VALÉRIE PERRIN „COLETTE”

Valérie Perrin nie tylko szturmem zdobyła szczyty list książkowych bestsellerów, ale – przede wszystkim – znalazła sposób na to, aby utrzymać wysoką pozycję na rynku wydawniczym, na którym panuje ogromna konkurencja. Autorka Życia Violette (tutaj), w mojej ocenie najlepszej książki z dotychczas opublikowanych, porusza się w ramach literatury środka, proponując sprawne połączenie powieści obyczajowej, kryminału i sagi rodzinnej o tajemnicach z przeszłości. Jej kolejne fabuły, nawet jeśli oparte są na powtarzalnych schematach kompozycyjnych i charakterystycznej, mocno fragmentarycznej narracji, sugestywnie opowiadają o ludzkich emocjach, skomplikowanych relacjach i sile pamięci.

Wspomniane już Życie Violette, ale także Cudowne lata (tutaj), czy Zapomniane niedziele (tutaj) operując narracyjną wielogłosowością, zapraszają czytelnika w sentymentalną podróż do przeszłości po to tylko, aby z dbałością o szczegóły przedstawić meandry losów poszczególnych bohaterek i bohaterów, poznać świat ich uczuć oraz po raz kolejny dowieść, że teraźniejszość zawsze splata się z przeszłością nawet wtedy, kiedy bardzo chcemy uciec przed tym, co wydarzyło się lata temu. Nie inaczej jest w przypadku historii Agnés, jednej z bohaterek Colette, najnowszej książki francuskiej powieściopisarki i scenarzystki, zajmującej opowieści o sile pamięci i determinacji w dążeniu do realizacji marzeń wbrew całemu światu.

Agnés Dugain, zbliżająca się do czterdziestki uznana, ale nieco mniej aktywna zawodowo reżyserka filmowa, znajduje się na życiowym zakręcie, a jej małżeństwo legło właśnie w gruzach. Jakby tego było mało, otrzymuje telefon, który wprawia ją w osłupienie i każe na nowo spojrzeć na dotychczasowe życie. Policja informuje ją o śmierci ciotki Colette, która przecież została pochowana trzy lata temu. Agnés musi stawić czoła zagadce z przeszłości i dowiedzieć się nie tylko tego, kto został pochowany w domniemanym grobie Colette, ale przede wszystkim, co działo się z ciotką przez ostatnie lata. Aby tego dokonać, reżyserka zmuszona jest udać się w podróż do małego burgundzkiego miasteczka, w którym we wczesnej młodości spędzała lato w domu Colette. Czeka ją pełna emocji sentymentalna wyprawa do świata, którego, być może, już nie ma.

Colette, najnowsza powieść Valérie Perrin, to rozpisana na głosy, rozgrywająca się na wielu planach czasowych opowieść łącząca elementy powieści obyczajowej, sagi rodzinnej i kryminału, w której ogromną rolę odgrywają sekrety z przeszłości i tajemnice skrzętnie ukrywane przed światem. Szokująca Agnés wiadomość o powtórnej śmierci ciotki stanowi punkt wyjścia do utkanej misternie, wielopoziomowej intrygi, którą czytelnik śledzi ze skupieniem, ale i narastającym zainteresowaniem. Autorka niespiesznie odkrywa kolejne epizody z życia bohaterek i bohaterów, mistrzowsko operuje chronologią zdarzeń, przeplatając wydarzenia z przeszłości z tymi, rozgrywającymi się współcześnie. Fragmentaryczność, tak charakterystyczna dla stylu opowieści Perrin, a także wielogłosowość narracji wymagają od czytelnika uważności, ale ostatecznie gwarantują pełną emocji historię o ludzkiej sile i determinacji z jednej strony, z drugiej zaś o pamięci jako narzędziu niezbędnemu do budowania wspomnień, z których utkana jest każda osobista historia.

Dzięki zastosowaniu nielinearnej struktury opowieści, licznych retrospekcji, czy fragmentów scenariusza pisanego przez Agnés, autorka uzyskuje szeroką przestrzeń dla wielu wątków, które budują fabułę Colette. Powieść nie skupia się jedynie na kwestiach pamięci, złożoności relacji miedzyludzkich, czy emocjach, ale porusza także temat różnie definiowanej straty, radzenia sobie z traumami z przeszłości, rozliczania z rodzinnymi tajemnicami, wreszcie budowania własnej tożsamości w oparciu o przeżyte doświadczenia. Podobne wątki i motywy pojawiły się już we wcześniejszych powieściach Perrin, ale nie trudno odnieść wrażenia, że w Colette ich nadmiar może trochę przytłaczać. Czytelnik ma prawo czuć przesyt mnogością podjętych tematów, które, co oczywiste, nie mogą i nie zawsze są odpowiednio pogłębione, nierzadko podane nieco skrótowo, albo rozwiązane mimochodem. Nie napiszę, że to mankament prozy francuskiej autorki, ale na pewno takie bogactwo wątków potrafi przytłoczyć, choć jednocześnie imponuje fabularnym rozmachem.

Po literaturę obyczajową sięgam sporadycznie, ale dla Valérie Perrin robię wyjątek, tak jak dla Kate Morton. Lubię powieści napisane z rozmachem, bogate w wydarzenia, zaskakujące i nurtujące sekwencjami zdarzeń. Colette, choć jeszcze raz podkreślam dostrzeżony przeze mnie przesyt wątków, to właśnie taka proza; poruszająca i skomplikowana (również w warstwie kompozycyjnej), bogata w emocje opowieść o życiu, śmierci, miłości, stracie i tajemnicach kształtujących ludzkie losy. Perrin pisze emocjonalnie, ale bez zbędnego sentymentalizmu, udanie kreuje portrety psychologiczne swoich bohaterek i bohaterów zmuszając ich do konfrontacji z trudnymi doświadczeniami, wreszcie zabiera czytelnika w nostalgiczną podróż do przeszłości bez której nie byłoby współczesności. Unika wielkich słów i wyrazistych gestów, pozostawiając dyskretnie przestrzeń dla emocji czytelnika, nie tracą nic z siły przekazu. A to już sztuka warta docenienia.

Informacje o książce

autorka Valéri Perrin

tytuł Colette (Tata)

przekład Joanna Prądzyńska

Wydawnictwo Albatros 2025

ocena 4+/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem