HEATHER McGOWAN „PRZYJACIELE MUZEUM”

Czy muzeum, jako szacowna instytucja kultury, może zostać bohaterem powieści? Odpowiedź wydaje się do pewnego stopnia oczywista i brzmi tak, wystarczy przypomnieć sobie fabułę niektórych powieści, głównie sensacyjnych, sytuujących takie placówki jako tło dla dynamicznych wydarzeń. Brawurowe kradzieże dzieł sztuki, czy to w realu, czy na kartach powieści lub na ekranach kin/telewizorów przykuwają uwagę masowego odbiorcy. Celowo nie piszę o tysiącach widzów i turystów zwiedzających kolejne ekspozycje, bo taka forma spędzania czasu i przy okazji edukacji nie jest niczym nowym. I nic nie wskazuje na to, żeby w tej kwestii zaszły jakieś zmiany.

Sam zawsze w wielką radością odwiedzam muzealne przestrzenie doceniając fakt, że żyję w mieście, które daje mi taką możliwość. Zachwycając się kolejnymi ekspozycjami rzadko myślę o tym, co dzieje się za kulisami instytucji dostarczającej mi artystycznych wrażeń. A przecież kolejna, nierzadko oryginalnie zainscenizowana wystawa to efekt wielomiesięcznej pracy wielu ludzi, którzy poświęcają czas i energię na to, aby tłumy odwiedzały muzea czy galerie i wychodziły zachwycone możliwością obcowania ze sztuką. I za kulisy takiego miejsca zabiera czytelnika Heather McGowan w powieści Przyjaciele muzeum. Opowiada o realiach pracy w nowojorskiej instytucji, ale podejmuje na tyle uniwersalne tematy, że łatwo zapomnieć o amerykańskiej perspektywie i przenieść problematykę na grunt lokalny.

Średnio radzące sobie, ale całkiem duże nowojorskie muzeum przygotowuje się do wielkiej gali, która ma uhonorować darczyńców i przy okazji zebrać niezbędne dla dalszego funkcjonowania instytucji fundusze. Na dobę przed wydarzeniem ekipą muzeum wstrząsa wieść, że część ważnych eksponatów została pozyskana dla placówki z pominięciem prawa. Dla muzeum to zapowiedź wizerunkowej katastrofy, dlatego wszyscy jej pracownicy, z dyrektorką na czele, staną na głowie, aby zatuszować problem. Choćby tylko na jeden wieczór, ten dla instytucji najważniejszy w całym roku.

Przyjaciele muzeum to powieść zaskakująca. Przede wszystkim za sprawą konstrukcji fabuły i mnogości wątków. Akcja, chwilami niezwykle dynamiczna, rozgrywa się w ciągu dwudziestu czterech godzin, na opisaną historię składają się wątki przeszło pięćdziesięciu bohaterek i bohaterów, a raczej krótkie rozdziały – migawki tworzą nieustannie zmieniający się kolaż tematów, wątków i emocji. I choćby z tego powodu książka może okazać się nie lada wyzwaniem. Czytelnik śledzi bowiem kilkanaście wątków, zasadniczo skupionych wokół muzeum, wieczornej gali i spodziewanej katastrofy (jeśli prawda dotrze do zainteresowanych), ale także dywagacje na temat życia osobistego, dygresje oraz przemyślenia na tematy bardzo dalekie od kwestii sztuki. Ten zabieg stylistyczny sprawia, że powieść Heather McGowan to opowieść polifoniczna, przypominająca scenariusz filmowy w stylu produkcji Roberta Altmana. Narracja zmienia się jak w kalejdoskopie, płynnie przechodząc od jednego epizodu do kolejnego.

Mimo że akcja powieści, zasadniczo, rozgrywa się w gmachu nowojorskiego muzeum, a czytelnik śledzi przygotowania do wieczornej gali, to warto spojrzeć na Przyjaciół muzeum szerzej, jako na opowieść o kulisach pracy w instytucji kultury – dlatego czytelnik śledzi nie tylko zmagania dyrekcji, prawnika czy konkretnych kuratorów z wymagającym natychmiastowego rozwiązania problemem, ale także pracę ochroniarzy i ochroniarek, kateringu czy potencjalnych oraz aktualnych darczyńców. Ich drogi krzyżują się właściwie permanentnie, co powoduje nowe konflikty, zaostrza już istniejące, uwypukla zarówno małe skandale, jak i osobiste dramaty poszczególnych bohaterek i bohaterów. Muzeum, które z zewnątrz wydaje się być ostoją kultury i spokoju, w środku jest pełne chaosu i napięć, generując przy tym ludzkie słabości.

O Przyjaciołach muzeum warto napisać jako o wielkiej satyrze, ponieważ McGowan z wyczuciem, ale i z humorem demaskuje liczne absurdy świata kultury, w przerysowanej, nieco nawet groteskowej formie pokazuje styk sztuki i polityki, wielkich pieniędzy i zwykłej ludzkiej próżności. Jednocześnie nie piętnuje swoich bohaterek i bohaterów, raczej jest im przychylna pokazując jako skomplikowanych, pełnych wad, ale jednak ludzi, dla których nadrzędną wartością jest sztuka. Nawet wtedy, gdy poświęcenie dla niej rozumieją na opak. Oni wszyscy tworzą wielowymiarowy portret instytucji, a dzięki polifonii głosów czytelnik zyskuje wgląd w ich perspektywę, co w efekcie daje pełniejszy obraz i tym samym pozwala zrozumieć mechanizm funkcjonowania muzeum. Może i chwilami wymagająca większego skupienia, powieść Heather McGowan to oryginalna proza, której formuła idealnie wpisuje się w dzisiejsze oczekiwania odbiorcy. Dlatego wnikliwa satyra i momentami niezbyt pogłębiony, ale i tak trafny obraz współczesnego społeczeństwa aż prosi się o przeniesienie na ekran. Kto wie, może serial Przyjaciele muzeum stałby się światowym fenomenem? Potencjał jest i to całkiem spory.

Informacje o książce

autorka Heather McGowan

tytuł Przyjaciele muzeum (Friends of the Museum)

przekład Tomasz Bieroń

Wydawnictwo Literackie 2025

ocena 4+/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem