
Mam wrażenie, że całkiem niedawno przeczytałem Zamknięte drzwi, pierwszą opublikowaną po polsku powieść Freidy McFadden, a tymczasem autorka zdążyła już na dobre zadomowić się na naszym rynku wydawniczym. Szybko zdobyła popularność za sprawą thrillerów psychologicznych, w mojej ocenie bardzo nierównych, ale idealnie wpisujących się w definicję lektury lekkiej, łatwej i jeśli przymknąć oko na mankamenty – także bardzo przyjemnej. A na pewno zapewniającej rozrywkę na jeden solidny wieczór z książką.
Freida McFadden idzie jak burza, dlatego regularnie wypuszcza w świat kolejne historie, z których najbardziej znana – Pomoc domowa – lada moment doczeka się premiery kinowej, co w moim odczuciu było tylko kwestią czasu. W oczekiwaniu na filmową adaptację perypetii Millie Calloway można sięgnąć po nową powieść, dziewiątą po polsku – Wypadek. Można, bo to jedna z tych powieści, które wzbudzają mieszane odczucia: z jednej strony bowiem idealnie realizują pomysł autorki na literaturę rozrywkową, z drugiej jednak może okazać się zródłem sporego rozczarowania. Wiele, jak zawsze, zależy od nastawienia.
Tegan, młoda bohaterka Wypadku, ma świadomość, że jej życie wywraca się właśnie do góry nogami. Samotna i w ciąży, której nie planowała, ulega groźnemu wypadkowi na zaśnieżonej drodze, gdzieś na odludzi. Tylko cudem zostaje uratowana przez małomównego Hanka, który transportuje ją do własnego domu, dzielonego z żoną Polly. Tych dwoje zachowuje się co najmniej dziwnie i kiedy Tegan uświadamia sobie, że małżeństwo ma wobec niej własne plany, czuje, że jej sytuacja z dramatycznej stała się tragiczna. Czas ucieka, a obiecana pomoc z najbliższego szpitala nie przybywa, za to Hank i Polly zaczynają pokazywać swoje prawdziwe oblicza.

Thrillery psychologiczne Freidy McFadden opierają się na niekończących się zwrotach akcji oraz traktowanym z przymrużeniem oka realizmem wydarzeń. Takie są prawa gatunku, w ramach którego porusza się amerykańska autorka i taki też jest Wypadek – powieść mało może dynamiczna, o co trudno, kiedy trójka bohaterów znajduje się w odciętym przez obfite opady śniegu domu, ale walorem której okazuje się klaustrofobiczny i mroczny klimat izolacji. Tegan, Polly i Hank stopniowo ujawniają cechy swojego charakteru, a czytelnik długo nie jest w stanie zorientować się, gdzie tkwi żródło ich dziwacznego postępowania oraz, czy to, o czym czyta w danym momencie to prawda ostateczna, czy raczej jej jednostronna interpretacja. W takim mąceniu obrazu rzeczywistości McFadden jest mistrzynią i pod tym względem jej nowa książka nie zawodzi.
Napisałem we wstępie, że Wypadek to powieść, której lektura może jednak skończyć się rozczarowaniem. Przede wszystkim dlatego, że fabuła jest do pewnego stopnia przewidywalna, a jej konstrukcja dość wątła – nie zdradzając niczego z historii – wystarczy prześledzić poczynania Hanka wobec obu kobiet, żeby zadać sobie pytanie, na co tak długo czekał z podjęciem tej jednej decyzji? Takich pytań w trakcie lektury rodzi się więcej, bo Wypadek pod względem budowy historii zostawia sporo do życzenia. Nagromadzenie wielu wątków w jednej fabule czyni ją tak samo atrakcyjną, co mało realistyczną, a czytelnik dość szybko uświadamia sobie, że Tegan jest zbyt mało wyrazistą postacią, żeby udźwignąć ciężar roli pierwszoplanowej bohaterki. Paradoksalnie jednak od nowej książki Freidy McFadden nie sposób się oderwać, ale wrażenie, że to nie będzie powieść na miarę jej najlepszych fabuł pozostaje, mimo zaskakującego finału, którego autorka jest mistrzynią.
Informacje o książce
autorka Freida McFadden
tytuł Wypadek (The Crash)
przekład Elżbieta Pawlik
Wydawnictwo Czwarta Strona 2025
ocena 4-/6
recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem
