IRA LEVIN „DZIECKO ROSEMARY”

Co prawda Ira Levin może poszczycić się całkiem sporym dorobkiem literackim, ale w świadomości większości czytelników zostanie autorem dwóch powieści, obu zresztą sfilmowanych. Mowa o Żonach ze Stepford i Dziecku Rosemary. O tym drugim tytule krytycy piszą jako o książce, która na zawsze przedefiniowała granice horroru, wprowadzając grozę w eleganckie, urządzone ze smakiem mieszczańskie wnętrza nowojorskich apartamentów. Wydana w 1967 roku powieść nie potrzebuje epatowania krwią czy potworami wyskakującymi nocą z szafy, by wywołać u czytelnika głęboki dyskomfort. Levin, nazywany mistrzem suspensu, konstruuje opowieść w sposób przemyślany i niezwykle precyzyjny, czyniąc z codzienności pułapkę, z której nie ma ucieczki. Dziecko Rosemary to książka o utracie kontroli, w której lęk nie pochodzi z zewnątrz, lecz pojawia się i rozwija w domowym zaciszu, podważając zaufanie do najbliższych osób.

Fabuła skupia się na losach młodego małżeństwa, Rosemary i Guya Woodhouse’ów, którzy wprowadzają się do prestiżowej kamienicy Bramford na Manhattanie, mimo jej mrocznej sławy związanej z dawnymi lokatorami. Podczas gdy Guy, aspirujący aktor, desperacko walczy o przełom w swojej karierze, Rosemary marzy o dziecku i stabilizacji. Ich życie splata się z losem ekscentrycznych sąsiadów, państwa Castevet, którzy z nadgorliwą troską osaczają młodą parę. Po serii dziwnych zbiegów okoliczności i traumatycznej nocy, którą bohaterka pamięta jedynie jako koszmarny sen, Rosemary zachodzi w ciążę. Radość z oczekiwania na dziecko szybko jednak ustępuje miejsca narastającej paranoi, gdy kobieta zaczyna podejrzewać, że jej sąsiedzi, przy cichym przyzwoleniu męża, uknuli przeciwko niej i jej nienarodzonemu synowi demoniczny spisek.

Siła prozy Levina tkwi w mistrzowskim wykorzystaniu, nieobcego i dziś mechanizmu przemocy psychicznej i manipulacji, zanim terminy te na stałe weszły do kanonu psychologii. Czytelnik, podobnie jak główna bohaterka, nieustannie balansuje na krawędzi między racjonalnym wyjaśnieniem wydarzeń a grozą o trudno definiowalnym źródle. Stąd zasadnicze pytanie, czy Rosemary jest ofiarą okultystycznej sekty, czy może jej umysł ulega powolnej degradacji pod wpływem hormonów i izolacji? Autor z niezwykłą dbałością o szczegóły opisuje fizyczne i psychiczne wyniszczenie kobiety, czyniąc z jej ciąży proces bolesny i odpychający, co stoi w jaskrawej sprzeczności z wyidealizowanym obrazem macierzyństwa wpisanym w wizję amerykańskiej rzeczywistości lat 50. i 60 XX wieku. Ta dwuznaczność utrzymuje fabularne napięcie aż do finałowych stron, nie pozwalając na chwilę wytchnienia.

O Dziecku Rosemary można przeczytać, że stanowi przenikliwą krytykę społeczną, obnażającą bezwzględność ambicji i patriarchalne struktury władzy nad kobiecym ciałem. Guy Woodhouse, w pogoni za sławą i uznaniem, składa najdosłowniejszą z możliwych ofiar, przehandlowując bezpieczeństwo własnej żony i duszę swojego dziecka za kontrakt w Hollywood. Rosemary zostaje sprowadzona do roli inkubatora, którego głos jest systematycznie uciszany przez lekarzy, sąsiadów i męża. Ira Levin ukazuje przerażającą prawdę o tym, jak łatwo można odizolować jednostkę od tłumie wielkiego miasta, manipulując jej percepcją i odcinając od wsparcia, co czyni z historię młodego małżeństwa opowieścią o uniwersalnym, niemal egzystencjalnym lęku przed zdradą.

Podczas lektury warto zwrócić uwagę na tło, w jakim osadzona jest akcja – Nowy Jork lat 60. XX wieku, czas wielkich zmian obyczajowych i słynnej okładki magazynu Time z pytaniem Czy Bóg umarł?. Ira Levin ze swobodą zderza nowoczesny sznyt epoki z archaicznym, pierwotnym złem, które drzemie w cieniu nowoczesnych wieżowców. Kontrast ten wzmaga realizm opowieści; zło w tej powieści nie nosi budzącej strach maski, lecz staromodne ubrania i serwuje deser czekoladowy o dziwnym posmaku. Dzięki takiemu zabiegowi autorowi udaje się przekonać czytelnika, że najgorsze koszmary mogą dziać się tuż za ścianą, w blasku dnia, podczas uprzejmej rozmowy o pogodzie.

Wprawdzie po horrory sięgam sporadycznie, ale Dziecko Rosemary czytałem po raz pierwszy lata temu i wciąż pozostaje jedną z moich ulubionych powieści z tego gatunku. Przede wszystkim dlatego, że to fabuła nie tylko wysokiej próby, ale utwór ponadczasowy, który mimo upływu lat nie stracił nic ze swojej dusznej atmosfery i prowokacyjnego charakteru. Finał książki, choć powszechnie znany dzięki wybitnej ekranizacji Romana Polańskiego, w wersji literackiej wybrzmiewa jeszcze mocniej, pozostawiając czytelnika z gorzką refleksją nad naturą człowieka i siłą instynktu macierzyńskiego. To także opowieść o triumfie zła, które nie potrzebuje przemocy, by zwyciężyć – wystarczy mu nasza ambicja, nasza obojętność i zgoda na okrucieństwo kosztem drugiej osoby.

Informacje o książce

autor Ira Levin

tytuł Dziecko Rosemary (Rosemary’s Baby)

przekład Robert Ginalski

Wydawnictwo Albatros 2026

ocena 4+/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem