
Tym razem nie czekałem i drugą (oraz ostatnią) podróż do Gileadu odbyłem zaraz po lekturze Opowieści podręcznej. Testamenty Margaret Atwood, wydane po trzydziestu czterech latach od premiery pierwszej powieści o patriarchalnym reżimie, zostały okrzyknięte jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń literackich ostatnich dekad. Powrót do totalitarnej Republiki Gileadu nie jest jednak prostym odcinaniem kuponów od dawnego sukcesu, lecz przemyślaną, dojrzałą próbą dopisania brakujących rozdziałów do historii, która na stałe zapisała się w kanonie literatury dystopijnej. Atwood podejmuje ryzyko zmierzenia się z własną legendą, oferując czytelnikowi utwór skrojony na miarę współczesnych potrzeb i diagnozujący aktualne niepokoje. Powieść, choć stylistycznie i formalnie różni się od swojej poprzedniczki, staje się autonomicznym głosem w dyskusji o naturze władzy, przetrwaniu i cenie, jaką płaci się za kompromisy z sumieniem.
Testamenty koncentrują się na schyłkowym okresie istnienia Gileadu, ukazując jego wewnętrzny rozkład oraz mechanizmy, które doprowadzą do ostatecznego upadku. Zamiast intymnego, jednoosobowego pamiętnika, jaki czytelnik znał z historii Fredy, otrzymuje trzy przeplatające się perspektywy narracyjne. Pierwszą z nich i zarazem najważniejszą jest głos Ciotki Lydii – jednej z kluczowych architektek gileadzkiego patriarchatu, która w sekrecie spisuje swoje wspomnienia i analizuje motywacje. Dwa pozostałe głosy należą do młodych kobiet: Agnes, dorastającej w uprzywilejowanej rodzinie Komendanta wewnątrz reżimu, oraz Daisy, wychowującej się w bezpiecznej Kanadzie, która z czasem odkrywa swoją prawdziwą tożsamość i zostaje wciągnięta w niebezpieczną misję wywiadowczą. Losy tej trójki splatają się w precyzyjnie zaplanowaną intrygę mającą na celu obalenie od środka zbrodniczego systemu.
Największą wartością Testamentów – w mojej ocenie – jest ten element, którego brakowało ich poprzedniczce, czyli pogłębiony portret psychologiczny Ciotki Lydii, która z jednowymiarowego czarnego charakteru staje się postacią tragicznie złożoną. Atwood dekonstruuje mit bezdusznej fanatyczki, pokazując, że jej lojalność wobec reżimu narodziła się z pragmatyzmu i pierwotnego instynktu przetrwania w obliczu brutalnej przemocy. Dzięki złożonemu życiorysu Lydii autorka stawia fundamentalne pytania o granice moralne, jakie człowiek jest w stanie przekroczyć, aby zachować życie i choćby szczątkową podmiotowość. Spojrzenie na totalitaryzm oczami kogoś, kto go współtworzy, a jednocześnie dostrzega jego absurd i zgniliznę, nadaje powieści fascynujący, zaskakująco przewrotny rys.
Z drugiej strony, wprowadzenie perspektyw dwóch młodych bohaterek wnosi do powieści nowoczesną dynamikę charakterystyczną dla literatury sensacyjnej i (z mojej perspektywy) nurtu young adult. Ten zabieg formalny bywa jednak zwodniczy; o ile historia Agnes przekonująco pokazuje proces systemowej indoktrynacji i powolnego budzenia się świadomości, o tyle wątek Daisy bywa momentami zbyt uproszczony i oparty na literackich zbiegach okoliczności. Kontrast między duszną, pełną niuansów opowieścią Lydii a sensacyjną, momentami wręcz naiwną pogonią za sekretnymi dokumentami w Kanadzie, osłabia nieco ciężar gatunkowy całości. Atwood rezygnuje tu z poetyckiego, gęstego i niedopowiedzianego klimatu Opowieści podręcznej na rzecz wartkiej, bardziej przystępnej akcji, świadczącej o dostosowaniu stylu do wymogów i oczekiwań współczesnych odbiorców literatury.
Wskazane wyżej minusy Testamentów można jednak odebrać jako rodzaj kompromisu, na który zdecydowała się Atwood. Powieść zasadniczo broni się jako wyważona i głęboka diagnoza mechanizmów upadku systemów totalitarnych. Autorka z właściwą sobie ironią i przenikliwością pokazuje, że reżimy rzadko rozpadają się wyłącznie w wyniku zewnętrznej interwencji; najczęściej gubią je własna pycha, wewnętrzna korupcja, nepotyzm oraz strach tych, którzy znaleźli się na szczycie. Książka niesie ze sobą zaskakująco optymistyczne, jak na autorkę Opowieści podręcznej, przesłanie, które dowodzi, że nawet najbardziej opresyjny aparat państwowy nie jest w stanie całkowicie wykorzenić ludzkiej solidarności i pragnienia wolności.
Testamenty warto uznać za powieść udaną, choć skrojoną według innych reguł niż jej wciąż aktualna poprzedniczka z 1985 roku. Nie jest to opowieść o egzystencjalnym lęku, ale raczej fascynujące studium politycznych strategii i przede wszystkim literacka satysfakcja dla wiernych czytelników. Margaret Atwood napisała kontynuację, która idealnie domyka uniwersum Gileadu, proponując finał przemyślany, logiczny i dający nadzieję. Miłośnicy serialu jeszcze przez jakiś czas do Gileadu będą powracać – niedawno zekranizowane Testamenty otrzymały właśnie drugi sezon, ale jak w przypadku Opowieści podręcznej to będzie znów trochę inna historia, choć wciąż o tym samym, niezwykle aktualnym wydźwięku.
Informacje o książce
autorka Margaret Atwood
tytuł Testamenty (The Testaments)
przekład Paweł Lipszyc
Wydawnictwo Wielka Litera 2020
ocena 4+/6
egzemplarz własny
