HARUKI MURAKAMI „MIASTO I JEGO NIEUCHWYTNY MUR”

I znów to samo. Najnowszą książkę mojego ulubionego autorka kupiłem w przedsprzedaży, żeby odłożyć jej lekturę na rok. Sam nie wiem, dlaczego tyle czasu zajął mi moment sięgnięcia po tę powieść. Może obawiałem się rozczarowania (niepotrzebnie), może podświadomie odrzuciła mnie jej objętość (także niepotrzebnie, bo przez fabułę się płynie), może nie trafiła na swój czas. Ale, w końcu zdecydowałem się zmierzyć z Miastem i jego nieuchwytny Murem. I to od razu zaskoczenie – Haruki Murakami dokonuje ciekawego literackiego aktu, który rzadko zdarza się u twórców tego kalibru: wraca do tekstu sprzed ponad czterdziestu lat, by napisać go na nowo.

Nowa książka wyrasta z opowiadania opublikowanego w 1980 roku, które pisarz uważał za niedoskonałe i które stało się później zalążkiem Końca Świata i Hard-boiled Wonderland. Tym razem jednak japoński mistrz realizmu magicznego nie serwuje nam dynamicznej opowieści, lecz melancholijną, powolną i niezwykle intymną medytację nad pamięcią, stratą i granicami ludzkiej świadomości. Ta powieść to dzieło dojrzałego twórcy, który z perspektywy przeżytych lat spogląda na młodzieńcze emocje, nadając im głębszy, bardziej filozoficzny wymiar.

Historia rozpoczyna się od klasycznego dla Murakamiego motywu: młodzieńczej, nieszczęśliwej miłości. Bezimienny narrator wspomina dziewczynę, w której zakochał się jako nastolatek. Opowiadała mu ona o tytułowym Mieście otoczonym wysokim murem – miejscu, gdzie czas nie istnieje, a ludzie żyją pozbawieni cieni. Kiedy dziewczyna znika z jego życia w rzeczywistym świecie, bohater poświęca dekady na poszukiwanie drogi do owego wymyślonego Miasta, wierząc, że tam odnajdzie jej prawdziwą postać.  Powieść dzieli się wyraźnie na trzy części, prowadząc czytelnika od onirycznej wizji Miasta, przez realistyczne (choć wciąż dziwne) życie na japońskiej prowincji, aż po ostateczną próbę pogodzenia obu tych rzeczywistości.

Już po kilku pierwszych stronach czytelnik wie, że Miasta i jego nieuchwytny Mur to Murakami i jego wersja realizmu magicznego w najczystszej postaci. Są więc w fabule jednorożce, o których futro trzeba dbać zimą, jest tajemnicza biblioteka, w której nie ma książek, lecz stare sny zamknięte w jajowatych formach, oraz atmosfera absolutnej ciszy i izolacji. Praca głównego bohatera jako Czytającego Sny przypomina prces twórczy lub może psychoterapię – próbę zrozumienia emocji, które zostały oddzielone od ciała. W tym świecie brak cienia oznacza beztroskę, ale także brak głębi i prawdziwego życia. Japoński pisarz stawia fundamentalne pytania: czy szczęście pozbawione bólu i straty jest w ogóle wartościowe? Czy rezygnacja z własnego cienia – symbolizującego naszą mroczną, ale i witalną stronę – jest ceną, którą warto zapłacić za spokój?

Druga część powieści przenosi czytelnika w realia współczesnej Japonii, gdzie bohater, już jako mężczyzna w średnim wieku, rezygnuje z korporacyjnego życia i zatrudnia się w małej bibliotece w Fukushimie. Narracja wyraźnie zwalnia, stając się narzędziem do studium samotności i codziennych rytuałów. Pojawiają się typowe dla autora elementy: parzenie kawy, słuchanie muzyki klasycznej i jazzu, koty oraz ekscentryczne postacie drugoplanowe. Wśród nich wyróżnia się poprzedni dyrektor biblioteki oraz chłopiec nazywany Yellow Submarine, który w pewnym momencie staje się swoistym następcą bohatera. Te relacje są nakreślone z niezwykłą czułością, pokazując, że nawet w świecie pełnym murów, możliwe są szczeliny, przez które przenika zrozumienie i bliskość.

Stylistycznie Miasto i jego nieuchwytny Mur może być wyzwaniem dla czytelnika oczekującego od powieści szybkiego tempa i dynamicznie zmieniających się scen. Narracja jest gęsta, momentami oparta na powtórzeniach i dopowiedzeniach, przypominająca sen, z którego nie można się wybudzić. Murakami celowo zaciera granice między jawą a ułudą, sprawiając, że czytelnik – podobnie jak główny bohater – traci pewność co do tego, co jest prawdą. Nie rozczarowuje język powieści, który dla czytelnika znającego twórczość Japończyka jest zachwycający: klarowny, a zarazem poetycki, pełen metafor dotyczących duszy, czasu i przestrzeni. To proza, która wymaga cierpliwości, ale w zamian oferuje niezwykłe poczucie ukojenia. Pisząc jednak uczciwie, można zarzucić autorowi wtórność; w końcu wszystkie, obecne w książce elementy (studnie, biblioteki, znikające kobiety, dwa światy) widzieliśmy już wielokrotnie. Jednak w tej powieści te motywy nie brzmią jak odgrzewane schematy, lecz stanowią domknięcie pewnego cyklu. Wyczuwa się tu atmosferę pożegnania, swoisty testament literacki, w którym autor próbuje ostatecznie rozprawić się z tematem, który prześladował go od początku kariery. 

Nową powieść można interpretować jako opowieść o dojrzewaniu do samotności i o tym, jak ludzie budują wewnętrzne fortece, by chronić się przed zranieniem. Mur z tytułu nie jest tylko fizyczną przeszkodą; jest symbolem barier, które stawiamy między sobą a światem, a także między różnymi częściami własnej psychiki. Murakami sugeruje, że choć nie możemy zburzyć tych murów, możemy nauczyć się żyć w ich cieniu, a nawet znaleźć przejście, które pozwoli nam zachować integralność. To lektura wymagająca, nieco mroczna, ale niosąca specyficzny rodzaj nadziei płynącej z pogodzenia się z własnym losem. Dla fanów japońskiego pisarza jest to pozycja obowiązkowa – powrót do starego, dobrego Murakamiego, który garściami czerpie z doświadczenia, tak samo jako pisarza, co bogatego w przeżycia człowieka u schyłku życia. 

Informacje o książce

autor Haruki Murakami

tytuł Miasto i jego nieuchwytny mur (Machi to sono fu tashikana kabe)

przekład Anna Zielińska-Elliott

Wydawnictwo Muza 2024

ocena 5/6

egzemplarz własny