
Kiedy w 2025 roku przeczytałem debiutancką powieść Laury Barrow Gdy powrócą kanarki (recenzja tutaj) nie spodziewałem się, że jej fabuła, choć niespecjalnie odkrywcza, tak bardzo przypadnie mi do gustu. Dlatego, gdy w zapowiedziach Wydawnictwa Literackiego dostrzegłem drugą książkę amerykańskiej autorki, od razu zdecydowałem się na lekturę. Trochę z czytelniczej ciekawości czy i jak poradzi sobie z klątwą drugiej książki, a trochę z chęci odpoczynku od mocniejszych gatunków, po które chętnie sięgam.
Opis fabuły sugerował kolejną, klasyczną opowieść obyczajową o bohaterce na życiowym zakręcie, powieść Gdy odnajdziemy drogę bardzo szybko udowodniła, że kryje w sobie znacznie więcej, niż można by oczekiwać po tym gatunku. Laura Barrow odważnie i z lekkością przełamuje realizm swojej opowieści, wprowadzając do historii motyw, który początkowo mógł wydawać się ryzykowny, a ostatecznie okazał się kluczem do sukcesu tej opowieści – to subtelny pierwiastek realizmu magicznego z legendą muzyki country w tle.
Główną bohaterką Gdy odnajdziemy drogę jest czterdziestoletnia Effie Baker. To postać, którą polubiłem od pierwszych stron za jej autentyczność i brak literackiego przerysowania. Kiedy po dziewiętnastu latach jej małżeństwo kończy się z powodu niewierności męża, Effie decyduje się na radykalny krok – operację plastyczną, która ma być symbolem nowego początku. Zamiast upragnionej pewności siebie, bohaterka otrzymuje jednak coś zgoła innego. Budząc się z narkozy, staje twarzą w twarz ze zjawą samej Patsy Cline, która powierza jej tajemniczą misję: Effie musi naprawić to, co w jej rodzinie zostało przed laty bezpowrotnie zepsute. Brzmi ryzykownie? A jakże, ale … w tym szaleństwie jest metoda!
Jako czytelnik, który po typową literaturę obyczajową sięga sporadycznie, niezwykle cenię sobie w tej prozie wątek tajemnic z przeszłości, które rzutują na losy bohaterek i bohaterów, a Laura Barrow wywiązała się z tego zadania znakomicie. Oś konstrukcyjną powieści stanowi bowiem zaskakujące zderzenie dwóch planów czasowych i dwóch kobiecych światów. Współczesne zmagania poturbowanej przez los Effie – gdzie każdy kolejny rozdział przewrotnie nawiązuje do tytułów piosenek country – przeplatają się z poruszającymi zapiskami jej babki, Lolly, z lat 60. XX wieku. Listy pisane przez młodą Lolly bezpośrednio do jej idolki, Patsy Cline, nadają tej historii intymnego, a na pewno nostalgicznego charakteru, który pewnie bardziej docenią amerykańscy niż polscy czytelnicy, ale i tak brawa dla autorki za pomysł – oryginalny, choć ryzykowny i na swój sposób odświeżający gatunek.
Wraz z Effie czytelnik wkracza w głąb rodzinnego labiryntu kłamstw i przemilczeń. Autorka z dużą precyzją dawkuje emocje, pokazując, jak sekrety sprzed dekad potrafią determinować życie kolejnych pokoleń. Droga do prawdy o przeszłości babci zmusza bohaterkę do wyjścia ze strefy komfortu – podjęcia pierwszej od lat pracy, otwarcia się na nowe relacje (w tym na bardzo naturalnie poprowadzony, nienachalny wątek romantyczny), ale przede wszystkim do konfrontacji z własnymi lękami. Laura Barrow nie ocenia swoich bohaterek; z dużą empatią przygląda się ich potknięciom, co sprawia, że psychologiczny portret obu kobiet staje się niezwykle wyrazisty i nie sposób im nie kibicować.
To, co najbardziej ujęło mnie w Gdy odnajdziemy drogę, to jej niespieszne tempo i szacunek dla czytelnika. Autorka nie szuka taniej sensacji, nie oferuje prostych i przesłodzonych rozwiązań. Choć obecność ducha gwiazdy muzyki country wprowadza do książki sporo specyficznego humoru i ciepła, to pod tą lekką fasadą kryje się mądra refleksja nad tym, że na odnalezienie własnego, autentycznego głosu nigdy nie jest za późno. Laura Barrow pisze o trudnych życiowych momentach bez zbędnego patosu i typowego dla gatunku przerysowania emocji, co bardzo cenię w tego typu literaturze.
Czy Laurę Barrow dopadła klątwa drugiej książki? Absolutnie nie. Gdy odnajdziemy drogę okazało się dla mnie niezwykle miłym zaskoczeniem i jedną z tych książek, które zostawiają czytelnika z poczuciem dobrze spędzonego czasu. To sprawnie napisana, podnosząca na duchu, ale i zmuszająca do refleksji opowieść o sile kobiet, odpuszczaniu dawnych żali i o tym, że czasami trzeba całkowicie zgubić drogę, by wreszcie zacząć iść we właściwym kierunku. Jeśli więc szukacie w literaturze niebanalnych historii rodzinnych doprawionych nutą nostalgii i z doskonałym tłem muzycznym, najnowsza powieść autorki Gdy wrócą kanarki z pewnością Was nie rozczaruje. Polecam z czystym sumieniem na lato, ale nie tylko.
Informacje o książce
autorka Laura Barrow
tytuł Gdy odnajdziemy drogę (If We Ever Get There)
przekład Joanna Sugiero
Wydawnictwo Literackie 2026
ocena 5/6
recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem
