HANNA JOHANSSON „ANTYK”

W moich literackich podróżach od czasu do czasu trafiam na powieści, które czytam z mieszanymi uczuciami. Jedną z takich książek jest Antyk Hanny Johansson po lekturze której nie potrafię do końca zdecydować, czy bardziej mnie uwiodła, czy zaniepokoiła i być może właśnie w tym dysonansie tkwi jej największa siła. Szwedzka pisarka w swoim debiucie nie próbuje opowiedzieć historii, którą można łatwo zamknąć w kilku zdaniach i opatrzyć jednoznaczną etykietą. Zamiast tego buduje duszną, zmysłową opowieść, w której piękno sąsiaduje z niepokojem, a fascynacja bardzo szybko zaczyna przypominać obsesję. Greckie Ermupoli, gorąca końcówka lata, zapach morza, potu, kremu do opalania, jedzenia i rozgrzanych murów stają się czymś więcej niż sztampową wakacyjną dekoracją. Wskazane przeze mnie elementy budują krajobraz pożądania, które nie zna granic i nie potrafi określić, gdzie kończy się zachwyt nad drugim człowiekiem, a zaczyna próba jego zawłaszczenia.

Narratorka Antyku jest trzydziestoletnią kobietą, która przyjeżdża do Ermupoli zafascynowana Heleną, starszą, elegancką artystką. Helena jest dla niej kimś więcej niż obiektem zainteresowania, bezimienna narratorka chciałaby do niej należeć i mieć ją wyłącznie dla siebie. W tej relacji pojawia się jednak Olga, nastoletnia córka Heleny. Początkowo czytelnik postrzega ją, razem z narratorką, jako przeszkodę, kogoś stojącego pomiędzy nią a upragnioną kobietą. Z czasem układ sił zaczyna się jednak zmieniać i co oczywiste – przede wszystkim komplikować. Relacja między trzema kobietami zaczyna przypominać coraz bardziej niebezpieczny trójkąt, w którym mieszają się pożądanie, zazdrość, potrzeba przynależności, samotność i władza. Tajemnicza więź narratorki z Olgą, jej nierówność i zakazany charakter stają się osią opowieści, ale Johansson interesuje przede wszystkim to, co dzieje się pod powierzchnią tej historii.

Gdzieś w połowie lektury czytelnik dochodzi do wniosku, że autorka Antyku nie pozwala przyjąć odbiorcy swojej prozy wygodnej pozycji moralnego sędziego. Można oczywiście określić pewne zachowania przekroczeniem granicy, manipulacją czy obsesją, ale jednocześnie niewielka fabuła zmusza do przyglądania się mechanizmom, które do tych przekroczeń prowadzą. Narratorka chce być blisko, chce być potrzebna, chce wreszcie zostać zauważona. Pragnienie bliskości okazuje się jednak niebezpieczne wtedy, kiedy zaczyna oznaczać prawo do drugiego człowieka. Im bardziej bohaterka próbuje wejść w życie Heleny i Olgi, tym mniej wyraźna staje się granica między obserwowaniem a uczestniczeniem, między miłością a posiadaniem. Pragnienie drugiego człowieka łatwo w tym układzie pomylić z miłością.

Moją ciekawość wzbudził tytuł powieści. Antyczność tej książki nie sprowadza się do greckiej scenerii ani dziedzictwa wyspy. Być może to zbyt oczywiste, ale Hanna Johansson tworzy własny mit o pożądaniu, pięknie i przekraczaniu granic. W powieści pojawiają się echa znanych opowieści o fascynacji młodością i pięknem, ale autorka przepisuje je na współczesny, queerowy język. Relacja matki i córki, obecność młodszej kobiety, rywalizacja o uwagę, pragnienie posiadania i nieustanne przyglądanie się cudzej intymności tworzą coś na kształt współczesnego mitu o obsesji. Nic tutaj nie jest jednak doskonałością zaklętą w marmurze; pod powierzchnią piękna cały czas czai się rozpad.

Wspomnienia, obrazy i doświadczenia bohaterek tej prozy nie układają się w prostą historię, lecz powracają, zmieniają znaczenie i zaczynają żyć własnym życiem. Narratorka nie jest przecież obiektywnym przewodnikiem po wydarzeniach. To ona decyduje, co zapamiętać, co przemilczeć, co dopowiedzieć. I właśnie dlatego jej opowieść jest tak niepewna w swojej prawdzie. Czytelnik ma prawo zastanawiać się, czy poznaje wydarzenia, czy raczej wersję wydarzeń skonstruowaną przez kogoś, kto bardzo chce uwierzyć we własną historię. I Hanna Johansson w pełni świadomie wykorzystuje tę niepewność. Nie spieszy się, pozwala scenom ułożyć się na tle całości, a szczegółom nabierać znaczenia. Jej proza jest zmysłowa, ale pod tą zmysłowością pulsuje coś chłodnego, złowrogiego i odpychającego.

Po lekturze, od której minęła dobra chwila, wciąż nie jestem pewien jej oceny, ponieważ Antyk to jedna z tych powieści, z którą trzeba wejść w niewygodny dialog. Dla mnie to opowieść o samotności ukrywanej za pożądanie i o potrzebie przynależności, która może doprowadzić człowieka do miejsca, z którego trudno wrócić. Hanna Johansson nie proponuje łatwych odpowiedzi i nie rozgrzesza swoich bohaterek. Zostawia natomiast czytelnika z pytaniem, kto w tej historii ma rację i ile jesteśmy gotowi poświęcić, żeby stać się dla kogoś tą najważniejszą osobą? Antyk nie jest więc opowieścią o skandalu obyczajowym czy przekraczaniu tabu. To precyzyjnie skonstruowane studium pożądania, zazdrości, pamięci i potrzeby bycia kochanym. Ta historia toczy się powoli, pięknie i niepokojąco, aż do momentu, w którym czytelnik orientuje się, że jej prawdziwym tematem nie jest to, czego pragną bohaterki, lecz cena, jaką człowiek jest gotów zapłacić za samo pragnienie. W pięknych dekoracjach późnego greckiego lata.

Informacje o książce

autorka Hanna Johansson

tytuł Antyk (Antiken)

przekład Diana Hasooni – Abood

Wydawnictwo Pauza 2026

ocena 4/6

recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem

One Reply to “HANNA JOHANSSON „ANTYK””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *