Skip to content
NOWALIJKI

NOWALIJKI

TOMASZ RADOCHOŃSKI PISZE O KSIĄŻKACH
piątek, 23 października, 2026
NOWALIJKI
  • STRONA GŁÓWNA
  • LITERATURA PIĘKNA
  • KRYMINAŁ
    • C.J. SANSOM
    • MARYLA SZYMICZKOWA
    • SIMON BECKETT
    • JØRN LIER HORST
  • THRILLER
    • B.A.PARIS
    • FREIDA McFADDEN
    • C.L. TAYLOR
    • RUTH WARE
  • AGATHA CHRISTIE
    • HERKULES POIROT
    • JANE MARPLE
  • PODSUMOWANIE MIESIĄCA
  • KONTAKT
  • O MNIE

Kategoria: Kevin Barry

KEVIN BARRY „NOCNY PROM DO TANGERU”

Kiedy zdecydowałem się na lekturę Nocnego promu do Tangeru, zupełnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. Nazwisko Kevina Barry’ego mignęło mi na tak zwanej długiej liście kandydatek…

CZYTAJ DALEJ KEVIN BARRY „NOCNY PROM DO TANGERU”

SZUKAJ NA BLOGU

ARCHIWUM BLOGA

SZCZEGÓLNIE POLECAM

nowalijki

• polonista • bibliotekarz • bloger
📚 🎧📀 🎞️ ☕️

recenzja/Solvej Balle/O objętości czasu II/przekła recenzja/Solvej Balle/O objętości czasu II/przekład Zuzanna Zywert/Wydawnictwo Poznańskie 2026/współpraca

Lubię literaturę, która nie podsuwa gotowych rozwiązań, lecz zmienia sposób patrzenia na rzeczy pozornie oczywiste. Solvej Balle w cyklu O objętości czasu wykorzystuje motyw pętli czasowej, by opowiedzieć o samotności, pamięci i potrzebie uczestniczenia w rzeczywistości. Drugi tom rozwija ten pomysł bez spektakularnych zwrotów akcji, za to z coraz większą uwagą poświęconą doświadczeniu bohaterki.

Tara Selter nadal tkwi w osiemnastym listopada. Wyrusza w podróż przez Europę, szukając czegoś, co pozwoli jej zrozumieć własne położenie. Zmieniające się krajobrazy i spotykani ludzie nie przynoszą odpowiedzi na pytanie o przyczynę zatrzymania czasu, ale stopniowo oddalają ją od dawnego życia. Problemem staje się już nie tylko powtarzający się dzień, lecz także odnalezienie miejsca w świecie, który nie pamięta jej doświadczeń.

Najbardziej zainteresował mnie motyw podróży, która nie prowadzi do zwyczajnego celu. Tara może zmieniać miejsca, ale nie uczestniczy w rzeczywistości wspólnie zmierzającej ku przyszłości. Zwykłe przedmioty, zapachy i dźwięki nabierają znaczenia, a autorka przypomina, że czas mierzymy nie tylko kalendarzem, lecz także zmianami zachodzącymi wokół nas i w nas samych.

Ważna jest również tożsamość bohaterki. Pamięć pozwala jej zachować ciągłość własnego życia, ale jednocześnie pogłębia samotność. Tara może rozmawiać z ludźmi i przebywać wśród nich, a mimo to pozostaje oddzielona od ich rzeczywistości. Trudno budować relacje, kiedy tylko jedna strona pamięta wspólną przeszłość.

Doceniam uważność Solvej Balle i konsekwencję, z jaką rozwija swój pomysł. Nie ukrywam jednak, że niespieszna narracja i powracające refleksje chwilami sprawiały, że miałem wrażenie krążenia wokół tych samych myśli. Kto oczekuje konkretnych odpowiedzi i wyraźnego rozwoju wydarzeń, może poczuć niedosyt. Zagadka zatrzymanego czasu nadal pozostaje nierozwiązana.

• recenzja książki • Solvej Balle • O objętości czasu II
#nowalijkirecenzują #solvejballe #oobjętościczasu
recenzja/Tana French/Lustrzane odbicie/przekład Pa recenzja/Tana French/Lustrzane odbicie/przekład Paweł Wieczorek/Wydawnictwo Albatros 2026/współpraca

Tana French pisze kryminały, w których sama zagadka nie jest dla mnie najważniejsza. Bardziej interesuje mnie to, co autorka potrafi wydobyć z bohaterów, jak pokazuje ich motywacje, przemilczenia i skomplikowane relacje. W Lustrzanym odbiciu, drugiej powieści z cyklu Zbrodnie Dublina, właśnie ta psychologiczna warstwa okazała się dla mnie najciekawsza.

Cassie Maddox, policjantka mająca za sobą traumatyczne doświadczenia pracy pod przykryciem, trafia na miejsce zbrodni. Zamordowana kobieta jest niemal jej sobowtórem, a do tego posługiwała się tożsamością, którą Cassie otrzymała kiedyś podczas tajnej operacji. Policja wpada na ryzykowny pomysł: Cassie ma udawać, że ofiara przeżyła, i zamieszkać z jej czwórką przyjaciół, by odkryć prawdę o morderstwie.

Najbardziej wciągnęło mnie w tej powieści obserwowanie tej zamkniętej wspólnoty i stopniowej przemiany Cassie. Policjantka, która miała jedynie przyglądać się innym, zaczyna coraz mocniej angażować się w ich życie. Z zainteresowaniem śledziłem, jak zaciera się granica między odgrywaną rolą a prawdziwymi emocjami. To właśnie pytania o tożsamość i potrzebę przynależności zostaną ze mną dłużej po lekturze niż sama zagadka kryminalna.

Nie znaczy to, że wszystko mnie w tej historii przekonało. Pomysł na śledztwo wydaje mi się mocno naciągany, a rozbudowane sceny codziennych rozmów chwilami wystawiały moją cierpliwość na próbę. Przy ponad pięciuset stronach miałem momenty, kiedy chciałem, żeby French wreszcie przyspieszyła z tempem i dobijała do brzegu.

Mimo tych zastrzeżeń Lustrzane odbicie oceniam pozytywnie. Lubię kryminały, które nie kończą się dla mnie wraz z odkryciem tożsamości mordercy, a ta powieść daje coś więcej: to opowieść o samotności, bliskości i pragnieniu znalezienia własnego miejsca. Nie jest idealna, ale jej psychologiczna głębia sprawia, że warto poświęcić jej czas.

• recenzja książki • Tana French • Lustrzane odbicie 
#nowalijkirecenzują #tanafrench #lustrzaneodbicie
Dziś nieksiążkowo, ale tegoroczna jesień zachwyca Dziś nieksiążkowo, ale tegoroczna jesień zachwyca piękną pogodą i aż się prosi, żeby zostać uwiecznioną. 

Może to romantyzowanie jesieni, może po prostu migawki z codzienności, ale za to jakiej pięknej!

• migawki z codzienności • Kraków • jesień • Wisła • październik • jesienne kadry • jesień w rozkwicie • dynie
recenzja/Holly Kennedy/Niecodzienne przypadki Dann recenzja/Holly Kennedy/Niecodzienne przypadki Danny’ego Vossa/przekład Janusz Ochab/Wydawnictwo Albatros 2026/współpraca 

Są książki, które poprawiają nastrój, choć wcale nie uciekają od trudnych tematów. Lubię takie historie, zwłaszcza gdy autor potrafi opowiedzieć o ludziach myślących inaczej niż większość z nas, bez moralizowania i ckliwego wzruszania. Holly Kennedy w Niecodziennych przypadkach Denny’ego Vossa łączy neuroatypowość z humorem, rodzinnymi tajemnicami i zagadką kryminalną. Ryzykowna mieszanka? Owszem, ale całkiem udana!

Denny ma trzydzieści lat, mieszka z Babcią-Jo i opiekuje się niewidzącym i niesłyszącym bernardynem George’em. Kiedy zostaje oskarżony o zabójstwo lokalnego biznesmena, musi opowiedzieć terapeucie o minionym roku. Na jaw wychodzą między innymi historia porwania gęsi sąsiada i nieświadoma pomoc w napadzie na bank. A to dopiero początek kłopotów, które prowadzą do rodzinnych sekretów i niewygodnych prawd.

Polubiłem Denny’ego za prostolinijność, dosłowne interpretowanie słów i przywiązanie do zasad. Jego sposób postrzegania świata prowadzi do absurdalnych sytuacji, a specyficzny humor autorki potrafi rozbawić. Pod tą zabawną powierzchnią kryje się jednak opowieść o człowieku, którego emocje i intencje nie zawsze są zrozumiałe dla otoczenia.

Autorka łączy powieść obyczajową, rodzinny dramat, kryminał i komedię pomyłek. Niektóre zbiegi okoliczności wydają się przesadzone, ale bardziej niż samo poszukiwanie sprawcy interesowało mnie to, jak Denny poradzi sobie z sytuacją, w której inni zdążyli już wydać na niego wyrok.

Niecodzienne przypadki Denny’ego Vossa to ciepła, przewrotna historia, przy której można się pośmiać, wciągnąć w kryminalną intrygę i spojrzeć na innych z większą wyrozumiałością. Bez nadmiernego sentymentalizmu, za to z przypomnieniem, że nie każdy musi funkcjonować według tych samych zasad. I że świat nie jest chyba aż tak zły, jak wynikałoby to z oglądania wiadomości. Na szczęście!

