PODSUMOWANIE MIESIĄCA – MAJ 2021

Po bardzo udanym czytelniczo kwietniu wydawało mi się, że maj wypadnie gorzej. Czytało mi się słabo, jeszcze gorzej pisało. Ostatecznie maj – długi, zimny i deszczowy – w podsumowaniu czytelniczym wygląda dobrze, ale co się wymęczyłem, to moje. I nie dlatego, że coś nie tak było z książkami – to u mnie z czytaniem szło jak po grudzie. Nie najlepiej było także z pisaniem, ale to może i lepiej, gdyż zdecydowałem o zmniejszeniu liczby recenzji w miesiącu. Ideałem byłoby dziesięć.

Ostatecznie przeczytałem trzynaście książek, zrecenzowałem siedem. O jednej nie nie mogę nic jeszcze napisać, bo mój kolejny patronat (po raz pierwszy w gatunku innym niż kryminał lub powieść obyczajowa) ukaże się dopiero za jakiś czas.

Maj zaczął się od pewnika i sprawdzonego autora. Charlie Donlea daje radę, a Zło kryje się w mroku (tutaj) potwierdza moją tezę.

Fabularyzowana historia związku dwojga artystów – Maxa Ernsta i Leonory Carrington, czyli Surrealistka Michaeli Carter (tutaj) – trochę mnie rozczarowała, ale swoją rolę spełniła, gdyż poznałem lepiej twórczość angielskiej malarki i skandalistki.

Lubię Ann Patchett i kiedy trafiła się okazja, aby przedpremierowo przeczytać Dom Hollendrów (tutaj)- nie zastanawiałem się ani chwili. I nie żałuję, bo choć Patchett pisze cały czas o tym samym, to robi to tak, że od lektury nie sposób się oderwać.

Phoebe Morgan, autorka Idealnej opiekunki, powróciła za sprawą Niebezpiecznej zabawy (tutaj) powieści, która jest (tak naprawdę) jej debiutem. To solidny thriller psychologiczny z gatunku do przeczytania, ale niekoniecznie do zapamiętania.

Dużym i do tego pozytywnym zaskoczeniem okazał się Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie Mackeznie Lee (tutaj) – ubrana w szaty powieści awanturniczo – przygodowej opowieść o akceptacji i dojrzewaniu. Wypatruję drugiego tomu!

Kudłata Hwang Sun – mi (tutaj) – tylko z pozoru jest prostą opowieścią dla dzieci, także dorosły czytelnik przeczyta tę niewielką powieść z przyjemnością, odkrywając drugie, metaforyczne dno historii pewnej suczki.

Magdzie Stachuli kibicuję od początku, jako fan thrillerów psychologicznych. Odnaleziona (tutaj) nie jest może … idealna, ale autorka czuje klimat powieści gatunkowej i choćby dlatego zawsze z zainteresowaniem wypatruję kolejnej jej książki.

Liczę na to, że w czerwcu zrecenzuję pozostałe książki, przeczytane w maju. Mam także nadzieję, że czerwiec, choć trudny w pracy, okaże się łaskawszy dla mnie, jako czytelnika i recenzenta.

W maju obejrzałem za to kilka filmów (Nomadland i Trzy bilboardy za Ebbing, Missouri bardzo mi się spodobały), wzruszyłem się na specjalnym odcinku wspomnieniowym Przyjaciół, ale przede wszystkim zobaczyłem (kto wie, czy nie najlepszy w tym roku) serial Mare z Easttown z rewelacyjną Kate Winslet. Zazdroszczę tym z Was, którzy dopiero zobaczą tę produkcję. Trzyma poziom do ostatniej minuty i … bez chusteczek się nie obejdzie … sami zobaczcie, dlaczego.

A tymczasem dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie! Pozdrawiam Was serdecznie, Tomasz