LAURA BARROW „GDY POWRÓCĄ KANARKI”

Nieczęsto sięgam po literaturę obyczajową, ale od czasu do czasu lubię przeczytać powieść spoza mojego głównego kręgu zainteresowań. Zdaję się na czytelniczą intuicję i czasem trafiam w dziesiątkę, czasem niestety pudłuję, co zawsze mnie smuci. Gdy powrócą kanarki Laury Barrow wybrałem przede wszystkim z powodu wysokich ocen oraz porównań do dokonań bardziej rozpoznawalnych autorek reprezentujących prozę obyczajową. I na szczęście – tym razem nie rozczarowałem się.

Książka amerykańskiej autorki, pisząc zupełnie szerze: niespecjalnie może odkrywcza i powielająca utarte schematy fabularne, okazała się przyjemną lekturą na letnie wieczory, pełną emocji opowieścią o tym, co w życiu najważniejsze. Proza Barrow to przykład rodzinnej sagi rozpisanej na trzy pokolenia kobiet, których życie specjalnie nie oszczędziło, serwując kolejne nieszczęścia. Jednak dzięki niezłomnemu charakterowi, wrodzonemu optymizmowi i umiejętności przebaczania, także sobie, bohaterki ostatecznie potrafiły przepracować traumę przede wszystkim po to, aby z czystym kontem rozpocząć kolejny rozdział życia.

Trzy siostry: Savannah, Rayanne i Sue Ellen spotykają się w rodzinnym miasteczku w Luizjanie, aby odnaleźć zakopaną w ogrodzie ich dawnego domu kapsułę czasu. Dziewczyny mają ze sobą ograniczony kontakt: każda poszła własną drogą, ale żadnej nie udało się uciec od rodzinnej tajemnicy – zniknięcia bliźniaczki Savannah, Georgie. Ponieważ ich matka nie żyje, a ojciec nie stanął na wysokości zadania, siostrami zajęła się babcia, nazywana Bunią. To w jej domu wychowały się bohaterki powieści, a dziś spotykają się w letni weekend, aby zajrzeć do kapsuły czasu sprzed dwudziestu pięciu lat i stawić czoła tajemnicy oraz stracie, nie mając świadomości, że wkrótce w ich życie nie będzie już takie, jak przedtem.

Gdy powrócą kanarki to literatura obyczajowa środka, napisana przyjaznym dla czytelnika językiem opowieść, w której autorka splata obserwacje na temat amerykańskiej codzienności gdzieś na dusznym Południu, z historią trudnych relacji trzech pokoleń kobiet oraz wątkiem sensacyjno-kryminalnym związanym ze zniknięciem lata temu jednej z bliźniaczek. Kluczem do poznania prawdy zdaje się być stare zdjęcie umieszczone w kapsule czasu, ale droga do przepracowania traumy okaże się długa i wyboista. Przed siostrami i jej babcią wiele trudnych rozmów, sprzecznych emocji, łez i kłótni, które udowodnią, jak wielka jest siła siostrzanej miłości pozwalająca przetrwać największe zawirowania. Fabuła pokazuje, że rodzinne więzi mogą być jednocześnie i silne, i trudne do zaakceptowania, pełne nieporozumień i zazdrości, w efekcie jednak nierozrywalne.

Co prawda sama opowieść, zarówno w warstwie fabularnej, jak i kompozycyjnej, nie jest odkrywcza, jednak książkę Laury Barrow czyta się z rosnącym zaangażowaniem. To zasługa stylu autorki i jej umiejętności sprawnego balansowania między elementami lżejszymi oraz poważniejszymi, momentami zabawnymi i wzruszającymi. Jej bohaterki, bo to kobiety zostały wyeksponowane w tej książce, mają mocne charaktery, ale je wszystkie i tak przebija Bunia i choćby dla niej warto sięgnąć po tę powieść. Moją uwagę zwrócił także klimat opowieści: mimo momentami niełatwej tematyki, otulający i w swym wydźwięku optymistyczny, z sympatią przyglądający się amerykańskiej prowincji. W tym aspekcie Gdy powrócą kanarki przypomina mi książki Fannie Flagg, której powieści od lat uwielbiam (i od lat także zżymam się na ich dyskusyjną wartość literacką).

Trudne relacje rodzinne, destrukcyjne skutki traumy związanej ze stratą najbliższej osoby, zgoda na popełnianie błędów oraz branie za nie odpowiedzialności, wreszcie poszukiwanie prawdy oraz trudna sztuka przebaczania – to te wątki dominują w powieści Laury Barrow. Ale wbrew temu wyliczeniu w książce nie brakuje pozytywnych i optymistycznych akcentów; każda z sióstr oraz babcia opowiadają dzieje rodziny ze swojego punktu widzenia, a ten – jak wiadomo – zależy od wielu czynników. Humor, a przede wszystkim ironia, dodająca fabule autentyczności, pozwala na emocjonalny balans, dzięki któremu od Gdy powrócą kanarki trudno się oderwać. Książka amerykańskiej autorki, na swój sposób refleksyjna i wzruszająca, nie przynosi może samych szczęśliwych zakończeń, ale przywraca wiarę w siłę relacji międzyludzkich oraz przypomina o zbawczej roli zwyczajnej rozmowy. Czytając powieść, oczami wyobraźni widziałem jej ekranizację zrealizowaną przez Hallmark – i tym razem to naprawdę pozytywne skojarzenie.

Informacja o książce

autorka Laura Barrow

tytuł Gdy powrócą kanarki (Call the Canaries Home)

przekład Agnieszka Sobolewska

Wydawnictwo Literackie 2025

ocena 4+/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem