Skip to content
NOWALIJKI

NOWALIJKI

TOMASZ RADOCHOŃSKI PISZE O KSIĄŻKACH
sobota, 07 lutego, 2026
NOWALIJKI
  • STRONA GŁÓWNA
  • LITERATURA PIĘKNA
  • KRYMINAŁ
    • C.J. SANSOM
    • MARYLA SZYMICZKOWA
    • SIMON BECKETT
    • JØRN LIER HORST
  • THRILLER
    • B.A.PARIS
    • FREIDA McFADDEN
    • C.L. TAYLOR
  • AGATHA CHRISTIE
    • HERKULES POIROT
    • JANE MARPLE
  • PODSUMOWANIE MIESIĄCA
  • KONTAKT
  • O MNIE

Kategoria: Skazany

FREIDA McFADDEN „SKAZANY”

W mojej ocenie tak zwana literatura gatunkowa od dawna nie ma już nic nowego do powiedzenia. Mnogość dostępnych na rynku…

CZYTAJ DALEJ FREIDA McFADDEN „SKAZANY”

SZUKAJ NA BLOGU

ARCHIWUM BLOGA

SZCZEGÓLNIE POLECAM

nowalijki

• polonista • bibliotekarz • bloger
• książki • filmy • seriale • muzyka • kawa

Kontynuuję przegląd najlepszych książek, które prz Kontynuuję przegląd najlepszych książek, które przeczytałem w 2025 roku. Dziś powieść Miasto i jego nieuchwytny Mur Haruki Murakami w przekładzie Anny Zielińskiej-Eliot. Książkę opublikowało Wydawnictwo Muza w2024 roku. 

Recenzję powieści przeczytacie na blogu - zapraszam. Piszę między innymi tak:

Nowa książka wyrasta z opowiadania opublikowanego w 1980 roku, które pisarz uważał za niedoskonałe i które stało się później zalążkiem Końca Świata i Hard-boiled Wonderland. Tym razem jednak japoński mistrz realizmu magicznego nie serwuje nam dynamicznej opowieści, lecz melancholijną, powolną i niezwykle intymną medytację nad pamięcią, stratą i granicami ludzkiej świadomości. 

Ta powieść to dzieło dojrzałego twórcy, który z perspektywy przeżytych lat spogląda na młodzieńcze emocje, nadając im głębszy, bardziej filozoficzny wymiar.

Już po kilku pierwszych stronach czytelnik wie, że Miasta i jego nieuchwytny Mur to Murakami i jego wersja realizmu magicznego w najczystszej postaci. Są więc w fabule jednorożce, o których futro trzeba dbać zimą, jest tajemnicza biblioteka, w której nie ma książek, lecz stare sny zamknięte w jajowatych formach, oraz atmosfera absolutnej ciszy i izolacji. 

Praca głównego bohatera jako Czytającego Sny przypomina prces twórczy lub może psychoterapię – próbę zrozumienia emocji, które zostały oddzielone od ciała. W tym świecie brak cienia oznacza beztroskę, ale także brak głębi i prawdziwego życia. Japoński pisarz stawia fundamentalne pytania: czy szczęście pozbawione bólu i straty jest w ogóle wartościowe? 

Czy rezygnacja z własnego cienia – symbolizującego naszą mroczną, ale i witalną stronę – jest ceną, którą warto zapłacić za spokój?

• Haruki Murakami • Miasto i jego nieuchwytny Mur• recenzja książki • literatura japońska • literatura piękna • Japonia

#nowalijkirecenzują #wydawnictwomuza #harukimurakami #miastoijegonieuchwytnymur
Ceniona przeze mnie Seria Dzieł Pisarzy Skandynaws Ceniona przeze mnie Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich  Wydawnictwa Poznańskiego wzbogaciła się o nowy tytuł. Na tej ziemi  autorstwa Theisa Ørntofta to nie lada wydarzenie na mapie europejskiej literatury – powieść, która wymyka się prostym klasyfikacjom gatunkowym, łącząc w sobie cechy wielopokoleniowej sagi rodzinnej, ekologicznego manifestu i mocnego głosu pokolenia. 

Ørntoft, znany wcześniej głównie jako poeta, przenosi swoją wrażliwość na grunt prozy, tworząc dzieło o monumentalnym rozmachu. Stawia sobie przy tym ambitny cel jakim jest próba uchwycenia ducha współczesności zawieszonej między nostalgią za przeszłością a lękiem przed nadchodzącą katastrofą. 

To książka gęsta, w wymowie mroczna i niezwykle ambitna, stawiająca czytelnika przed koniecznością szczerej odpowiedzi na egzystencjalne pytania o nasze miejsce w kosmosie i relację z planetą, która wydaje się coraz bardziej obca. 

Sęk w tym jednak, że w tej literackiej ekwilibrystyce motywami, tematami i wątkami, na pozór dla czytelnika atrakcyjnej, łatwo zatracić relację z bohaterami, pogubić się w gąszczu opisów, wreszcie z trudem odnaleźć swoje miejsce w celowym chaosie wykreowanym przez autora. I – jak zawsze – od czytelnika zależy, czy kupuje taką konwencję, czy ma z nią kłopot. Ja po lekturze Na tej ziemi jestem gdzieś pomiędzy. 

◾️pełny tekst recenzji: www.nowalijki.com
◽️przekład: Agata Lubowicka 
◾️Wydawnictwo Poznańskie 2026
◽️współpraca recenzencka 

• Theis Ørntoft • Na tej ziemi • Seria skandynawska • Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich • recenzja książki • literatura duńska • powieść 

#nowalijkirecenzują #seriaskandynawska #wydawnictwopoznańskie #natejziemi
Kontynuuję przegląd najlepszych książek, które prz Kontynuuję przegląd najlepszych książek, które przeczytałem w 2025 roku. Dziś powieść Ariel Lawhon Rzeka lodu w przekładzie Roberta Walisia. Książkę opublikowało Wydawnictwo Poznańskie.

Recenzję powieści przeczytacie na blogu - zapraszam. Piszę między innymi tak:

To, co wyróżnia Rzekę lodu na tle innych powieści z pogranicza gatunków, to głęboki humanizm i społeczna wrażliwość autorki. Lawhon nie skupia się wyłącznie na zagadce kto zabił, ale kreśli szeroką panoramę społeczeństwa, w którym prawo jest narzędziem w rękach bogatych mężczyzn. 

Walka Marthy Ballard to walka o sprawiedliwość w świecie, w którym gwałt jest trudny do udowodnienia, a słowo szanowanego sędziego waży więcej niż dowody medyczne przedstawione przez akuszerkę. Autorka mistrzowsko oddaje frustrację i bezsilność kobiet tamtej epoki, jednocześnie pokazując ich solidarność i cichą siłę. 

Relacja Marthy z mężem, Ephraimem, jest jednym z najjaśniejszych punktów powieści – to obraz dojrzałego, partnerskiego małżeństwa, opartego na wzajemnym szacunku i miłości, co stanowi rzadkość w literaturze, często skupiającej się na młodych kochankach lub dysfunkcyjnych rodzinach.

• Ariel Lawhon • Rzekq lodu • powieść • Wydawnictwo Poznańskie • recenzja książki 

#nowalijkirecenzują #wydawnictwopoznańskie #arielawhon #rzekalodu
W 2018 roku Międzynarodowa Nagroda Bookera została W 2018 roku Międzynarodowa Nagroda Bookera została przyznana – wyjątkowo – równocześnie i autorce i tłumaczce jej książki. W uznaniu pracy włożonej w przekład, kapituła nagrody zdecydowała się w ten sposób wyróżnić zarówno Olgę Tokarczuk za Biegunów, jak i Jennifer Croft za anglojęzyczną wersję powieści. 

Amerykańska językoznawczyni i tłumaczka, znana dotychczas polskiemu czytelnikowi przede wszystkim ze współpracy z polską Noblistką, zadebiutowała właśnie własną powieścią.

Wymieranie Ireny Rey udowadnia, że granica między odtwarzaniem a tworzeniem literatury bywa niezwykle cienka. Powieść jest gęsta od wieloznaczności, a przy tym lekka i na swój sposób zabawna: od pierwszych stron wciąga czytelnika w fascynującą grę, w której fabuła odważnie wychodzi poza ramy gatunku. 

Debiutująca w roli autorki, Jennifer Croft wykorzystuje swoje bogate doświadczenie zawodowe, by stworzyć opowieść o obsesji, lojalności oraz niebezpiecznej, niemal pasożytniczej relacji, jaka może połączyć twórcę z jego tłumaczami.

Wymieranie Ireny Rey to powieść wielowarstwowa, bogata w niuanse i liczne odniesienia, które pewniej łatwiej będzie odczytać ,między wersami, wiernym czytelnikom Olgi Tokarczuk. 

Centralnym motywem książki jest proces przekładu ukazany nie jako rzemiosło, lecz jako akt niemal mistyczny, związany z szeroko rozumianym zawłaszczeniem, gdzie nie mam miejsca na sentymenty i empatię. Przeciwnie – do żmudnej pracy szybko wkrada się chaos i powolna destrukcja kosztem najwierniejszego oddania sensu kolejnych zdań w tłumaczonym tekście.

▪️pełny tekst recenzji: www.nowalijki.com
◽️przekład: Kaja Gucio
◾️Wydawnictwo Pauza 2026
◽️współpraca recenzencka

•Wymieranie Ireny Rey • Jennifer Croft • Wydawnictwo Pauza • recenzja książki • literatura piękna • czas na Pauzę • Pauza na czytanie

#nowalijkirecenzują #wydawnictwopauza #wymieranieirenyrey #recenzjaksiążki
Kontynuuję przegląd najlepszych książek, które prz Kontynuuję przegląd najlepszych książek, które przeczytałem w 2025 roku. Dziś powieść Anne Eekhout Mary Shelley Narodziny Frankensteina w przekładzie Olgi Niziołek. Książkę opublikowało Wydawnictwo Marginesy. 

Recenzję powieści przeczytacie na blogu - zapraszam. Piszę między innymi tak:

Mary Shelley Narodziny Frankesteina nie jest klasyczną biografią przede wszystkim dlatego, że jej autorka swobodnie miesza prawdę z fikcją, rezygnuje z formy ułożonej linearnie faktograficznej opowieści na rzecz 
pogłębionego, zbudowanego z ulotnych fragmentów portretu młodej kobiety zmagającej się z własnymi demonami. 

Eekhout udało się zatrzeć cienką granicę między fikcją a rzeczywistością tak skutecznie, że czytelnik ma prawo odnieść wrażenie, że śledzi zapis autentycznych emocji przyszłej autorki Frankensteina – Mary Wollstonecraft dźwiga swój własny ciężar, osobistego potwora skonstruowanego z traumy po przedwczesnej śmierci matki, żałobnie po kolejnej śmierci – tym razem nowo narodzonej córeczki, trudnej relacji z ojcem, wreszcie nieobyczajnego dla społeczeństwa związku z żonatym poetą. 

Shelley w powieści to kobieta przytłoczona nadmiarem życiowych doświadczeń, pogrążona w depresji, nieobecna duchem i zmęczona własną nadwrażliwością. Cierpi, ale w przebłyskach świadomości znajduje w sobie siłę, aby te wszystkie lęki i obawy przelać na papier i stworzyć dzieło, które nie tylko oczyści ją z zatruwających życie emocji, ale i unieśmiertelni.

• Mary Shelley • Frankenstein • Mary Shelley Narodziny Frankensteina • powieść • Wydawnictwo Marginesy • recenzja książki • 

#nowalijkipolecają #nowalijkiczytają #wydawnictwomarginesy #maryshelleysfrankenstein
Mały Atlas Hedonistyczny: Wenecja to publikacja, k Mały Atlas Hedonistyczny: Wenecja to publikacja, która rzuca wyzwanie stereotypowi Wenecji jako turystycznego skansenu. Jeśli szukasz rygorystycznego spisu dat i nazwisk architektów, ten przewodnik prawdopodobnie Cię rozczaruje. Jeśli jednak Wenecja jest dla Ciebie stanem umysłu, a nie tylko punktem na mapie, poczujesz się tu jak w domu.

Autorki i autorzy serii wychodzą z założenia, że miasto najlepiej poznaje się wszystkimi zmysłami, a nie tylko wzrokiem przez obiektyw aparatu. Książka nie prowadzi nas za rękę najkrótszą drogą do bazyliki św. Marka. Zamiast tego, namawia do błądzenia, które w labiryncie weneckich calli jest najwyższą formą turystycznego wtajemniczenia. 

To lektura o smaku cicchetti zagryzanych w gwarnych barach bacari, o zapachu słonej wody i wilgotnego tynku, oraz o świetle, które nigdzie indziej nie kładzie się na fasadach tak miękko, jak nad Canal Grande.

Pod względem wizualnym Atlas jest po prostu piękny. Minimalistyczny układ graficzny i nasycone, klimatyczne fotografie sprawiają, że samo przeglądanie go jest aktem małego hedonizmu. To pozycja dla flâneurów
– miejskich włóczęgów, którzy zamiast odhaczać kolejne muzea, wolą podglądać życie mieszkańców w dzielnicy Cannaregio lub szukać ciszy w ogrodach ukrytych za wysokimi murami.

Największą zaletą tej publikacji jest jej subiektywizm. Autorzy bez ogródek wskazują miejsca, w których kawa smakuje najlepiej i gdzie warto kupić papier marmurkowy, który nie jest tanią podróbką z Chin. To przewodnik, który zmieści się w małej torbie, ale w głowie zostawia przestrzeń na marzenia. 

Mały Atlas Hedonistyczny udowadnia, że Wenecja, mimo że tonie w tłumie turystów, wciąż może być intymna, elegancka i dekadencka. To idealny towarzysz dla tych, którzy chcą kochać to miasto miłością trudną, ale świadomą i pełną drobnych przyjemności.

◾️współpraca reklamowa ze @znak_koncept 

• Wenecja • Mały Atlas Hedonistyczny • Mały Atlas Hedonistyczny Wenecja • Znak Koncpept • przewodnik • album • zdjęcia •

#nowalijkipolecają #wenecja #małyatlashedonistyczny #znakkoncept
Dopiero świętowaliśmy Nowy Rok, a tu proszę - osta Dopiero świętowaliśmy Nowy Rok, a tu proszę - ostatni dzień stycznia. A skoro w kalendarzu taka data, to dobry moment, aby podsumować czytelniczo pierwszy miesiąc 2026 roku. 

Dla mnie udany, z recenzjami nadrabianymi z zeszłego roku i (nie) całkiem nowymi lekturami. Z pewnymi planami, ale bez większych oczekiwań co do ich realizacji. 

A jak Wam minął czytelniczo styczeń? 

• czytelnicze podsumowanie miesiąca • podsumowanie miesiąca • styczeń 2026 • przeczytane w styczniu 2026 • 

#nowalijkirecenzują #nowalijkiczytają #podsumowaniemiesiąca #książkowepodsumowanie
Po niemal trzech dekadach od pierwowzoru i piętnas Po niemal trzech dekadach od pierwowzoru i piętnastu latach od wizualnego spektaklu Josepha Kosinskiego, światło cyfrowych dysków znów rozbłysło na wielkim ekranie. Tron: Ares w reżyserii Joachima Rønninga to projekt, który od początku budził skrajne emocje – od ekscytacji powrotem do Sieci, po obawy o kierunek, w jakim podąży ta kultowa franczyza. Tym razem twórcy postanowili odwrócić perspektywę: zamiast wciągać człowieka do maszyny, pozwalają maszynie wkroczyć do naszej rzeczywistości.

Tytułowy Ares, grany przez Jareda Leto, to wyrafinowany program wysłany z cyfrowego świata do realu, by przetrzeć szlaki dla nowej ery egzystencji. Leto, znany z zamiłowania do ról osobliwych, odnajduje się w tej chłodnej, niemal nieludzkiej estetyce znakomicie, nadając postaci aurę niepokoju i technologicznego mesjanizmu. Film przesuwa akcenty z neonowej nostalgii w stronę dylematów dotyczących sztucznej inteligencji i fizyczności bytu, co czyni go produkcją zaskakująco aktualną w 2026 roku.

Wizualnie Tron: Ares to prawdziwy majstersztyk, choć fani Dziedzictwa mogą poczuć pewien niedosyt charakterystycznej, błękitno-pomarańczowej palety. Rønning stawia na brutalizm i surowość, łącząc cyfrowe efekty z tkanką miejską San Francisco w sposób niezwykle płynny. Sceny pościgów z udziałem kultowych motocykli świetlnych na asfalcie prawdziwych ulic zapierają dech w piersiach, stanowiąc wizualny pomost między tym, co wirtualne, a tym, co dotykalne. Warstwa dźwiękowa, choć pozbawiona geniuszu Daft Punk, godnie ich zastępuje, pulsując rytmem, który buduje gęstą atmosferę nieustannego zagrożenia.

Mimo że scenariusz momentami wpada w utarte koleiny kina science-fiction, Tron: Ares broni się jako odważna ewolucja marki. To film o konfrontacji ideałów z rzeczywistością i o cenie, jaką płacimy za postęp. To godna kontynuacja, która udowadnia, że uniwersum stworzone przez Stevena Lisbergera wciąż ma nam coś ważnego do powiedzenia o nas samych.

◾️współpraca reklamowa z @moje_filmy 

• Tron: Ares • Jared Leto • premiera Blu-ray • Disney Blu-ray • Moje filmy • kino w domu • seria Tron • kolekcja Blu-ray 

#nowalijkioglądają #nowalijkipolecają #mojefilmy
Kontynuuję przegląd najlepszych książek, które prz Kontynuuję przegląd najlepszych książek, które przeczytałem w 2025 roku. Dziś powieść kandydatki do Nagrody Nobla Jenny Erpenbeck Kairos w przekładzie Elizy Borg. Książkę opublikowało Wydawnictwo Znak Literanova.

Recenzję Kairos przeczytacie na blogu - zapraszam. Piszę między innymi tak:

Romans między młodą dziewczyną i starszym, dobrze ustawionym zawodowo mężczyzną – punkt wyjścia prozy Erpenbeck, wydaje się motywem tak dobrze znanym literaturze od dawna, że tym samym mocno wyeksploatowanym. 

A jednak niemiecka autorka oferuje czytelnikowi świeże spojrzenie na temat, celowo przeplatając historię prywatnej relacji z rozpadem państwa, w którym obojgu przyszło żyć. Rozpad to słowo – wytrych pozwalające zrozumieć zamysł pisarki łączącej sferę osobistą bohaterów z wielką historią. 

Ideologia, która ukształtowała Hansa, a z czasem stała się podstawą nowego reżimu, na jego oczach zaczyna się rozpadać, mniej więcej w tym samym czasie, gdy dochodzi do pęknięcia jego związku z Kathariną. 

Wraz z upadkiem Muru Berlińskiego nie tylko kończy się pewna epoka w dziejach Europy, ale to wydarzenie staje się katalizatorem kryzysu relacji międzyludzkich, w powieści sprowadzonych do nieformalnego związku Hansa i Kathariny.

Tytułowe Kairos oznacza między innymi moment przełomowy, co w równym stopniu odnosi się do wątku miłosnego, jak i do historycznego momentu upadku NRD.

• Jenny Erpenbeck • Kairos • Wydawnictwo Znak Literanova • recenzja książki • literatura piękna 

#nowalijkirecenzują #nowalijkipolecają #jennyerpenbeck #znakliteranova
Obserwuj na Instagramie
NOWALIJKI | Designed by: Theme Freesia | WordPress | © Copyright All right reserved