IAN McEWAN „CO MOŻEMY WIEDZIEĆ”

Pamiętam, jak kilka lat temu zachwyciły mnie powieści Iana McEwana – przede wszystkim Pokuta i Amsterdam, książki, do których chciałbym kiedyś powrócić. Od tego czasu wypatruję nowej prozy spod pióra angielskiego powieściopisarza, cenionego przeze mnie za wrażliwość połączoną z solidnym warsztatem literackim. Jego najnowsza książka, Co możemy wiedzieć, jest fascynującym, choć momentami chłodnym studium ludzkiej obsesji na punkcie przeszłości, przedstawionym w charakterystycznym dla autora, precyzyjnym stylu.

Powieść, opublikowana przez Wydawnictwo Albatros udowadnia, że brytyjski mistrz prozy, mimo przekroczenia siedemdziesiątki, wciąż potrafi zaskoczyć czytelnika świeżym podejściem do gatunku, który sam nazywa w wywiadach fantastyką naukową bez nauki. To fabuła, która sprawnie balansuje na granicy thrillera o literackim zacięciu i dystopii, stawiając niewygodne pytania o to, co tak naprawdę zostaje po nas w pędzącym na oślep świecie.

Akcja Co możemy wiedzieć toczy się dwutorowo, a jej głównym bohaterem w roku 2119 jest Thomas Metcalfe, naukowiec z fikcyjnego Uniwersytetu South Downs. Żyje on w świecie drastycznie zmienionym przez zmiany klimatyczne, katastrofę nuklearną i w jej konsekwencji wielką powódź. W jej wyniku Wielka Brytania stała się archipelagiem wysp, a nasza współczesność połowy lat 20. XXI stała się przedmiotem nostalgicznych badań. Metcalfe wpada na trop zaginionego poematu Wieniec dla Vivien, napisanego w 2014 roku przez Francisa Blundy’ego. Poszukiwania manuskryptu stają się pretekstem do odkrycia mrocznej historii miłości, zdrady i zbrodni, która wydarzyła się sto lat wcześniej, a o której współcześni badacze mają jedynie mgliste i często błędne pojęcie.

Ian McEwan po mistrzowsko kreśli wizję przyszłości, która nie jest typową postapokaliptyczną sumą chaosu, lecz miejscem zaskakująco ułożonym, choć boleśnie ograniczonym. Bohaterowie z przyszłości celnie określają naszą epokę, jako czas nieodpowiedzialnej beztroski, co jest błyskotliwym, ale i mocno złośliwym ukłonem w stronę dzisiejszej bierności wobec zmian klimatycznych. Fabuła Co możemy wiedzieć z pewną dozą sarkazmu pokazuje, że potomni mogą idealizować nasze czasy jako erę nieskończonych możliwości, zupełnie ignorując przy tym fakt, że to właśnie te możliwości doprowadziły ich świat do ruiny. To zderzenie perspektyw nadaje powieści unikalny, melancholijny ton wpisując się jednocześnie w intelektualny dyskurs na temat realnych konsekwencji barbarzyńskiej eksploatacji zasobów naturalnych naszej planety.

W narracji nowej powieści największą rolę odgrywa, w mojej ocenie, klasyczny dla autora motyw akademickiego zaślepienia. Thomas Metcalfe, tropiąc zaginiony wiersz, próbuje zrekonstruować prawdę z okruchów, które nieuchronnie prowadzą go na manowce. Główny bohater staje się tym samym lustrzanym odbiciem postaci z Pokuty – na co zwracają uwagę nie tylko miłośnicy prozy McEwana, ale i krytycy literaccy. Pisarz, z właściwą sobie lekkością, punktuje próżność intelektualistów, dla których artefakt literacki staje się ważniejszy niż żywy człowiek. Relacja Thomasa z jego partnerką Rose stanowi gorzkie tło dla jego obsesji, pokazując, że nawet w obliczu egzystencjalnego kryzysu ludzkości, nasze prywatne egoizmy pozostają niezmienne, determinując kolejne decyzje bohaterów, czy podejmowane działania.

Cenię sobie prozę autora Co możemy wiedzieć za pisarski warsztat i pozbawiony zbędnych ozdobników styl, momentami wprawdzie zbyt może sterylny, ale może właśnie dlatego idealnie eksponujący emocjonalność podjętego tematu. Każde zdanie tej prozy jest przemyślane, a wręcz cyzelowane z zegarmistrzowską precyzją, co szczególnie widać w drugiej części książki, cofającej nas do roku 2014. Kontrast między barwnym, choć skazanym na zagładę światem poety Francisa Blundy’ego, a surową rzeczywistością roku 2119 jest uderzający. Choć finał powieści może wydawać się nieco zbyt poukładany i przewidywalny, w kontekście oczekiwań czytelnika po lekturze obu części fabuły, to intelektualna satysfakcja płynąca z łączenia kropek przez autora jest niezaprzeczalna. A nawet satysfakcjonująca.

Jak dobrze, że są tacy autorzy jak Ian McEwan i powieści jak Co możemy wiedzieć – o nadziei, która przetrwała na przekór faktom, oraz o literaturze jako jedynym trwałym łączniku między pokoleniami. Brytyjski pisarz nie oszczędza ludzkości jako gatunku, ale jednocześnie składa hołd naszej naturalnej potrzebie opowiadania historii, nawet jeśli są one oparte na półprawdach. To lektura wymagająca; nieco może cyniczna, brawurowo wychodząca poza ramy gatunku, ale ostatecznie satysfakcjonująca i niezwykle humanitarna. Powieść zostawia czytelnika z szeregiem pytań i przemyśleń na temat kondycji współczesnego człowieka, ale i pozwala spojrzeć na własne życie z perspektywy … niespecjalnie udanej przyszłości. To jest ta niezwykła siła literatury, której nie sposób przecenić.

Informacje o książce

autor Ian McEwan

tytuł Co możemy wiedzieć (What We Can Know)

przekład Andrzej Szulc

Wydawnictwo Albatros 2026

ocena 5/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem