycja wymagająca cierpliwości, oraz dystansu wobec zaproponowanej przez młodego autora reinterpretacji gatunku. Ostatecznie powieść rewanżuje się historią, która zostaje w pamięci na długo. 

[www.nowalijki.com]
[recenzja] Freida McFadden/Jej chłopak/przekład El [recenzja] Freida McFadden/Jej chłopak/przekład Elżbieta Pawlik/Wydawnictwo Czwarta Strona 2026/barter

Moja ulubiona autorka thrillerów z kategorii guilty pleasure po raz kolejny dowodzi, że nie zasypia gruszek w popiele. Jej chłopak Freidy McFadden to klasyczny thriller psychologiczny z rozbudowanym tłem obyczajowym, w którym nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Autorka sprytnie wykorzystuje lęki współczesnego randkowania, przekształcając je we wciągającą, dynamiczną grę. To powieść napisana bez zbędnych ozdobników – czyta się ją błyskawicznie, choć równie szybko zapomina o szczegółach.

Główna bohaterka, Sydney, po serii niepowodzeń na portalach randkowych trafia na idealnego Toma. Gdy ich relacja nabiera tempa, miasto terroryzuje seryjny morderca polujący na młode kobiety. Sielankę zakłócają drobne nieścisłości w opowieściach partnera. Podejrzenia Sydney rosną, a mroczne tajemnice z przeszłości Toma niebezpiecznie zacierają granicę między miłością a śmiertelnym zagrożeniem.

Śledząc prozę McFadden od jej polskiego debiutu, dostrzegam zalety i wady jej książek, wpisane w literaturę gatunkową. Największym atutem powieści jest szybkie tempo, krótkie rozdziały oraz umiejętne manipulowanie czujnością czytelnika poprzez podrzucanie fałszywych tropów. Autorka dobrze rozumie psychologię strachu - lęki Sydney są zaskakująco prawdziwe. Zwieńczeniem całości jest finałowy zwrot akcji w stylu klasycznych oper mydlanych, który wywraca dotychczasową interpretację do góry nogami.

Niestety, fabuła nie jest wolna od mankamentów. Frustruje zwłaszcza irracjonalność głównej bohaterki, ignorującej ewidentne sygnały ostrzegawcze. Niektóre zwroty akcji wymagają przymrużenia oka na luki logiczne, a powtarzalny schemat konstrukcyjny sprawia, że fani autorki mogą zbyt szybko rozszyfrować intrygę.

Jej chłopak to stereotypowa, ale sprawnie napisana propozycja rozrywkowa na jeden lub dwa wieczory. Mimo uproszczeń powieść trzyma w napięciu do ostatniej strony i sprawia, że czytelnik dwa razy zastanowi się, zanim umówi się w realu z kimś poznanym w sieci.

[więcej: www.nowalijki.com]
Dziś zapraszam Was do przejrzenia zestawienia ksią Dziś zapraszam Was do przejrzenia zestawienia książek z dziwną fabułą i z gatunku tych, które pokochacie od pierwszego rozdziału, albo rzucicie w kąt na zawsze. 

Do tego bardzo subiektywnego i niepełnego zestawienia wybrałem książki, które przeczytałem, a opinie o nich zamieściłem na blogu. 

Macie swoje ulubione dziwne książki? Koniecznie dajcie znać! 

• dziwne książki • zestawienie książek • książki • książki z nietypową fabułą •

#nowalijkirecenzują
Powoli zbliżam się do końca powtórnej lektury wszy Powoli zbliżam się do końca powtórnej lektury wszystkich powieści Agathy Christie z panną Marple. Trzymając się chronologii, czas na Hotel Bertram z 1965 roku. To przykład fabuły, która kupuje czytelnika nie tyle skomplikowaną intrygą kryminalną, ile charakterystycznym, gęstym klimatem. 

Książka zabiera fanów panny Marple w sentymentalną podróż do serca Londynu, który zdaje się skutecznie stawiać opór nieuchronnemu upływowi czasu. Tytułowy hotel to miejsce specyficzne, wręcz anachroniczne – oaza edwardiańskiego spokoju, w której czas zatrzymał się na początku XX wieku. 

Pytanie brzmi jednak, czy ta idealna, wręcz nierealna fasada nie skrywa czegoś znacznie bardziej mrocznego niż tylko zamiłowanie do tradycji i idealnie zaparzonej herbaty?

W napisanych po II wojnie światowej powieściach Agatha Christie niejednokrotnie przywołuje kontrast między dawnym światem a nowoczesnością lat 50. i 60. XX wieku. 

Hotel Bertram nie jest jedynie eleganckim budynkiem; to wręcz żywy organizm, teatr, w którym każdy pracownik i gość odgrywa z góry rozpisaną rolę. Królowa Kryminału z właściwym sobie sprytem pokazuje, jak ludzie łatwo ulegają czarowi nostalgii i jak chętnie dają się zwieść pozorom, szukając schronienia przed pędzącym światem. 

W ten sposób autorka, po raz kolejny, przemyca w powieści kryminalnej gorzką refleksję nad powojenną Anglią, która na siłę próbuje utrzymać status quo, podczas gdy wokół zachodzą nieodwracalne zmiany – zarówno społeczne, jak i obyczajowe.

◾️pełny tekst recenzji: www.nowalijki.com
◽️przekład: Krystyna Bockenheim
◾️Wydawnictwo Dolnośląskie 2024
◽️egzemplarz własny

• Agatha Christie • Hotel Bertram • powieść kryminalna • panna Marple • recenzja książki • powieść detektywistyczna 

#nowalijkirecenzują #wydawnictwodolnośląskie #pannamarple #hotelbertram
Obserwuj na Instagramie
NOWALIJKI | Designed by: Theme Freesia | WordPress | © Copyright All right reserved