THEIS ØRNTOFT „NA TEJ ZIEMI”

Ceniona przeze mnie Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich  Wydawnictwa Poznańskiego wzbogaciła się o nowy tytuł. Na tej ziemi  autorstwa Theisa Ørntofta to nie lada wydarzenie na mapie europejskiej literatury – powieść, która wymyka się prostym klasyfikacjom gatunkowym, łącząc w sobie cechy wielopokoleniowej sagi rodzinnej, ekologicznego manifestu i mocnego głosu pokolenia. Ørntoft, znany wcześniej głównie jako poeta, przenosi swoją wrażliwość na grunt prozy, tworząc dzieło o monumentalnym rozmachu. Stawia sobie przy tym ambitny cel jakim jest próba uchwycenia ducha współczesności zawieszonej między nostalgią za przeszłością a lękiem przed nadchodzącą katastrofą. 

To książka gęsta, w wymowie mroczna i niezwykle ambitna, stawiająca czytelnika przed koniecznością szczerej odpowiedzi na egzystencjalne pytania o nasze miejsce w kosmosie i relację z planetą, która wydaje się coraz bardziej obca. Sęk w tym jednak, że w tej literackiej ekwilibrystyce motywami, tematami i wątkami, na pozór dla czytelnika atrakcyjnej, łatwo zatracić relację z bohaterami, pogubić się w gąszczu opisów, wreszcie z trudem odnaleźć swoje miejsce w celowym chaosie wykreowanym przez autora. I – jak zawsze – od czytelnika zależy, czy kupuje taką konwencję, czy ma z nią kłopot. Ja po lekturze Na tej ziemi jestem gdzieś pomiędzy. 

Powieść śledzi losy rodziny Rheinów na przestrzeni kilku dekad – od 1967 aż po niedaleką przyszłość. Punktem wyjścia jest spotkanie młodej pary na Bornholmie, które daje początek trzem pokoleniom bohaterów zmagających się z własną tożsamością i zmieniającym się światem. Narracja płynnie przemieszcza się w czasie, ukazując życie rodzeństwa: Joela, Rhei i Miry, a także ich rodziców i dzieci, na tle globalnych przemian politycznych i klimatycznych. Od powojennego optymizmu, przez erę wydobycia ropy naftowej, aż po futurystyczną wizję społeczeństwa u progu ekologicznego załamania, Ørntoft kreśli panoramę zachodniej cywilizacji uwięzionej w cyklu konsumpcji i rozpadu.

Bohaterowie Na tej ziemi to ludzie głęboko nieszczęśliwi, a jednak fascynujący w swoim zagubieniu. Każdy z nich próbuje na swój sposób zakotwiczyć się w rzeczywistości, która traci stabilność – Joel popada w obsesję na punkcie tajemniczej mapy, Rhea szuka ukojenia w relacjach, a inni członkowie rodziny dryfują między apatią a nagłymi zrywami aktywności. Łączy ich wspólne poczucie odłączenia od ziemi, mimo że tytuł sugeruje coś wręcz przeciwnego. Ørntoft z uwagą portretuje współczesną alienację, w której więzy krwi są silne, ale niezdolne do ochrony przed wewnętrzną pustką i lękiem przed tym, co przyniesie przyszłość.

Centralnym motywem powieści jest relacja człowieka z naturą, a konkretnie z surowcami, które ukształtowały nasz świat. Ropa naftowa urasta tu do rangi mitycznej substancji, krwi ziemi, która dała części świata dobrobyt, ale jednocześnie stała się przyczyną jego (i tym samym naszej) zguby. Autor nie moralizuje jednak w tani sposób; zamiast tego ukazuje głęboką, niemal mistyczną więź między kapitalizmem a geologią. Świat w przeszłości nie jest w tej wizji spektakularną dystopią, lecz raczej miejscem powolnego gnicia i adaptacji do nowych, trudniejszych warunków, gdzie granica klasycznie rozumianego człowieczeństwa zaczyna się zacierać.

Proza Ørntofta jednocześnie zachwyca precyzją i poetyckością, ale potrafi także zmęczyć nadmiarem motywów, wątków i przemyśleń głównych bohaterów. W wyniku czego, właściwie bezproblemowo, przechodzi w jednym akapicie od opisów banalnych szczegółów codzienności do rozważań o skali kosmicznej. Jego proza jest tak samo duszna i sugestywna, pełna obrazów grzybni, minerałów i gwiezdnego pyłu, co  – w mojej ocenie – męcząca. Tej oceny nie zmienia, tak lubiany przeze mnie, a obecny w powieści specyficzny, oniryczny klimat. Autor zmusza czytelnika do zwolnienia tempa i zanurzenia się w tekście, który jest równie wymagający, a może być także satysfakcjonujący. To pisarstwo na swój sposób totalne, w którym struktura rodzinnych dramatów odzwierciedla tektoniczne przesunięcia całego globu, tworząc spójną, choć niepokojącą całość. Całość, która ostatecznie niespecjalnie ze mną korespondowała. 

Mimo tego, że ostatecznie z prozą duńskiego pisarza niespecjalnie było mi po drodze, jestem w stanie dostrzec plusy Na tej ziemi. Myślę, że powieść przypadnie ona do gustu temu czytelnikowi, który szuka w literaturze odpowiedzi na pytania o kondycję człowieka w dobie dynamicznych zmian. Theis Ørntoft napisał sagę na miarę naszych czasów – ambitną, melancholijną i boleśnie aktualną, która zostaje w pamięci na długo po lekturze. Nie jest to książka niosąca łatwe pocieszenie, czy konkretne rozwiązania, ale jej szczerość w diagnozowaniu lęków współczesnego człowieka jest ożywcza. Fabułę warto więc potraktować jako mocne przypomnienie, że bez względu na to, jak daleko uciekniemy w technologię czy marzenia o gwiazdach, nasze losy są nierozerwalnie związane z materią tej konkretnej ziemi. 

Informacje o książce

autor Theis Ørntoft

tytuł Na tej ziemi (Jordisk)

przekład Agata Lubowicka

Wydawnictwo Poznańskie 2026

ocena 4/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem