
Wprawdzie regularnie sięgam po kolejne powieści Ruth Ware i równie często piszę o nich zarówno dobrze, jak i krytycznie, zapowiedź kontynuacji Dziewczyny z kabiny dziesiątej umknęła mojej uwadze. Pewnie dlatego, że od czasu publikacji tej książki minęła dekada, a niedawną jej netfliksową ekranizację oceniam jako niespecjalnie udaną. Ale! Oto i jest – Kobieta z pokoju jedenastego – podobno jeden z najbardziej wyczekiwanych powrotów w świecie współczesnego thrillera psychologicznego.
Autorka zgrabnie nawiązuje do klaustrofobicznego klimatu Dziewczyny z kabiny dziesiątej, przenosząc akcję z dusznego pokładu statku w równie izolowane, choć ociekające luksusem alpejskie krajobrazy. To powieść, która gra na nostalgii wiernych czytelników, jednocześnie próbując zdefiniować na nowo postać dziennikarki, która dziesięć lat temu ledwo uciekła z objęć śmierci. I w mojej ocenie czyni to, co najwyżej, poprawnie.
Akcja książki nabiera tempa, gdy Lo Blacklock – teraz już matka zmagająca się z zawodową stagnacją – przyjmuje zaproszenie na uroczyste otwarcie luksusowego hotelu nad Jeziorem Genewskim. Jej celem jest zdobycie ekskluzywnego wywiadu z tajemniczym miliarderem Marcusem Leidmannem, co ma być biletem powrotnym do pierwszej ligi dziennikarstwa śledczego. Wszystko komplikuje się jednak, gdy po nocnej wizycie w apartamencie gospodarza Lo spotyka przerażoną kobietę z pokoju numer jedenaście, która błaga ją o pomoc i twierdzi, że jej życie jest w niebezpieczeństwie. Od tego momentu główna bohaterka zostaje wciągnięta w niebezpieczną grę, która zmusza ją do ucieczki przez Europę i konfrontacji z cieniami przeszłości, w tym z osobami, które poznała pamiętnego rejsu dziesięć lat wcześniej.

To, co czytelnik zauważa po lekturze kilku pierwszych rozdziałów Kobiety z pokoju jedenastego to fakt, że Ruth Ware po mistrzowsku buduje atmosferę paranoi, która jest – swoją drogą – znakiem rozpoznawczym jej prozy. Odbiorca, podobnie jak otoczenie bohaterki, zaczyna poddawać w wątpliwość jej poczytalność – zwłaszcza że Lo wciąż zmaga się z traumą i nieprzepracowanymi emocjami, co czyni ją skrajnie niewiarygodną obserwatorką. Autorka udanie wykorzystuje motyw zamkniętego pokoju, tym razem w skali luksusowego hotelu i odciętej od świata posiadłości, co sprawia, że napięcie jest niemal namacalne. Dynamiczny styl i krótkie rozdziały skutecznie prowokują do zarwania nocy, byle tylko dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami pokoju jedenastego.
Istotnym elementem powieści jest ewolucja samej Lo Blacklock. Nie jest to już ta sama lekkomyślna dziewczyna, którą czytelnik poznał na pokładzie Aurory; macierzyństwo i lata życia z piętnem ofiary zmieniły jej priorytety, dodając postaci głębi i realizmu na tyle, na ile pozwala konwencja prozy gatunkowej. Obserwowanie, jak stara się zachować trzeźwość umysłu w świecie, w którym każdy wydaje się mieć coś do ukrycia, jest co najmniej intrygujące. Ruth Ware udowadnia, że potrafi pisać thrillery, w których psychologia postaci jest równie ważna, co same zwroty akcji, choć niektóre elementy fabuły mogą wydawać się aż nazbyt znajome dla fanów gatunku.
Niestety, mimo sprawnie poprowadzonej intrygi, balansującej na granicy realizmu rodem z serii o Jamesie Bondzie, Kobieta z pokoju jedenastego nie ucieka od pewnych schematów, które mogą nużyć. Momentami powtarzalność motywu nikt mi nie wierzy oraz skłonność bohaterki do podejmowania skrajnie nielogicznych decyzji bywają irytujące, nawet jeśli są uzasadnione jej stanem psychicznym. Finał, choć na swój sposób satysfakcjonujący i pełen adrenaliny, dla wprawnego czytelnika kryminałów może okazać się nieco zbyt przewidywalny. Dlatego, mimo że Ware zasadniczo trzyma poziom i dostarczając solidnej porcji rozrywki, jej powieść nie należy do tych, które zadowolą każdego miłośnika thrillerów psychologicznych.
W mojej ocenie nowa propozycja od Ruth Ware to sequel co najwyżej poprawny, bazujący na sentymencie i z bohaterką, która potrafi momentami irytować swoim zachowaniem. Kobieta z pokoju jedenastego z powodzeniem broni się jako samodzielna historia, choć znajomość pierwszej części dodaje lekturze dodatkowego smaczku. Zdecydowanie nie jest to powieść rewolucyjna, choć może się podobać i z pewnością umocni pozycję autorki jako ważnego głosu literatury gatunkowej. Mnie niespecjalnie przypadła do gustu, co nie zmienia faktu, że całkiem dobrze bawiłem się podczas lektury. Paradoks? Tak, ale nie pierwszy i pewnie nie ostatni.
Informacje o książce
autorka Ruth Ware
tytuł Kobieta z pokoju jedenastego (The Woman In Suite 11)
przekład Dobromiła Jankowska
Wydawnictwo Czwarta Strona 2026
ocena 4/6
recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem
