Skip to content
NOWALIJKI

NOWALIJKI

TOMASZ RADOCHOŃSKI PISZE O KSIĄŻKACH
sobota, 17 października, 2026
NOWALIJKI
  • STRONA GŁÓWNA
  • LITERATURA PIĘKNA
  • KRYMINAŁ
    • C.J. SANSOM
    • MARYLA SZYMICZKOWA
    • SIMON BECKETT
    • JØRN LIER HORST
  • THRILLER
    • B.A.PARIS
    • FREIDA McFADDEN
    • C.L. TAYLOR
    • RUTH WARE
  • AGATHA CHRISTIE
    • HERKULES POIROT
    • JANE MARPLE
  • PODSUMOWANIE MIESIĄCA
  • KONTAKT
  • O MNIE

Tag: literackie podsumowanie roku

LITERACKIE PODSUMOWANIE 2025 ROKU

Prowadzę bloga aktywnie od piętnastu lat, ale nigdy nie zdecydowałem się opublikować listy najlepszych książek przeczytanych w danym roku. Nie jestem dobry w zestawieniach, sprawozdaniach…

CZYTAJ DALEJ LITERACKIE PODSUMOWANIE 2025 ROKU

SZUKAJ NA BLOGU

ARCHIWUM BLOGA

SZCZEGÓLNIE POLECAM

nowalijki

• polonista • bibliotekarz • bloger
📚 🎧📀 🎞️ ☕️

recenzja/Merryn Allingham/Morderstwo w zimowy dzie recenzja/Merryn Allingham/Morderstwo w zimowy dzień/przekład Ewa Ratajczyk/Wydawnictwo Mando 2023/egzemplarz biblioteczny 

Kryminały retro lubię za niespieszny rytm, zamknięte grono podejrzanych i atmosferę, w której za uprzejmymi uśmiechami kryją się sekrety, urazy i zazdrość. Merryn Allingham dobrze odnajduje się w tej konwencji, choć jej powieści nie zawsze w pełni spełniają moje oczekiwania.

W Morderstwie w zimowy dzień Flora Steele, właścicielka księgarni w Abbeymead, podczas spaceru po molo w Brighton znajduje ciało młodej Polly Dakers. Policja uznaje jej śmierć za nieszczęśliwy wypadek, ale Flora nie daje temu wiary. Wspólnie z Jackiem Carringtonem, pisarzem kryminałów, rozpoczyna prywatne śledztwo, które odsłania dawne uczucia, konflikty i zazdrość.

Podoba mi się, że autorka skupia się na ludzkich relacjach, a nie na brutalności. Dawna miłość Polly, jej obecny partner i zazdrosna żona tworzą krąg podejrzanych, a drobne poszlaki, jak czerwony pompon znaleziony na molo, pozwalają samodzielnie układać wersję wydarzeń. Dużym atutem jest też duet Flory i Jacka, których różne charaktery nadają śledztwu naturalności, a rozwijająca się między nimi relacja stanowi interesujący wątek poboczny.

Nie wszystko jednak mnie w tej powieści przekonało. Bohaterowie momentami zbyt długo krążą wokół tych samych podejrzeń, część obyczajowych fragmentów jest rozbudowana, a niektóre rozwiązania łatwe do przewidzenia. Sama zagadka mogłaby być bardziej złożona, choć doceniam, że jej źródłem są przeszłość i motywacje postaci, a Flora nie pozostaje bierną obserwatorką.

Ostatecznie oceniam tę powieść pozytywnie. To przyjemna propozycja dla miłośników angielskich miasteczek, klasycznych intryg i śledztw prowadzonych bez pośpiechu. Nie jest to kryminał, który zostaje w pamięci dzięki wyjątkowo skomplikowanej zagadce, ale zimowa sceneria Brighton i spotkanie z Florą oraz Jackiem sprawiły, że za jakiś czas pewnie wrócę do tego cyklu.

• recenzja książki • Merryn Allingham • Morderstwo w zimowy dzień 
#nowalijkirecenzują #merrynallingham #morderstwowzimowydzien
Coraz dłuższe jesienne wieczory zachęcają do lektu Coraz dłuższe jesienne wieczory zachęcają do lektury pod kocykiem. 

Ja o tej porze roku z przyjemnością (większą niż zwykle) sięgam po klasykę i obszerne powieści i dlatego dziś … sobie na przekór … przygotowałem zestawienie … krótkich książek w sam raz na jeden wieczór. 

Wybrałem powieści, które przeczytałem i z czystym sumieniem mogę polecić. Dobrej jesiennej lektury! 

• zestawienie książek • lista książek • książki na jesień • jesienne czytanie • książka na jeden wieczór • Nowalijki recenzują
recenzja/Douglas Stuart/John, syn Johna/przekład M recenzja/Douglas Stuart/John, syn Johna/przekład Maciej Studencki/Wydawnictwo Poznańskie 2026/współpraca

Dom nie zawsze okazuje się miejscem, do którego chce się wracać. Czasem bardziej przypomina układ zależności, oczekiwań i dawnych lęków, z którego próbujemy się wyrwać, ale który mimo wszystko pozostaje częścią naszej tożsamości. Tak odebrałem Johna, syna Johna Douglasa Stuarta - powieść o tym, ile kosztuje próba pozostania sobą w miejscu, które przez całe życie mówi nam, kim powinniśmy być.

Cal po latach wraca na szkocką wyspę, by zaopiekować się babcią. Wraca jednak także do ojca Johna, surowego diakona, mocno przywiązanego do religii i zasad konserwatywnej społeczności. Długie włosy syna, jego niechęć do podporządkowania się religijnym oczekiwaniom i przede wszystkim jego seksualność stają się źródłem napięcia. Stuart nie tworzy jednak prostego podziału na dobrego syna i złego ojca. Najwięcej mówi tu to, czego bohaterowie nie potrafią albo nie mogą wypowiedzieć.

Izolowana wyspa staje się odbiciem ich psychiki. W świecie, w którym wszyscy się znają, spojrzenie innych może ważyć więcej niż własne potrzeby, a religia wyznacza granice tego, co wolno, czego należy się wstydzić i jak powinno wyglądać życie. Presja nie musi przy tym oznaczać otwartej przemocy – czasem wystarczy milczenie, poczucie obowiązku czy przekonanie, że pewnych rzeczy po prostu nie wypada robić.

Doceniam niespieszny rytm powieści i sposób, w jaki przeszłość stopniowo uzupełnia teraźniejszość. Nie wszystkie wątki przekonały mnie jednak w równym stopniu, a chwilami emocjonalne napięcie między Calem i Johnem przesłania pozostałe elementy historii. Mimo to John, syn Johna pozostaje surową i przejmującą opowieścią o rodzinie, wierze, wstydzie i cenie, jaką płacimy za prawo do bycia sobą. Bo czy dom może być naprawdę domem, jeśli aby w nim pozostać, trzeba zrezygnować z części samego siebie?

• recenzja książki • Douglas Stuart • John, syn Johna
#nowalijkirecenzują #douglasstuart #johnsynjohna
recenzja/Tana French/Zdążyć przed zmrokiem/przekła recenzja/Tana French/Zdążyć przed zmrokiem/przekład Joanna Warchoł/Wydawnictwo Albatros 2026/współpraca

Od tak dawna czytam kryminały, że niewiele potrafi mnie w tym gatunku zaskoczyć. Z czasem zacząłem szukać historii łączących zagadkę kryminalną z suspensem, psychologią i rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Dlatego do Tany French i jej Zdążyć przed zmrokiem wróciłem z ciekawością, tym większą, że Wydawnictwo Albatros przypomina całą serię irlandzkiej autorki.

W centrum powieści znajduje się morderstwo dwunastoletniej Katy Devlin, której ciało zostaje znalezione na wykopaliskach archeologicznych w Knocknaree. Śledztwo prowadzi Rob Ryan wraz z Cassie Maddox. Dla Roba miejsce zbrodni ma jednak szczególne znaczenie – dwadzieścia lat wcześniej jako Adam Ryan wszedł do pobliskiego lasu z dwojgiem przyjaciół. Tylko on wrócił, nie pamiętając, co się wydarzyło. Teraz musi zmierzyć się z przeszłością, od której przez lata próbował uciec.

Tana French wychodzi poza schemat klasycznego kryminału. Rob sam staje się częścią zagadki, a jego luki w pamięci okazują się równie ważne jak policyjne dowody. Mocną stroną powieści jest również relacja Roba i Cassie – początkowo oparta na zaufaniu i doskonałym porozumieniu, z czasem zaczyna się rozpadać, gdy śledztwo przeradza się dla Roba w obsesję.

Zdążyć przed zmrokiem ma powolne tempo i wymaga cierpliwości, ale dzięki temu Knocknaree, wykopaliska, bohaterowie i ich wzajemne napięcia stają się integralną częścią historii. Najbardziej przekonało mnie to, że pod kryminalną intrygą kryje się opowieść o pamięci, winie, wypieraniu przeszłości i wpływie dziecięcych doświadczeń na dorosłe życie. Nie wszystkie decyzje Roba do mnie przemówiły, ale właśnie dlatego wydał mi się bardziej ludzki. 

To gęsty, melancholijny i klimatyczny kryminał, który okazał się dla mnie również bardzo dobrą powieścią psychologiczną. Oceniając debiut Tany French, zdecydowanie jestem na tak.

• recenzja książki • Tana French • Zdążyć przed zmrokiem 
#nowalijkirecenzują #tanafrench #zdążyćprzedzmrokiem
Wrzesień przeszedł do historii, ale przeczytane ks Wrzesień przeszedł do historii, ale przeczytane książki zostają w pamięci - czasem tej wdzięcznej, czasem niekoniecznie. 

Z dawnych instgramowych czasów pamiętam popularność stosików książek i pod prąd algorytmom lubię uwieczniać przeczytane w kolejnym miesiącu lektury. Także po to, żeby o nich nie zapomnieć. 

• przeczytane książki • przeczytane we wrześniu 2026 • wrzesień 2026 • stos książek • dużo książek • Nowalijki recenzują • recenzje książek
Za nami pierwszy miesiąc jesieni (tej instagramowe Za nami pierwszy miesiąc jesieni (tej instagramowej oczywiście, bo kalendarzową mamy dopiero od kilku dni), zatem czas na krótkie czytelnicze podsumowanie września. To jeden z moich ulubionych miesięcy, paradokslanie jednak trudny czytelniczo - wydawnictwa co chwilę ogłaszają ciekawe premiery, szykując się na Targi Książki w Krakowie oraz sezon prezentowy. Jest więc z czego wybierać, ale wybór nigdy nie jest łatwy również dlatego, że doba na tyle godzin, co zawsze, a oprócz książek kuszą także filmy, seriale i także tak zwane życie. Wiadomo. 

We wrześniu przeczytałem dziesięć książek, w tym jeden zbiór opowiadań. Za mną 2976 stron. Czytałem oczywiście nowości, ale sięgałem także po nieco starsze pozycje, choć w nowych wydaniach. Nadal z niekłamaną przyjemnością czytam po raz kolejny całą Agathę Christie i cieszę się, że sporo jej książek wciąż przede mną. Na szczęście po latach nie pamiętam kto zabił, dlatego przyjemność z lektury jest taka sama, jak za pierwszym razem lata temu. 

Wrzesień czytelniczo oceniam jako przyzwoity, choć znów nie trafiłem na książki, które rzuciłby mnie na kolana. Jest zdecydowanie lepiej niż w sierpniu (takim sobie), ale wciąż to wyższe stany średnie. Z wyjątkiem książki miesiąca, która zrobiła na mnie duże wrażenie i z pewnością będę chciał poznać inne fabuły autora - na koniec września skutecznie poprawił mi (czytelniczo) humor. 

Z niepokojem patrzę na listę nowości na październik i listopad, a wśród nich dostrzegam potencjalne przyszłe lektury, tylko kiedy ja to wszystko przeczytam? Nie ma rady, trzeba podjąć to wyzwanie. Na szczęście książka nie zajac, ale … nakłady lubią się wyczerpywać. Także ten.

• podsumowanie miesiąca • czytelnicze podsumowanie miesiąca • podsumowanie miesiąca wrzesień 2026• przeczytałem we wrześniu 2026

#nowalijkirecenzują #podsumowaniemiesiącawrzesień2026
recenzja/Daniel Kehlmann/Iluzjon/przekład Ryszard recenzja/Daniel Kehlmann/Iluzjon/przekład Ryszard Wojnakowski/Dom Wydawniczy Rebis 2026/współpraca

Są książki, które opowiadają o wielkiej historii, i są takie, które pokazują ją przez pryzmat pojedynczego człowieka uwikłanego w wydarzenia, na które nie ma wpływu. Daniel Kehlmann w Iluzjonie wybiera tę drugą drogę, opowiadając o świecie filmu, artystycznych ambicjach i odpowiedzialności za własne wybory. 

Bohaterem powieści jest Georg Wilhelm Pabst, autentyczny austriacki reżyser, który po dojściu Hitlera do władzy opuszcza Niemcy, lecz po kilku latach wraca do Europy i zostaje uwięziony w rzeczywistości nazistowskiej Rzeszy. Otrzymuje możliwość dalszej pracy w niemieckim przemyśle filmowym, próbując wierzyć, że nadal może być przede wszystkim artystą.

Daniel Kehlmann nie tworzy prostej historii o dobrych i złych bohaterach, lecz pokazuje człowieka, który stopniowo wikła się w system poprzez kolejne kompromisy, lęki i próby zachowania niezależności. Powieść stawia pytania o granice odpowiedzialności: ile można poświęcić dla kariery, rodziny czy możliwości tworzenia i w którym momencie kompromis zaczyna oznaczać współudział? Nazizm nie jest tu jedynie historycznym tłem, lecz systemem, który odbiera człowiekowi możliwość pozostania poza polityką.

W powieści podobało mi się połączenie prawdy historycznej z fikcją. Iluzjon nie jest klasyczną biografią Pabsta, lecz literacką opowieścią wykorzystującą prawdziwe wydarzenia i elementy jego życiorysu. Dzięki temu historia zostaje pokazana nie tylko przez daty i fakty, ale także przez emocje człowieka imocowanego w historii. Kino, pamięć i literatura stają się przy tym różnymi rodzajami iluzji - sposobami tworzenia obrazów rzeczywistości, które nie zawsze pokazują całą prawdę.

Oceniam Iluzjon jako bardzo udaną powieść, ponieważ pod opowieścią o kinie kryje znacznie trudniejsza historia o moralności, wyborach i konsekwencjach kolejnych ustępstw. To książka historyczna, biograficzna i zarazem bardzo literacka, która nie daje prostych odpowiedzi. I właśnie dlatego po lekturze pozostałem z pytaniem, gdzie właściwie przebiega granica między sztuką, kompromisem a współodpowiedzialnością. I jakie są tego konsekwencje.
recenzja/Bora Chung/Łowcy bólu/przekład Dominika C recenzja/Bora Chung/Łowcy bólu/przekład Dominika Chybowska - Jang/Wydawnictwo Znak Literanova 2026/współpraca

Ból jest jednym z najbardziej podstawowych ludzkich doświadczeń, a jednocześnie czymś, co trudno jednoznacznie zdefiniować. Może ostrzegać i chronić, ale też stać się cierpieniem, którego chcemy się pozbyć. W Łowcach bólu Bora Chung przygląda się temu zagadnieniu, łącząc kryminał, thriller, science fiction, dystopię, grozę i refleksję nad kondycją człowieka. Ta gatunkowa mieszanka momentami działa bardzo dobrze, choć nie wszystkie jej elementy przemówiły do mnie z równą siłą.

Punktem wyjścia jest wynalezienie leku całkowicie eliminującego ból. Przeciwko odkryciu występuje tajemnicza sekta, dochodzi do zamachu, w którym giną twórcy leku, a dwanaście lat później ktoś zaczyna zabijać osoby związane z dawną tragedią. Tae, skazany za udział w zamachu, i Gyeong, córka zamordowanych naukowców, zostają uwikłani w śledztwo dotyczące odpowiedzialności, pamięci, manipulacji i granic naukowego postępu.

Z czasem przestałem interesować się samą kryminalną zagadką, ponieważ ciekawsze wydało mi się pytanie: co właściwie oznacza życie bez bólu? Chung pokazuje ból jako doświadczenie fizyczne, psychiczne, społeczne, a nawet ideologiczne. Może być narzędziem kontroli, sposobem budowania wspólnoty, ale także towarem, który można wyeliminować czy wykorzystać.

Interesująco wypada również motyw sekty i fanatyzmu. Autorka pokazuje, jak skomplikowane problemy można sprowadzić do prostych prawd, a potrzebę przynależności postawić ponad indywidualnym osądem. Podobnie interesująca jest refleksja nad nauką i nowoczesnością – przełomowe odkrycie może zostać uwikłane w interesy, ideologie i ludzką zachłanność.

Po lekturze Łowców bólu mam poczucie, że to powieść ciekawa, momentami mroczna i niepokojąca, choć niepozbawiona słabszych punktów. Doceniam pomysł, gatunkową różnorodność i pytania bez prostych odpowiedzi. Nie jest to dla mnie literackie olśnienie, ale zdecydowanie książka, obok której trudno przejść obojętnie.

• recenzja książki • Bora Chung • Łowcy bólu
#nowalijkirecenzują #borachung #łowcybólu
Nowy Jork. Mały Atlas Hedonistyczny Muriel Françoi Nowy Jork. Mały Atlas Hedonistyczny Muriel Françoise i Sylvie Li to książka, którą trudno traktować wyłącznie jak klasyczny przewodnik. To raczej zaproszenie do miasta oglądanego przez pryzmat przyjemności, smaków, miejsc, ludzi i codziennych rytuałów. Autorki nie próbują stworzyć kompletnego katalogu atrakcji, ale wybierają z nowojorskiego ogromu to, co pozwala poczuć jego charakter. Czytając, miałem wrażenie, że bardziej niż plan zwiedzania dostaję mapę pewnego stylu życia.

Nowy Jork pokazany został w tej publikacji jako miasto kontrastów, w którym obok wielkich ikon architektury funkcjonują małe kawiarnie, restauracje, sklepy, bary, galerie i miejsca pozwalające na chwilę relaksu. Kolejne strony prowadzą przez różne dzielnice i obszary miejskiego życia, podsuwając pomysły na jedzenie, zakupy, kulturę czy odpoczynek. To właśnie ta różnorodność sprawia, że atlas można czytać zarówno przed podróżą, jak i bez konkretnego planu wyjazdu.

Książka nie ogranicza Nowego Jorku do pocztówkowych obrazów. Manhattan, Brooklyn i pozostałe części miasta tworzą tu wielobarwną mozaikę doświadczeń, a hedonizm nie oznacza wyłącznie luksusu. Przyjemność może mieć smak dobrej kawy, atmosferę niewielkiego lokalu, zapach książek, widok ulicy czy możliwości niespiesznego obserwowania miasta. Dzięki temu album ma w sobie coś z literackiej podróży i inspirującego przewodnika.

Nowy Jork. Mały Atlas Hedonistyczny odbieram więc przede wszystkim jako książkę dla tych, którzy chcą nie tylko zobaczyć Nowy Jork, ale również go poczuć. Nie zastąpi szczegółowego przewodnika z adresami i godzinami otwarcia, bo jego cel jest inny. Ma rozbudzać ciekawość, podpowiadać kierunki i zachęcać do własnego odkrywania miasta. A po lekturze pozostaje przede wszystkim ochota, by spakować walizkę i sprawdzić, jak smakuje Nowy Jork poza najbardziej oczywistymi atrakcjami.

◾️współpraca ze @znak_koncept 

• mały atlas hedonistyczny • Nowy Jork • Nowy Jork Mały Atlas Hedonistyczny 
#małyatlashedonistyczny #nowyjorkmałyatlashedonistyczny
Obserwuj na Instagramie
NOWALIJKI | Designed by: Theme Freesia | WordPress | © Copyright All right reserved