• recenzja książki • Holly Kennedy • Niecodzienne przypadki Danny’ego Vossa • Wydawnictwo Albatros 

#nowalijkirecenzują 
#hollykennedy
#niecodzienneprzypadkidennyegovossa
recenzja/Merryn Allingham/Morderstwo w zimowy dzie recenzja/Merryn Allingham/Morderstwo w zimowy dzień/przekład Ewa Ratajczyk/Wydawnictwo Mando 2023/egzemplarz biblioteczny 

Kryminały retro lubię za niespieszny rytm, zamknięte grono podejrzanych i atmosferę, w której za uprzejmymi uśmiechami kryją się sekrety, urazy i zazdrość. Merryn Allingham dobrze odnajduje się w tej konwencji, choć jej powieści nie zawsze w pełni spełniają moje oczekiwania.

W Morderstwie w zimowy dzień Flora Steele, właścicielka księgarni w Abbeymead, podczas spaceru po molo w Brighton znajduje ciało młodej Polly Dakers. Policja uznaje jej śmierć za nieszczęśliwy wypadek, ale Flora nie daje temu wiary. Wspólnie z Jackiem Carringtonem, pisarzem kryminałów, rozpoczyna prywatne śledztwo, które odsłania dawne uczucia, konflikty i zazdrość.

Podoba mi się, że autorka skupia się na ludzkich relacjach, a nie na brutalności. Dawna miłość Polly, jej obecny partner i zazdrosna żona tworzą krąg podejrzanych, a drobne poszlaki, jak czerwony pompon znaleziony na molo, pozwalają samodzielnie układać wersję wydarzeń. Dużym atutem jest też duet Flory i Jacka, których różne charaktery nadają śledztwu naturalności, a rozwijająca się między nimi relacja stanowi interesujący wątek poboczny.

Nie wszystko jednak mnie w tej powieści przekonało. Bohaterowie momentami zbyt długo krążą wokół tych samych podejrzeń, część obyczajowych fragmentów jest rozbudowana, a niektóre rozwiązania łatwe do przewidzenia. Sama zagadka mogłaby być bardziej złożona, choć doceniam, że jej źródłem są przeszłość i motywacje postaci, a Flora nie pozostaje bierną obserwatorką.

Ostatecznie oceniam tę powieść pozytywnie. To przyjemna propozycja dla miłośników angielskich miasteczek, klasycznych intryg i śledztw prowadzonych bez pośpiechu. Nie jest to kryminał, który zostaje w pamięci dzięki wyjątkowo skomplikowanej zagadce, ale zimowa sceneria Brighton i spotkanie z Florą oraz Jackiem sprawiły, że za jakiś czas pewnie wrócę do tego cyklu.

• recenzja książki • Merryn Allingham • Morderstwo w zimowy dzień 
#nowalijkirecenzują #merrynallingham #morderstwowzimowydzien
Coraz dłuższe jesienne wieczory zachęcają do lektu Coraz dłuższe jesienne wieczory zachęcają do lektury pod kocykiem. 

Ja o tej porze roku z przyjemnością (większą niż zwykle) sięgam po klasykę i obszerne powieści i dlatego dziś … sobie na przekór … przygotowałem zestawienie … krótkich książek w sam raz na jeden wieczór. 

Wybrałem powieści, które przeczytałem i z czystym sumieniem mogę polecić. Dobrej jesiennej lektury! 

• zestawienie książek • lista książek • książki na jesień • jesienne czytanie • książka na jeden wieczór • Nowalijki recenzują
recenzja/Douglas Stuart/John, syn Johna/przekład M recenzja/Douglas Stuart/John, syn Johna/przekład Maciej Studencki/Wydawnictwo Poznańskie 2026/współpraca

Dom nie zawsze okazuje się miejscem, do którego chce się wracać. Czasem bardziej przypomina układ zależności, oczekiwań i dawnych lęków, z którego próbujemy się wyrwać, ale który mimo wszystko pozostaje częścią naszej tożsamości. Tak odebrałem Johna, syna Johna Douglasa Stuarta - powieść o tym, ile kosztuje próba pozostania sobą w miejscu, które przez całe życie mówi nam, kim powinniśmy być.

Cal po latach wraca na szkocką wyspę, by zaopiekować się babcią. Wraca jednak także do ojca Johna, surowego diakona, mocno przywiązanego do religii i zasad konserwatywnej społeczności. Długie włosy syna, jego niechęć do podporządkowania się religijnym oczekiwaniom i przede wszystkim jego seksualność stają się źródłem napięcia. Stuart nie tworzy jednak prostego podziału na dobrego syna i złego ojca. Najwięcej mówi tu to, czego bohaterowie nie potrafią albo nie mogą wypowiedzieć.

Izolowana wyspa staje się odbiciem ich psychiki. W świecie, w którym wszyscy się znają, spojrzenie innych może ważyć więcej niż własne potrzeby, a religia wyznacza granice tego, co wolno, czego należy się wstydzić i jak powinno wyglądać życie. Presja nie musi przy tym oznaczać otwartej przemocy – czasem wystarczy milczenie, poczucie obowiązku czy przekonanie, że pewnych rzeczy po prostu nie wypada robić.

Doceniam niespieszny rytm powieści i sposób, w jaki przeszłość stopniowo uzupełnia teraźniejszość. Nie wszystkie wątki przekonały mnie jednak w równym stopniu, a chwilami emocjonalne napięcie między Calem i Johnem przesłania pozostałe elementy historii. Mimo to John, syn Johna pozostaje surową i przejmującą opowieścią o rodzinie, wierze, wstydzie i cenie, jaką płacimy za prawo do bycia sobą. Bo czy dom może być naprawdę domem, jeśli aby w nim pozostać, trzeba zrezygnować z części samego siebie?

• recenzja książki • Douglas Stuart • John, syn Johna
#nowalijkirecenzują #douglasstuart #johnsynjohna
recenzja/Tana French/Zdążyć przed zmrokiem/przekła recenzja/Tana French/Zdążyć przed zmrokiem/przekład Joanna Warchoł/Wydawnictwo Albatros 2026/współpraca

Od tak dawna czytam kryminały, że niewiele potrafi mnie w tym gatunku zaskoczyć. Z czasem zacząłem szukać historii łączących zagadkę kryminalną z suspensem, psychologią i rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Dlatego do Tany French i jej Zdążyć przed zmrokiem wróciłem z ciekawością, tym większą, że Wydawnictwo Albatros przypomina całą serię irlandzkiej autorki.

W centrum powieści znajduje się morderstwo dwunastoletniej Katy Devlin, której ciało zostaje znalezione na wykopaliskach archeologicznych w Knocknaree. Śledztwo prowadzi Rob Ryan wraz z Cassie Maddox. Dla Roba miejsce zbrodni ma jednak szczególne znaczenie – dwadzieścia lat wcześniej jako Adam Ryan wszedł do pobliskiego lasu z dwojgiem przyjaciół. Tylko on wrócił, nie pamiętając, co się wydarzyło. Teraz musi zmierzyć się z przeszłością, od której przez lata próbował uciec.

Tana French wychodzi poza schemat klasycznego kryminału. Rob sam staje się częścią zagadki, a jego luki w pamięci okazują się równie ważne jak policyjne dowody. Mocną stroną powieści jest również relacja Roba i Cassie – początkowo oparta na zaufaniu i doskonałym porozumieniu, z czasem zaczyna się rozpadać, gdy śledztwo przeradza się dla Roba w obsesję.

Zdążyć przed zmrokiem ma powolne tempo i wymaga cierpliwości, ale dzięki temu Knocknaree, wykopaliska, bohaterowie i ich wzajemne napięcia stają się integralną częścią historii. Najbardziej przekonało mnie to, że pod kryminalną intrygą kryje się opowieść o pamięci, winie, wypieraniu przeszłości i wpływie dziecięcych doświadczeń na dorosłe życie. Nie wszystkie decyzje Roba do mnie przemówiły, ale właśnie dlatego wydał mi się bardziej ludzki. 

To gęsty, melancholijny i klimatyczny kryminał, który okazał się dla mnie również bardzo dobrą powieścią psychologiczną. Oceniając debiut Tany French, zdecydowanie jestem na tak.

• recenzja książki • Tana French • Zdążyć przed zmrokiem 
#nowalijkirecenzują #tanafrench #zdążyćprzedzmrokiem
Wrzesień przeszedł do historii, ale przeczytane ks Wrzesień przeszedł do historii, ale przeczytane książki zostają w pamięci - czasem tej wdzięcznej, czasem niekoniecznie. 

Z dawnych instgramowych czasów pamiętam popularność stosików książek i pod prąd algorytmom lubię uwieczniać przeczytane w kolejnym miesiącu lektury. Także po to, żeby o nich nie zapomnieć. 

• przeczytane książki • przeczytane we wrześniu 2026 • wrzesień 2026 • stos książek • dużo książek • Nowalijki recenzują • recenzje książek
Obserwuj na Instagramie
NOWALIJKI | Designed by: Theme Freesia | WordPress | © Copyright All right reserved