ANNE EEKHOUT „MARY SHELLEY NARODZINY FRANKENSTEINA”

Geneza wielu utworów literackich to fascynujące połączenie talentu i wrażliwości, uporu oraz odrobiny szczęścia, a nierzadko także determinacji – składowym, dzięki którym do rąk czytelników nieustannie trafiają kolejne książki. I dzieje się magia. Nie zawsze i nie za każdym razem, ale w przypadku Frankensteina, od napisania którego zaczęła się moda na gotycki horror i literaturę science fiction, w określeniu magia nie ma zbytniej przesady. Od ponad dwustu lat opowieść o ambitnym naukowcu i jego stworzeniu zachwyca kolejne pokolenia czytelniczek i czytelników, wciąż zadających sobie pytania o granice nauki, moralność, wreszcie o cenę, jaką ludzkość będzie musiała zapłacić za przekraczanie kolejnych granic.

O okolicznościach powstania najważniejszej powieści Mary Shelley, bardzo w duchu epoki, wiadomo prawie wszystko. Dlatego do książki holenderskiej autorki poszedłem z dystansem, zastanawiając się, czy Anne Eekhout jest w stanie zaskoczyć nowymi faktami, czy nieznanymi czynnikami, które miały decydujące znaczenie dla powstania jednej z najważniejszych książek nie tylko swoich czasów, ale przede wszystkim dla prozy gatunkowej. I tu zaskoczenie, do tego bardzo pozytywne, ponieważ Mary Shelley Narodziny Frankesteina to ani typowa biografia, ani książka z kręgu historii literatury. Raczej pretekst do przyjrzenia się skomplikowanej i mrocznej naturze Mary Shelley zmagającej się z traumą, żałobą i wewnętrznym rozedrganiem, którego efektem jest mroczna historia sumy lęków, z których narodził się Frankenstein.

Fabuła powieści rozgrywa się na dwóch planach czasowych, które w połączeniu dają czytelnikowi pełny obraz wydarzeń. Jest rok 1816. Mary Wollstonecraft wraz z ojcem jej dziecka poetą Percym Shelleyem, ich synem Williamem oraz z przyrodnią siostrą Mary Clair odwiedzają lorda Byrona i towarzyszącego mu Johna Polidoriego w posiadłości nad Jeziorem Genewskim. To tam, podczas jednego z deszczowych wieczorów Byron rzuca towarzystwu wzywanie, jakim jest napisanie powieści grozy. Mary przywołuje w pamięci lato sprzed czterech lat, kiedy to wyjechała do znajomych ojca do Szkocji, gdzie zaprzyjaźniła się z Isabellą Baxter. Ta historia rozgrywa się na drugim planie czasowym. Więź między młodymi dziewczynami przeradza się we wzajemną fascynację, której daleko idące konsekwencje pojawią się wraz z potworami – tymi wyimaginowanymi, i tym prawdziwym o przystojnej twarzy tajemniczego pana Bootha. To on zainspiruje Mary do napisania powieści, której tajemnicza aura fascynuje dziś tak samo, jak w dniu swojej premiery.

Mary Shelley Narodziny Frankesteina nie jest klasyczną biografią przede wszystkim dlatego, że jej autorka swobodnie miesza prawdę z fikcją, rezygnuje z formy ułożonej linearnie faktograficznej opowieści na rzecz pogłębionego, zbudowanego z ulotnych fragmentów portretu młodej kobiety zmagającej się z własnymi demonami. Eekhout udało się zatrzeć cienką granicę między fikcją a rzeczywistością tak skutecznie, że czytelnik ma prawo odnieść wrażenie, że śledzi zapis autentycznych emocji przyszłej autorki Frankensteina – Mary Wollstonecraft dźwiga swój własny ciężar, osobistego potwora skonstruowanego z traumy po przedwczesnej śmierci matki, żałobnie po kolejnej śmierci – tym razem nowo narodzonej córeczki, trudnej relacji z ojcem, wreszcie nieobyczajnego dla społeczeństwa związku z żonatym poetą. Shelley w powieści to kobieta przytłoczona nadmiarem życiowych doświadczeń, pogrążona w depresji, nieobecna duchem i zmęczona własną nadwrażliwością. Cierpi, ale w przebłyskach świadomości znajduje w sobie siłę, aby te wszystkie lęki i obawy przelać na papier i stworzyć dzieło, które nie tylko oczyści ją z zatruwających życie emocji, ale i unieśmiertelni.

Powieść Anne Eekhout nie ma wyraźnego początku, nie ma też końca. Czytelnik od pierwszych stron wchodzi w sam środek gęstej, wypełnionej klaustrofobicznym klimatu opowieści, dla której tłem jest wciąż padający deszcz i wszechobecna wilgoć. Autorka wykorzystuje z powodzeniem znany od wieków chwyt polegający na sprzężeniu emocji bohaterki z przyrodą – stąd wspomniany deszcz, ale także mgła, surowe krajobrazy czy nieprzyjazna sceneria Jeziora Genewskiego są jak lustro, w którym odbijają się stany emocjonalne Mary. Młodej kobiety, która zdążyła już przekonać się, że w świecie zdominowanym przez mężczyzn, może – a właściwie powinna – liczyć przede wszystkim na siebie. Uważny czytelnik z pewnością dostrzeże, że Eekhout odtworzyła nastrój typowy dla gotyckiej powieści grozy, umiejętnie zacierając kolejną granicę – tym razem między rzeczywistością a mrocznymi wytworami umysłu bohaterki operując sennymi koszmarami, powidokami i majakami tworzącymi niepokojące obrazy.

Warto spojrzeć na Mary Shelley Narodziny Frankensteina szerzej, jako na powieść o kobiecej sile w świecie zdominowanym przez mężczyzn – utalentowanych, ale przy tym egoistycznych i okrutnych, skupionych na sobie do tego stopnia, że widzą w Mary swoistą ciekawostkę a nie artystkę, która zdolna jest do tworzenia. Mimo wewnętrznej walki z własnymi demonami, autorka Frankensteina nie okazuje się być bierną; akt twórczy staje się dla niej formą buntu i ocaleniem, pozwala przepracować własne traumy i liczne straty definiujące jej dotychczasowe życie. Powieść zadaje pytania o naturę zła, źródła kreatywności, wreszcie przywołuje znaną od wieków relację między cierpieniem a sztuką. Bez zrozumienia, a może wcześniej zdefiniowania własnej ciemnej strony, Wollstonecraft nie byłaby w stanie wykreować postaci tak złożonej i tragicznej jak monstrum doktora Frankensteina. Czytelnik, sięgając po powieść holenderskiej autorki, obserwuje zatem bolesny proces twórczy, którego efektem będzie ponadczasowa powieść udowadniająca, że najbardziej przerażające potwory nie czają się w ciemnym lesie, ale w zakamarkach ludzkiego umysłu. Ten sąd w równym stopniu dotyczy samej Mary Shelley, co jej bohatera. To wielka siła powieści Anne Eekhout.

Informacje o książce

autorka Anne Eekhout

tytuł Mary Shelley Narodziny Frankesteina (Mary)

przekład Olga Niziołek

Wydawnictwo Marginesy 2024

ocena 4+/6

egzemplarz własny